Nie wiem jak to się nazywa, ale gość miał zwój linki z czymś w rodzaju kotwiczki na końcu, a do kotwiczki coś przyczepione - przynęta pewnie. Brał linkę i robił nią obroty, jak młociarz w kole, i wyrzucał daleko w morze. Potem ciągnął ją do siebie, ale nie widziałem, by coś złapał.
Komentarze 2