Jesteśmy spadkobiercami pasji rozwijanej od 2006 roku wokół portalu aparaty.tradycyjne.net. Jako oficjalne Stowarzyszenie działamy od 2019 roku, jednocząc twórców, dla których fotografia to coś więcej niż cyfrowy plik.
Naszą misją jest ochrona i promowanie tradycyjnych technik światłoczułych – od klasycznego negatywu i magii ciemni, po szlachetne procesy historyczne. Tworzymy przestrzeń do wymiany wiedzy, organizacji wystaw i wspólnego odkrywania kunsztu fotografii analogowej.
Komentarze 22
No dobra, niech będzie - ja też trochę
Najważniejsze, że nie odchorowałeś.
Wosk napisał:
"Bardzo żałuję..."
Ja trochę.
Forsycje zwykle rozkwitają koło 3-4 kwietnia, w tym roku 9 dni później. Nie wróżyło to niczego dobrego. Co nie znaczy, że w 1964 kąpaliśmy się w marcu.
Bardzo żałuję! Swoją drogą obserwując niebo i termometr przez ostatnie dni zacząłem obawiać się o Twoje zdrowie. Co innego zmoknąć i wrócić do ciepłego pomieszczenia z kaloryferem, co innego suszyć przemoczone rzeczy własnym ciałem albo w śpiworze. Dobrą decyzję podjąłeś, te prawie 600 km to i tak wyczyn, który zapisze się na zawsze w annałach AT :)
Aha! Przy okazji przesłałeś nam fajny autoportret (odbicie). Pozdrowienia i do zobaczenia następną razą :)
Tak kończy się moja przygoda, dziękuję za uwagę. Pokonałem 569km, radziłem sobie z chłodem, ale deszcz mnie pokonał. Skończyłem trasę 5km nad Elblągiem, po nocy w deszczu, czekałem do 16 na okienko pogodowe by dotrzeć na dworzec. Może gdyby lepsze prognozy, ale ICM na najbliższe dni podciął mi skrzydła.
Przykro mi Wojtku, może następnym razem.
Pzdr
Chyba tutaj wspominałem o kradzieży roweru
Podobno som takie kraje,gdzie tego procederu (przywlaszczenie cudzego mienia) nie uswiadczysz.Gadanie,no moze u eskimosow.To tak samo jak ten nepalski mite,podobo go widzieli...Ostatecznie mozna wielocyped do kostki ,lancuszkiem o drobnych ogniwkach ...
Tak to wygląda dzisiaj. Dopije kawę i ruszam. Czeka mnie jeszcze przymusowa przerwa pod sklepem, muszę przekonać sprzedawczynie, że warto mi naładować telefon.
Jazda na rowerze to nic specjalnego. Ale spać i myśleć czy roweru jeszcze nie ukradli to jest wyczyn.
Ze ci sie chce...
Przeczuwałem, że szykuje się dłuższa jazda na rowerze ale nie wierzyłem.
Pragnę dodać, że swoją ostatnią bazę pod schodami miałem dobre trzy lata temu. Jak nie cztery!
Dzięki szable, rzeczywiście wtedy byłem już przed Kołobrzegiem. Po wyjściu z pociągu towarzyszyła mi myśl, że to mój najgłupszy pomysł w tym roku. Dlatego czem prędzej oddaliłem się od dworca.
kontakt 505 6zero5 322
Nie zrozumiałem tak zaplątane. Na zbiórkę pod schodami lecicie czy co?
Trzeba czegoś by było jak jest. Oto tajemnica.
Mniej więcej Cię rozumiem. Życie to ciąg mozołu. Pewne jest tylko to, że jutro znów będziesz musiał przedostać się do kuchni, gdzie czekał będzie kopczyk kawy do przerzucenia. Cóż począć? Trzeba ciągnąć delej. Ja tym czasem pojadę. Trzeba, żeby coś się stało.
Piękny plan. Moja trasa nie była tak imponująca. Z samego rana znalazłem się w okolicach łóżka. Po forsownym marszu dotarłem do fotela, gdzie od wczoraj spoczywały moje dzienne ubrania. Tu zarządziłem odpoczynek. Następnie zrobiłem małą zaprawę w postaci jednego prysiudu i odpowiednio się wyekwipowawszy, podjąłem niebezpieczną wędrówkę w stronę kuchni. Ominąwszy niebezpieczne kanty mebli i zdradliwy próg, szczęśliwie dotarłem do szafki z kawą. Operacja parzenia kawy była nadzwyczaj niebezpieczna ze względu na temperaturę wody, ale bogowie chyba nade mną czuwali, bo cały i zdrów usiadłem przy kuchennym stole z kubkiem parującego wywaru. Okolica wydała mi się na tyle przyjazna, że zabawiłem w niej aż do południa.
Wow! Piękna trasa, wypada życzyć pomyślnych wiatrów, stopy wody pod kilem i wszystkiego co potrzebne podróżnikom...Mazury czekają :)
Dokładnie tak. Jutro o 15 jestem w Międzyzdrojach i jadę na Suwałki, ten etap będzie sprawdzianem sprzętu i możliwości. Jak przekroczę Gdańsk, to ośmielę się napisać.
Pozdrawiam