Marek
Nie wiem co napisać. Lubię życie i ludzi, ale historia towarzysząca Markowi jest smutna. Znam go jakieś dwa lata, nigdy nie miałem szansy na zrobienie mu zdjęcia. A to nie chciał, a to dzień nie ten, itd. Wtedy na polowaniu na ludzi znalazłem go śpiącego po witryną księgarni. Zrobiłem to zdjęcie. Zawsze, gdy mam sposobność uchwycenia ciekawej postaci cieszę się jak szalony, ale nie tym razem. Okazuje się, że w życiu bywa różnie, i nagle budzisz się ze śwaidomością utraty wszystkiego co było wartościowe. Człowiek ląduje w miejscu w którym lądować nigdy nie chciał. Nigdy nie myślał o ulicy jako następnej przystani i sposobu na dalszą egzystencję. Przykro.
Komentarze 11
Czasem tak bywa, że trzeba poczuć dno, żeby było się od czego odbić.
Dobrze powiedziane, ale to tylko połowa prawdy. W sytuacji gdy człowiek żyje w nędzy, nie posiadając niczego od samego początku, niejako godzi się z losem, i tylko nieliczni wyrywają się z biedy.
Pomyślmy. Marek miał wszystko co w życiu potrzebne. Cele, miłość, pracę, pasję którą z powodzeniem łączył z zawodem. Pracował na wysokościach, miał własną firmę, zatrudniał kilkoro ludzi. Wspinał się, wędrował po górach.
Pamiętam naszą pierwszą rozmowę. O górach była. O Tatrach. Ja je kocham i on także. Razem rozmarzyliśmy się jak małe dzieci. Jak tracisz takie rzeczy, tracisz wszystko, bo życie już nie wydaję się takie piękne, chyba, że masz przyjaciela...
Nie znam detali jego załamania życiowego, ale alkohol to towarzysz na dobre i na złe...
dziękuję