Minox, Foma 400
Widoczność zdjęcia
Zdjęcie jest widoczne dla wszystkich.
Udostępnianie w mediach społecznościowych
Autor zezwala na udostępnianie tego zdjęcia w mediach społecznościowych.
Zdjęcie jest widoczne dla wszystkich.
Autor zezwala na udostępnianie tego zdjęcia w mediach społecznościowych.
Odpowiedzi na to zdjęcie (0):
Nikt jeszcze nie odpowiedział zdjęciem.
Autor nie umożliwił obecnie przygotowania odbitek.
Autor nie udostępnił obecnie żadnych wariantów odbitek.
Komentarze 23
Przypomniało mi się, muszę sfotografować neon fabryki Stella, dopóki jeszcze wisi. Mam tylko cyfrą.
Obecnie należy do międzynarodowej grupy kapitałowej: \"From the creation of the House of Marie Brizard in 1755 to the launch of Fruits and Wine in 2010, Marie Brizard Wine & Spirits has been able to update its brands to the modern world, while respecting their traditions.\"
Gdyby była Palikota, to byłaby polska firmą.
...
Mocno wątpliwe.
Tenże ww unikał płacenia podatków w Polsce, firmy rejestrował w rajach podatkowych. Ot, taki \"nowoczesny patriotyzm\".
Machając szabelką można się jedynie zamachać na śmierć i nic nie osiągnąć... bo polityka rozgrywa się w ciszy gabinetów. Tam powstają sojusze i koalicje, które mają chronić wielki biznes. Osamotniony kraj niemający ani strategicznych zasobów, ani żadnego znaczenia ekonomicznego, jest jedynie prostu pionkiem w grze. I na prawdę nie ma znaczenia, jak głośno będzie tupał w szachownicę. Najwyżej zostanie poświęcony przy najbliższym posunięciu...
Im prędzej to w Polsce zrozumiemy, tym lepiej, bo cała nasza historia pokazuje ile warte było nasze zadzieranie nosa i przelewanie krwi \"za wolność naszą i waszą\". Przeważnie waszą!
Kapitał nie ma granic. ...
Granic może nie ma, ale ma narodowość. A to duża różnica.
ps. słyszałem, że KOD wybiera się już do USA zrobić tam porządek z demokracją ..., Rzepliński uznał wybory za niezgodne z konstytucją Stanów, strach się bać co będzie dalej ...
bo cała nasza historia pokazuje ile warte było nasze zadzieranie nosa i przelewanie krwi
Co masz na myśli pisząc zadzieranie nosa?
Sztuka walki, to sztuka życia. A życie to walka bez sztuki.
Przez tysiące lat te same reguły rządzą polityką i rządzą polem walki - na lądzie, morzu, w powietrzu i na ringu, bo taka jest natura człowieka. Żołnierz morze polec na polu walki i to jest nieuchronne, bo taki jest koszt zwycięstwa, natomiast nie może oddać życia bez potrzeby- nie można tego od niego wymagać, ani nie można do tego zmusić!!! Wysłanie oddziałów na pewną śmierć jest najpoważniejszą zbrodnią, jakiej może się dopuścić dowódca. To właśnie dowódca jest odpowiedzialny za stan swojego wojska, za ich morale i zdolność do podjęcia walki- jest takim właśnie trenerem/sekundantem. Razem ze swoim wojskiem (czy zawodnikiem) odnosi triumf lub znosi gorycz porażki. Ale jeśli wyśle swych podkomendnych (zawodników) na pewną śmierć- to w realiach wojny czeka go sąd polowy i kula w łeb. W realiach sportowych dyskwalifikacja i zakaz trenowania. Dlatego nie można wystawić zawodnika do nierównej walki (np. boksera wagi piórkowej z ciężkim), tak samo nie można wysłać oddziału bez rozpoznania, bez broni, bez dowodzenia.
Ile mieliśmy przykładów wysyłania naszego wojska na pewną śmierć? Ile razy ginęli nasi żołnierze w różnych Samosierrach, w walkach powstańczych - w powstaniu styczniowym (300 szt. broni i rozpoczynamy walkę z regularną zawodową armią), w Powstaniu Warszawskim 1 szt, broni na 50 żołnierzy. A ile razy walczyło nasze wojsko opuszczone przez dowódców? W tym również przez wodza naczelnego, który obiecał, że nie odda guzika od munduru. Akurat w jego przypadku to się sprawdziło, bo z rodzinką i dobytkiem sobie wyjechał, wystawiając swoje wojsko na nieuchronną porażkę.
