Autor

MartaW

28-07-2016 18:29

Tytuł: United Colors of

ORWO Chrom po czterdziestu pięciu latach od wywołania

Komentarze

wosk

wosk

Nie mam nic przeciwko takim kolorowym aberrcjom (od czasu do czasu ).
To taka szczypta łomograficznego szaleństwa - w przypadku tego kadru rozwiała trochę sztampowość ujęcia.

9 lat temu
jac123

jac123

implicite napisał(a):
... Jeden dozwoli sobie na silną korektę kolorów czy kontrastów, bo miał wcześniej myśl i ta korekta podąża za tą myślą. Inny zgoła dozwoli sobie na taką samą korektę, bo miał \\\'bezmyśl\\\' i na siłę próbuje wycisnąć coś z materiału, na którym przypadkiem udało mu się zarejestrować coś ciekawego. ...

Dlatego ja nie pozwalam sobie na żadne korekty! Jestem analogowym naturszczykiem.

9 lat temu
jaskiniar

jaskiniar

ps
a zaprezentowana praca po prostu mi się podoba i to nawet w takim kadrowaniu obrazu.

9 lat temu
jaskiniar

jaskiniar

Dawno nie czytałem tylu - wewnętrznie sprzecznych - wypowiedzi...
Ale nie czuję się na siłach by te sprzeczności rozplątywać, zresztą...:

Adriano napisał(a):
[ciach...]liczy się tylko i wyłącznie rezultat. [ciach...]

I właśnie w świetle tego stwierdzenia chciałbym poprosić Jacka o rozwinięcie następującego fragmentu:
implicite napisał(a):
[ciach...]Gorzej, jeżeli ingerencja ma zamaskować brak świadomości, ale jest na tyle nieudolna, że my, odbiorcy, to widzimy.

[ciach...]

W szczególności ciekawi mnie co - tak konkretnie widzimy? Ingerencję (która według nas zbyt daleko się posunęła)? Brak świadomości tej ingerencji (po czym rozróżniamy czy była ona świadoma, czy uświadomiona już po fakcie, albo pozostała nieuświadomiona do końca)? A może nieudolność świadomej ingerencji? I czym to ostatnie różni się od udolności ingerencji nieświadomej?

Czy rzeczywiście tak ciężko jest zaakceptować na własny użytek prostą zależność:
- liczy się rezultat, w związku z tym nie jest istotne czy został on osiągnięty świadomie czy nie
versus
- nie liczy się rezultat, liczy się nasze przekonanie o świadomości działania osoby trzeciej
versus
- liczy się rezultat i bez względu na to jaki on jest (akceptowalny przez nas lub nie) liczy się również świadomość użycia PRAWIDŁOWEJ (wg. nas) metody

A tak poza tym to wielce ciekawe rzeczy piszemy, nieprawdaż?

9 lat temu
MartaW

MartaW

implicite napisał:
... szacunek do materiału, do materii, tego plastycznego tworzywa, ... to my definiujemy szacunek do materii, którą trzymamy w dłoniach. To my określamy, jak dalece możemy przetworzyć tę materię, zachowując do niej rzeczony szacunek. ...

9 lat temu
MartaW

MartaW

Adriano napisał:
MartaW napisał(a):
Wydaje mi się, że moje oczy dobrze sobie z tym radzą


Bez złośliwości, szczerze....oczy zawodne są. ...

No dobrze, przyznam się: prawym okiem widzę raczej na różowo, lewym raczej na zielono, ale jakoś to się uśrednia

Adriano napisał:
... Delta E max 3 i tyle. Jedne z najrygorysty....czniejszych coś tam norm dotyczących digitalizacji w muzealnictwie to normy holenderskie. Nic na oko. zajmuje się tym na codzień jak i uczę się wciąż i to tak trochę z przymrużeniem oczywiście....bo wiem że mam przegięcie w drugą stronę. ...

