e, podłoga jest zmieniana. oryginalna węgierka była taka cała w grube pypcie-grochy. nawet jakby była oryginales, to powinna mieć max. 30 lat. tak sądzę.
Ikarusy już od jakiegoś czasu nie jeżdżą po Krakowie, a rzeczony przegub pochodzi z "Helmuta" czyli tramwaju GT6. Produkowane od 1956 roki więc maksymalnie może mieć 53 lata. A swoją drogą przejażdżka ikarusem linii 501 pędzącym na złamanie karku wieczorową porą to było przeżycie
aaa, no jeśli z trama, to tak. nie mam obeznania z tramami, co innego trole.
prawdziwe szatany to budapesztańscy kierowcy ikarusów, zwłaszcza wieczorową porą. w Lublinie z kolei był masakryczny skręt z Nadbysytrzyckiej w Zana, zwłaszcza kierowcy linii 28 lubili tam przyszarżować.
Równie niezapomnianym wrażeniem jest przejażdżka gdańską linią N4, w kierunku Śródmieścia zwłaszcza na odcinku Oruńskim...plomby lecą z zębów, a tylna część przegania czoło mknącego Ikaruska
Ha! przypomina mi się jak w niegdyś w Toruniu, przez most drogowy w poprzek wisły pędziły tramwaje o wąskich torach (A! wiecie, że w Toruniu są o wiele węższe tory tramwajwe niż dajmy na to w Stolicy Pryrlandii, czy też w Stylycy Stołeczej?) kiedy mijały się dwa trawmwje huk był taki i wibracje, że każda nieboga, co się wybrała z oszczędności (poznaniak na wakacjach?)pieszo przez most - musiała skakać do wisły, albo w najlepszym razie na łachy piachu, który letnią porą wyłaził jak placki stresowej łysiny. Była też sławna linia autobusowa nr 15 z Rubinowa na tzw dzielnicę szkolno-studencką; czasami bałem się , że opony ocierajace się o nadkola wyrąbią duże dziury, przez które (niczym w samolocie z Taszkientu do Madrytu) wysysać bęzie pasażerów... ech, to były czasy! i ta pełna poświęcenia praca kontrolerów biletów w zatłoczonych autobusach...
Coś a propos wariatów szynowych -> http://www.youtube.com/watch?v=ZCEbGOvZfmk U nas białe linie na peronach są chyba trochę za blisko na takie szaleństwa, że o torach nie wspomnę
Jakiś czas temu siedziałem sobie w miejskim autobusie w Anglii w miejscowości Bath, i słyszę dwóch kolesi co to z podnieceniem opowiada o czymś. Jak się okazało podniecali się zdolnościami i odwagą polskich kierowców, którzy właściwie zdominowali ten zawód w tymże mieście. Ja sam nie raz też wychodziłem z podziwu, jak to przegłosowując, pędząc z góry manewrowali w wąskiej uliczce, między zaparkowanymi autami. Cóż polska szkoła prowadzenia autobusu.
Komentarze 31
A swoją drogą przejażdżka ikarusem linii 501 pędzącym na złamanie karku wieczorową porą to było przeżycie
prawdziwe szatany to budapesztańscy kierowcy ikarusów, zwłaszcza wieczorową porą. w Lublinie z kolei był masakryczny skręt z Nadbysytrzyckiej w Zana, zwłaszcza kierowcy linii 28 lubili tam przyszarżować.
ech, to były czasy! i ta pełna poświęcenia praca kontrolerów biletów w zatłoczonych autobusach...
U nas białe linie na peronach są chyba trochę za blisko na takie szaleństwa, że o torach nie wspomnę