During Firefight...
W trakcie leśnej potyczki. D Day Hel 2012. Kiev3a.
Widoczność zdjęcia
Zdjęcie jest widoczne dla wszystkich.
Udostępnianie w mediach społecznościowych
Autor zezwala na udostępnianie tego zdjęcia w mediach społecznościowych.
Komentarze 26
obecnej mody na unifikację i szum.
Trafnie to ująleś.
Ujęcie?Mówi się tu o ustawieniach, udawaniu, przesuwaniu. Jak się biegnie w mundurze, z aparatem w ręku, dookoła huk, dym i (na szczęście ślepe) wystrzały, a na łeb sypie się ziemia z pirotechniki - nie ma czasu na ustawianie, myślenie. Jest moment, jest strzał, się uda, albo się nie uda. I to właśnie lubię w rekonstrukcjach historycznych. Nie sztuczną krew, udawane cierpienie, swastyki czy sierpy czy orły jak tu czasami "politycznie" wjeżdżają pacyfiści :-).
Z pozdrowieniami dla użyszkodników forum
Pacyfista Bazia znad Morza Bałtyckiego
jasne, że jest niemożliwe. Wielokrotnie o tym myślałam podczas rekonstrukcji - bo tak jak pisze bazia, mamy mundury (nie do końca wygodne), tarzamy się w piachu, w huku wybuchów, ale nasze życie nie jest zagrożone. Podczas prawdziwej wojny dochodzi jeszcze paraliżujący strach i świadomość, że każda sekunda może być Twoją ostatnią. Szczerze mówiąc, nie jestem nawet w stanie sobie tego wyobrazić - żyjemy w łatwym, bezpiecznym świecie. Polecam zapoznanie się z historią powstania zdjęć Roberta Capy na plaży Omaha w Normandii, albo z relacjami korespondentów z wyzwalania obozów (skutkującymi zaburzeniami psychicznymi nękającymi ich do końca życia). Oczywiście, że my tego nie doświadczymy w pełni i bardzo się z tego cieszę, bo to nie jest nic czego powinno się zazdrościć. Ale staramy się jak najbardziej zbliżyć do realiów i uwierzcie mi, nie dla zabawy (choć niestety są niechlubne wyjątki paprające wszystkim opinie) a dla lepszego zrozumienia. Dobrze zrobiona rekonstrukcja ma za zadanie wstrząsnąć widzem - nie pokazać jak było fajnie na wojnie i jak chłopaki się bawiły (bo tak nie było), tylko pokazać potworność wojny. Zdarzyło mi się widzieć parę naprawdę dobrych rekonstrukcji, na których byłam bliska płaczu nad kolegą leżącym w kałuży (przecież sztucznej) krwi i nie było to dla mnie odpustową rozrywką a refleksją na temat przeszłości i przeżyć mojego dziadka. Oby więcej takich prawdziwych rekonstrukcji.
A jeszcze w temacie fotografii - to zdjęcie udowadnia słynne zdanie wspomnianego wcześniej Roberta Capy - "jeśli nie udało ci się zrobić dobrej fotografii, to znaczy, że nie podszedłeś dostatecznie blisko". Tu się udało. Ja dopiero po jakimś czasie zaczęłam wprowadzać tą zasadę w życie - wcześniej moje zdjęcia były nijakie i nieprawdziwe, bo byłam z boku. Trzeba wejść w akcję, wspólnie z "żołnierzami" siedzieć w okopie, kadrować z niskiej perspektywy, pospiesznie aby uzyskać taki prawdziwy efekt. Część klatek się zmarnuje, ale czy to nie jest cechą charakterystyczną reportażu?