26-03-2020 18:11
Tytuł: Lublin, ale centrum
Komentarze
Koincydencja godna najwyższej uwagi. Co to za książka?
Prorocze wpisy były dzisiaj. Czytam wieczorem książkę a tam autor pisze o sprzedaży płyt spod lady w sklepie na rogu Zielonej i Staszica. Kilka zdań później wspomina o siedzibie policji, która najdowała się za plecami fotografa. Jedno niewinne zdjęcie zapyziałego centrum miasta pszenno buraczanego (zwrot zapożyczony z tejże książki) a tyle interesujących wpisów. Chyba nie ma wątpliwości po co fotografujemy?
Ciemna Strona handlu, wymowne...
Tak, dawany od tyłu na zapleczu...
Wtenczas to musi był to rarytas, dostępny tylko spod lady.
Piracki butleg, biały kruk.
Pink Floyd jak najbardziej - to z moich zasobów:

1988 o ile pamiętam, tu jest lista szczegółowa - https://pl.wikipedia.org/wiki/Polskie_Nagrania_„Muza”
Pink Floyd? Nie przypominam sobie. Pamiętam jedynie obszerny asortyment szeroko pojętej muzyki estradowej.
Pewnie firmowy wydawnictwa "Muza". Nr 2606 Stasiek Wielanek, nr 2565 Pink Floyd "Dark Side of the Moon". Dobrą stajnię mieli.
A jeszcze wcześniej, w czasach słusznie minionych, w miejscu knajpy był sklep w którym można było kupić winyle Krystyny Prońko, Kombi i Lombardu, a jak się miało szczęście to i Modern Talking czy Michaela Jacksona.
Za plecami fotografa jest sklep i studio foto. Kupiłem tam za 20zł Lensbaby bo facet nie wiedział co to jest. Po lewej ręce prawie na końcu uliczki piękna dziewczyna z zamkniętymi oczami potrafiła rozebrać i złożyć Zenita, Kieva czy Praktikę. Warsztat jest do tej pory ale teraz naprzeciwko dawnej siedziby. Pani ta sama, teraz chłop zajmuje się serwisem. Ona ciało doradcze. Przed wojną przy tej uliczce siedzibę swą miał komisarz Zyga Maciejewski. Na wprost po prawej w widocznej bramie był zakład foto gdzie dziewczyny zamawiały sobie akty. W dzisiejszej knajpie był sklep z towarem zajętym przez komorników. Telewizor Szmaragd tam 900 zł a w sklepie 8000 zł. Po prawej ręce na kilku ławkach całymi dniami przysiadywał miejscowy lumpenproletariat.
W życiu bym nie poznał, że to Lublin! A byłem dwa razy...
Za tą dyktą mieści się teraz modna restauracja pewnego włoskiego mistrza patelni, uczestnika jednego z telewizyjnych show kulinarnych. Knajpa modna i oblegana, choć jedzenie w moim odczuciu przeciętne. Porcje jednak są takie, że jedną wykarmisz pięciosobową rodzinę.
Taki Lublin widywałam parę razy w środku lata (gdy nie było studentów)
Ostatnia z dziesięciu retro kryminałów Marcina Wrońskiego "Gliny z innej gliny". Dwie zatrzymałem na Wielkanoc ale z powodu pandemii musiałem sięgnąć po nie w tym tygodniu.