Autor

czarnobialykwadrat

07-10-2015 20:10

Tytuł:

wprostpozytyw na papierze foma, naświetlonym bezpośrednio w aparacie [24x30cm]

Komentarze

GomerPyle

GomerPyle

cbk napisał(a):
szybciej Nadjeżda


nawet nie wspominałem o tem!

10 lat temu
czarnobialykwadrat

czarnobialykwadrat

szybciej Nadjeżda

10 lat temu
GomerPyle

GomerPyle

No to teraz nie masz wyjścia, dawaj na warsztat Pafnucego Strażaka.. może być bez kota, ale z toporkiem, albo bębnem.

10 lat temu
implicite

implicite

O, pacz. Taki spryciasz.

10 lat temu
czarnobialykwadrat

czarnobialykwadrat

e tam szybko, napisane wcześniej było
Także tego

10 lat temu
implicite

implicite

Szybko piszesz. Szybko, jak diabli. Aż zawstydziłeś mnie, który to z pisania na maszynie maturę zdawał. A szybki byłem, ale nie aż tak. Przeciętnie sześć uderzeń na sekundę, lepiej, niż u zawodowej sekretarki. Ale nie aż tak.

10 lat temu
czarnobialykwadrat

czarnobialykwadrat

Maria Nawrocka tę miała przypadłość, że sama będąc nauczycielką, lubiła uczyć się stale, a namiętnie rzeczy nowych. Jedną ze sztuk trudniejszych, jakie zdołała opanować ( oprócz strzelania z łuku, wydzielania srebra, pisania wierszy i buchalterii) było granie na tubie oraz innych dętych instrumentach. W żaden sposób umiejętności swoich nie wykorzystywała w praktyce, chociaż po głowie chodził jej pomysł założenia orkiestry z samych niewiast złożonej, ale, po pierwsze – trudno było znaleźć w mieście taką liczbę dam, które by na czymkolwiek grały, a po wtóre – te, co grać umiały, nie paliły się do wspólnych występów woląc popisywać się dmuchaniem we flety lubo brzdękaniem na mandolinie przed własnymi mężami, w domowym zaciszu. Pani Maria ponadto wiele czasu poświęcała na nauczanie literatury w pensji madame Nadieżdy Swierakownej Myszkiny, zatem plany o założeniu własnego orkiestronu zeszły na nieokreślony z bliższa dalszy plan. Podkochiwał się w Pani Marii pewien strażak imieniem Pafnucy. Pafnucy Dokicjan. Za dnia Pafnucy dzielnie z ogniem walczył, który co jakiś czas, zwłaszcza w biedniejszych dzielnicach dawał o sobie znać. W wypadkach splecione dorożki toporkiem rozdzielał, gdzie inaczej nie można było, a bywało, że i kotka z drzewa ściągał, który się jako takiej szlachciance czy dziedziczce na gruszę wdrapawszy, zleźć nie potrafił. Wieczorami zaś tłukł pan Dokicjan w bęben w dętej, strażackiej orkiestrze, a w niedzielne popołudnia przygrywał wraz z towarzyszami (za niewielką od magistratu opłatą) w miejskim parku, czas spacerowiczom umilając. I w takąż to niedzielę jedną obaczył Pafnucy niewiastę pod parasolką, co się jak zaczarowana wpatrywała to w jego bęben, to w puzon jego kolegi jakby nie wiedząc, który bardziej jej bliski.

10 lat temu
implicite

implicite

Obraz bez historii się nie liczy. Zwłaszcza, że tu się kroi jakaś grubsza historia.

10 lat temu
GomerPyle

GomerPyle

bohema

10 lat temu