Doruchów, Wielkopolska, 09.2014, Holga , 160VC
Widoczność zdjęcia
Zdjęcie jest widoczne dla wszystkich.
Udostępnianie w mediach społecznościowych
Autor zezwala na udostępnianie tego zdjęcia w mediach społecznościowych.
Komentarze 5
Największe były wyprawy na noc,nad Wisłę.Namiot-jedynka,z folią zamiast tropiku,koce na bagażniku.Materace dmuchane na siedzeniu.Wędki(bambusy ze szczytówkami z włókna szklanego)przytroczone z boku.Na kierowniku torby z przynętami.Na baku i kolanach Ojca kolejna torba z wędkarskim osprzętem,a z tyłu ja i plecak z prowiantem i zapasowymi,ciepłymi ciuchami.A ta maszynka jakoś to wszystko ciągnęła 40 km/h.Nie daleko w sumie,jakieś 30 kilka kilometrów i większość po asfalcie,ale jednak sporo,jak na trzy i pół konia mechanicznego w silniczku.Na nadwiślańskich piachach i błotach targałem plecak pieszo,co prawda,ale frajda dla trzynasto-czternastolatka była niesamowita.A i dobrego miejsca do założenia biwaku i rozstawienia wędek nigdy nie brakowało.Nie to co teraz,chociaż jakieś marne cztery kółka posiadam.Simsonkiem wszędzie się dało wjechać i zawsze był na oku,bez nerwów,że jakaś,miejscowa a częściej obca,szuja narobi bałaganu.Przyjemne wspomnienia.Niestety nie ma simsonka,tak samo jak brzegu,po którym jeździł.Czas i rzeka zrobiły swoje.