Kręciłam się tam wokół kościoła w Mariańskim Porzeczu i po jego wnętrzu czas jakiś, aż kościół zaczął zapełniać się wiernymi przybywającymi na popołudniową mszę. No to wysunęłam się na zewnątrz i wtedy zauważyłam światło eksponujące skromny krzyż nad bocznym wejściem.
Przymierzyłam się do kadru, zrobiłam to zdjęcie i deliberowałam nad następnym ujęciem, gdy niespodzianie zza moich pleców odezwał się przyjazny głos: - Szczęść Boże! i zaczął pytać o aparat (Mariolkę rozpoznał od razu), typ negatywów, co już uwieczniłam, jak mi się świątynia podoba i skąd o niej wiem (bo żem przyjezdna, to było oczywiste).
Powiedziałam miedzy innymi, że planując krótką wyprawę w okolice natknęłam się w internecie na zdjęcia wnętrza, które mnie zachwyciły i spowodowały, że chciałam te wspaniałości zobaczyć na własne oczy.
Rozmawialiśmy chwilę o kadrach i porach, o jakich w świątyni jest najlepsze światło (naturalne) i wtedy zrozumiałam, że mój rozmówca jest autorem części zdjęć, które wcześniej widziałam.
Rozmowa trwałaby może dalej, ale z kościoła dobiegły nas podenerwowane dzwonki. Mój rozmówca zawołał: - Oj! zapomniałem, że idę na mszę! Już tam na mnie czekają i poganiają, bo chyba się spóźniam! Szczęść Boże! i biegiem wpadł w to boczne wejście.
Komentarze 7
Bardzo interesujące zdjęcie i równie interesująca historia.
Kręciłam się tam wokół kościoła w Mariańskim Porzeczu
i po jego wnętrzu czas jakiś, aż kościół zaczął zapełniać się wiernymi przybywającymi na popołudniową mszę.
No to wysunęłam się na zewnątrz i wtedy zauważyłam światło eksponujące skromny krzyż nad bocznym wejściem.
Przymierzyłam się do kadru, zrobiłam to zdjęcie i deliberowałam nad następnym ujęciem, gdy niespodzianie zza moich pleców odezwał się przyjazny głos:
- Szczęść Boże!
i zaczął pytać o aparat (Mariolkę rozpoznał od razu), typ negatywów, co już uwieczniłam, jak mi się świątynia podoba i skąd o niej wiem (bo żem przyjezdna, to było oczywiste).
Powiedziałam miedzy innymi, że planując krótką wyprawę w okolice natknęłam się w internecie na zdjęcia wnętrza, które mnie zachwyciły i spowodowały, że chciałam te wspaniałości zobaczyć na własne oczy.
Rozmawialiśmy chwilę o kadrach i porach, o jakich w świątyni jest najlepsze światło (naturalne) i wtedy zrozumiałam, że mój rozmówca jest autorem części zdjęć, które wcześniej widziałam.
Rozmowa trwałaby może dalej, ale z kościoła dobiegły nas podenerwowane dzwonki.
Mój rozmówca zawołał:
- Oj! zapomniałem, że idę na mszę! Już tam na mnie czekają i poganiają, bo chyba się spóźniam! Szczęść Boże!
i biegiem wpadł w to boczne wejście.
A było to sam ksiądz proboszcz, kustosz sanktuarium i przełożony domu zakonnego
nie będzie to obrazoburstwem, jeśli napiszę, że jednakowoż jest to element architektoniczny.
Dobrze, skoro tak twierdzisz