A to sporo tłumaczy Z tą wiedzą łatwiej mi będzie pojąc niektóre Twoje reakcje i teksty

Adriano napisał:
... A z drugiej strony wiem, że rygorystycznie trzymając się norm otrzymają państwo spieprzone tylko przez drukarza albumy o malarstwie a nie przez fotografa, przygotowalnie i drukarza

Bo reguły są dobre, a nawet bardzo dobre ... do czasu, gdy nagle zmieniają się w wyznanie wiary (czytaj religię).

9 lat temu
rafcio

rafcio

-czyli wychodzi na to, że sama praca się nie liczy?
-liczy sie, liczy. Ale nie sama, liczy się w kontekście.

E: cytat w miarę pamięci z barw ochronnych...

9 lat temu
Adriano

Adriano

implicite napisał(a):
....


9 lat temu
implicite

implicite

Finalny efekt, czyli nasza praca, to wypadkowa szacunku realizowanego na trzech płaszczyznach: szacunku do kadru, materiału i odbiorcy. Szacunek do kadru i odbiorcy jest względnie zrozumiały, to zaś, że bywa ignorowany, to sprawa odrębna. Ciekawy w kontekście wypowiedzi Marty jest szacunek do materiału, do materii, tego plastycznego tworzywa, w którym zawiera się już pewna substancja będąca istotną składową ostatecznego efektu naszych wysiłków. Tylko od nas zależy, czy ten efekt osiągniemy pochylając się nad możliwościami, jakie schowane są w materii, czy pomimo nich. Ten drugi przypadek śmiało można uznać za \"masakrowanie materii obróbką własną\".

Ważna rzecz: to my definiujemy szacunek do materii, którą trzymamy w dłoniach. To my określamy, jak dalece możemy przetworzyć tę materię, zachowując do niej rzeczony szacunek. Niektórzy pozwalają sobie na daleko idącą ingerencję, ale jeżeli widzimy, że robią to świadomie, trudno mieć do nich o to pretensje - nawet, jeżeli w naszym mniemaniu posunęli się za daleko. Gorzej, jeżeli ingerencja ma zamaskować brak świadomości, ale jest na tyle nieudolna, że my, odbiorcy, to widzimy.

Jeszcze jedna ważna rzecz: bądźmy subtelni i nie oceniajmy pochopnie intencji bliźniego fotografującego. Jeden dozwoli sobie na silną korektę kolorów czy kontrastów, bo miał wcześniej myśl i ta korekta podąża za tą myślą. Inny zgoła dozwoli sobie na taką samą korektę, bo miał \"bezmyśl\" i na siłę próbuje wycisnąć coś z materiału, na którym przypadkiem udało mu się zarejestrować coś ciekawego. Efekt podobny lub taki sam, ale tylko w tym pierwszym przypadku twórca zachował elementarny szacunek do materii. Jeżeli zatem chcemy lub musimy oceniać, oceniajmy w kontekście.

9 lat temu
Adriano

Adriano

MartaW napisał(a):
Wydaje mi się, że moje oczy dobrze sobie z tym radzą


Bez złośliwości, szczerze....oczy zawodne są. Delta E max 3 i tyle. Jedne z najrygorysty....czniejszych coś tam norm dotyczących digitalizacji w muzealnictwie to normy holenderskie. Nic na oko. zajmuje się tym na codzień jak i uczę się wciąż i to tak trochę z przymrużeniem oczywiście....bo wiem że mam przegięcie w drugą stronę. A z drugiej strony wiem, że rygorystycznie trzymając się norm otrzymają państwo spieprzone tylko przez drukarza albumy o malarstwie a nie przez fotografa, przygotowalnie i drukarza

9 lat temu
MartaW

MartaW

Adriano napisał:
.....ani dyskusji nie widziałem interesującej, ...

Ostatnio rzeczywiście niewiele jest takich, ale może dałoby się to zmienić?

Adriano napisał:
... ani to interesujące, a publikowanie....ja bym nie publikował, co oznacza, że mam odmienne zdanie w tej kwestii. ...

Nie podejmuję się udowadniać, że to akurat jest interesujące, tym bardziej, że ani nie widzę w tym momencie takiej potrzeby, ani nie uważam, że coś, co może zaciekawić jedną osobę, musi koniecznie zainteresować innych widzów / słuchaczy / czytelników.
Ciebie nie zainteresowało, ale sprowokowało do wypowiedzi i właśnie ten cel chciałam osiągnąć.

