Jesteśmy spadkobiercami pasji rozwijanej od 2006 roku wokół portalu aparaty.tradycyjne.net. Jako oficjalne Stowarzyszenie działamy od 2019 roku, jednocząc twórców, dla których fotografia to coś więcej niż cyfrowy plik.
Naszą misją jest ochrona i promowanie tradycyjnych technik światłoczułych – od klasycznego negatywu i magii ciemni, po szlachetne procesy historyczne. Tworzymy przestrzeń do wymiany wiedzy, organizacji wystaw i wspólnego odkrywania kunsztu fotografii analogowej.
Komentarze 23
dziwne, trochę niepokojące, podoba się
no generalnie brooks i lepper to ta sama liga. jak przesiadłem się z żelowego, to pierwsza jazda była ja na desce, ale jak to skóra, musiało się dopasować.
Innej pozycji sobie już nie wyobrażam, sprawdzona na długich trasach. Co do siodła zgoda, używam już tylko Brooksa. Chwilę zajęło znalezienie kąta i dopasowanie, ale teraz jest wspaniale. Śmiało można zrezygnować z gaci z wkładką.
a wechujał chyba niezbyt wygodny na dłuższe eskapady, zwłaszcza siodło.
przerabiałem już wszelakie siodła, żele i nie żele,ale nie ma to jak klasyka
Na szczegolne eskapady fotograficzne,mam "cos" w ksztalcie aparatu,w skorzanym pokrowcu...W ten aparat wchodzi sporo elektrolitu.
Eee ,sklad i gestosc sie liczy...
Strasznie małe. To jedynie do awaryjnego zwilżenia układu.
Na elektrolit posiadam dwa pojemniki a 100 ml,jeden angielski,srebrny plaski,z motywem polowania wydzierganym,drugi cylindryczny chromowany gladki.Obydwa role swom spelniajom.
Niekoniecznie. Dwa tygodnie temu nadłożylismy 7 km spaceru, by uzupełnić płyny. Przed sklepem na końcu świata kolega wypowiedział zdanie" ciekawe, czy można płacić kartą.." nie można było. Miałem jeszcze dwadzieścia parę złotych, więc o suchych ustach nie odeszliśmy, ale plany byłby ambitniejsze.
Na minimalizm najlepsza jest cienka karta bankowa.
Globika ma chyba kółka, na hol się zwykle bierze. Ale do stritu to kiepski aparat. Celownika sportowego nie ma.
Nie posiadam globiki, poza tym taki wielki aparat nie zmieściłby się na rower ;)
Globikę odpuść.
Żeby to tylko były łatki i batoniki... doświadczenie mam w tygodniowych wypadach, gdzie od spania po kuchnię byłem samowystarczalny. Ale na 6 tygodni, jeszcze nie wiem co zabrać, a lubię minimalizm.
Na gorąco robi, wulkanizatorem.
Latki,o klebermasie zapomniales?
Pół wieku temu zabiedzonego szwendaka na rowerze każdy chciał gościć u siebie w domu. Na przykład w Łańcucie spaliśmy u byłego kamerdynera, który miał kontakty w KCPZPR. Inni darczyńcy noclegu również byli bardzo nietuzinkowi. Zabawiali nas często opowieściami o rodzinnych historiach. Od wielu lat na wycieczkę zmotoryzowaną zawsze zabieram komplet kluczy do roweru i łatki. O czekoladzie, batonikach i napoju w proszku nie wspomnę.
Misdroy ! cus pjenknego!
A dziękuję, będę pamiętał. Jeśli dojdzie do skutku, to ruszam z Międzyzdrojów i jadę zgodnie z ruchem wskazówek zegara ;)