Jak uczy Sun-Tzu (sztuka wojny) - groźniejsze jest stado baranów dowodzone przez wilka, niż stado wilków dowodzone przez barana.
I z tym drugim przypadkiem mamy w Polsce najczęściej do czynienia... Zarówno w przeszłości, jak i dziś.
Co masz na myśli pisząc zadzieranie nosa?
W uzupełnieniu tego przydługiego opisu cytat z Sun-Tzu:
Gdy reguły prowadzenia wojny pozwalają przewidzieć pewne zwycięstwo, przystąpienie do walki jest bez wątpienia właściwe, nawet jeśli władca nie życzy sobie żadnej bitwy. Jeśli reguły wojny przepowiadają porażkę, właściwe jest powstrzymać się od walki, nawet jeśli władca pragnie wojny.
Tak więc zadzieranie nosa, czy wymachiwanie bejsbolem może podobać się władcy, ale nie gwarantuje zwycięstwa. Przeciwnie, zazwyczaj przynosi odwrotne skutki.
Tenże Sun-Tzu na którego się powołujesz powiedział: zagrożony śmiercią, walcz.
I tak właśnie było w przypadku naszego kraju. Najczęściej to nas najeźdźcy chcieli wyeliminować. Naród polski (jak i żydowski), miał zniknąć z mapy świata, a liczba ludności miała być zredukowana do liczby niezbędnych niewolników.
Ważna jest też funkcja odstraszania. Jeśli wiadomo, że naród będzie się bronił każdy najeźdźca dwa razy się zastanowi zanim podejmie wojnę. Kto wie jak by dzisiaj wyglądała mapa świata bez oporu Polaków.
Z tego o czym piszesz wynika, że trzeba walczyć zawsze i nawet w przegranej sprawie... Nie ma sprawy, to Twój pogląd, na szczęście nie masz pod sobą żadnego oddziału. Bo jak głosi Sun-Tzu:
\"Traktuj swoich żołnierzy jak własne dzieci, a pójdą za tobą w najgłębsze doliny. Patrz na nich jak na własnych ukochanych synów, a będą stać przy tobie choćby do śmierci.\"
...
Z tego o czym piszesz wynika, że trzeba walczyć zawsze i nawet w przegranej sprawie... Nie ma sprawy, to Twój pogląd, na szczęście nie masz pod sobą żadnego oddziału. ...
Szczęście, że Ty też nie masz, bo każda sprawa byłby przegrana już na samym początku.
Ja zaś twierdzę, tyle tylko, że obliczu śmierci zawsze trzeba walczyć.
Ciekawe kogo z nas wybrali by obywatele na dowódcę armii, która ma ich bronić ...
Sam podałeś przykłady np. powstania podczas zaborów, które przecież były oddolną inicjatywą ludzi, którzy walczyli z najeźdźcami, gotowi poświęcić swe życie. Nikt im niczego nie narzucał.
Słyszałeś może o oddziałach, którym dowódcy nakazywali rozwiązanie, a pomimo tego żołnierze dalej walczyli? To się nazywa duch walki, a nie jakieś tam dobre rady wujka Sun-Tzu ...
Ciekawe kogo z nas wybrali by obywatele na dowódcę armii, która ma ich bronić ...
.
Macierewicza by wybrali, u nas go niema.
To wszystko pod zdjęciem z napisem \"Polmos\".
Czyli jestem w Polsce.
Europa nas jesz cze nie zep suła...
[ciach...]
Słyszałeś może o oddziałach, którym dowódcy nakazywali rozwiązanie, a pomimo tego żołnierze dalej walczyli? To się nazywa duch walki, a nie jakieś tam dobre rady wujka Sun-Tzu ...
W znacznej części tych przypadków, o których piszesz żołnierze z rozwiązanego oddziału - po jego rozwiązaniu nie walczyli o to, o co walczyli przed jego rozwiązaniem. Z reguły walczyli o osobiste przetrwanie - przeżycie.
Bardzo rzadko kiedy dowódca rozwiązywał oddział z powodu własnego widzimisię, z reguły czynił to wtedy gdy szanse na odniesienie zwycięstwa w walce zbrojnej oceniał na zerowe. I w ramach troski o żołnierzy \"robił\" z nich cywilów, pozwalając/dając szansę na przeżycie. A u wielu, którzy takiemu rozkazowi się nie podporządkowali - \"duch walki\" zmieniał się w walkę o przeżycie. Walkę ze wszystkimi. Kiepski przykład podałeś.