Adriano napisał:
... Zupełnie inną kwestią jest świadome wykorzystanie wad przeterminowanych materiałów (patrz odbitki Żaka)....ale to wymaga subtelnego i przemyślanego podejścia. Co kogo obchodzi na czym i kto w jakim procencie spier.....robotę, ...

Zgadzam się z Tobą!

Adriano napisał:
... liczy się tylko i wyłącznie rezultat. ...

Oczywiście, zanim jednak ustali się, że został osiągnięty i w jakim stopniu, warto zdefiniować oczekiwania.

Adriano napisał:
... Może dlatego nie przepadam zbytnio np. za kolodionem....mokrym zwłaszcza . ...

O gustach się nie dyskutuje, tylko (w razie potrzeby) przyjmuje się je do wiadomości, co niniejszym czynię

Adriano napisał):
... \\\'Brandzlowanie\\\' się rysami, wadami kolorystycznymi, perforacją....albo o jejciu jaki jestem fajny bo mam film z 56r i pokazał się jakikolwiek obraz...do mnie to nie przemawia i osobiście szkoda mi czasu na marnowanie ujęć i zwłaszcza czasu na taki .....ale to brzydkie słowo - strzały. Ale skoro to komuś sprawia frajdę to na zdrowie. ...

Podobnie myślimy

Adriano napisał:
... Jeszcze raz tylko pytam czy owa wierność poprzedzona jest kalibracją skanera do wzornika (który też się starzeje i jest moim zdaniem ułomny)? Bo tylko tak można wiernie oddać przeterminowanie materiału.

O jaką wierność Ci chodzi?
Trzymam w ręku te klatkę, widzę, jaka jest - wszak to diapozytyw - widzę, co daje na ścianie w snopie białego światła i na ekranie monitora. Nie wydaje mi się, żeby do osiągnięcia zgodności tych dwóch zobrazowań (na ścianie i na ekranie) potrzebna była kalibracja skanera do wzornika. Wydaje mi się, że moje oczy dobrze sobie z tym radzą

9 lat temu
Adriano

Adriano

.....ani dyskusji nie widziałem interesującej ani to interesujące, a publikowanie....ja bym nie publikował, co oznacza, że mam odmienne zdanie w tej kwestii. Zupełnie inną kwestią jest świadome wykorzystanie wad przeterminowanych materiałów (patrz odbitki Żaka)....ale to wymaga subtelnego i przemyślanego podejścia. Co kogo obchodzi na czym i kto w jakim procencie spier.....robotę, liczy się tylko i wyłącznie rezultat. Może dlatego nie przepadam zbytnio np. za kolodionem....mokrym zwłaszcza . \"Brandzlowanie\" się rysami, wadami kolorystycznymi, perforacją....albo o jejciu jaki jestem fajny bo mam film z 56r i pokazał się jakikolwiek obraz...do mnie to nie przemawia i osobiście szkoda mi czasu na marnowanie ujęć i zwłaszcza czasu na taki .....ale to brzydkie słowo - strzały. Ale skoro to komuś sprawia frajdę to na zdrowie.

Jeszcze raz tylko pytam czy owa wierność poprzedzona jest kalibracją skanera do wzornika (który też się starzeje i jest moim zdaniem ułomny)? Bo tylko tak można wiernie oddać przeterminowanie materiału.

9 lat temu
MartaW

MartaW

MartaW napisał(a):
...
Być może moje podejście do diapozytywów jest zbyt ortodoksyjne, ale uważam, że jeśli już pokazuje się ich skany w internecie, to należy wiernie odzwierciedlić uzyskane na nich barwy (czyli to co widać na diapozytywie, nie to, co było fotografowane).
Jeśli barwy są nierzeczywiste, bo film przeterminowany, bo chemia stara lub laboludek niekompetentny, to publikacja wyniku końcowego może być interesującym przyczynkiem do dyskusji o kreatywnym sposobie wykorzystania tych efektów.
...

9 lat temu