zamek Książ - tajemnice III Rzeszy ...
Fujica 6x9
Widoczność zdjęcia
Zdjęcie jest widoczne dla wszystkich.
Udostępnianie w mediach społecznościowych
Autor zezwala na udostępnianie tego zdjęcia w mediach społecznościowych.
Komentarze 24
Stan 'faktyczny' jest taki że podziemiami dysponuje i udostępnia wyłącznie PAN, i praktycznie nikogo tam nie wpuszcza. Ponoć z uwagi na te sejsmometry, które są tak czułe że odbierają wstrząsy z antypodów. No ale przecież na zamku prowadzony jest remont, kują i wiercą aż miło i to sejsmografom nie przeszkadza.
Podziemia zostały przekazane w latach 70-tych. Poszukiwania w takich podziemiach to nie jest łatwa sprawa. Obecnie technika poszła do przodu, są urządzenia których w latach 70-tych nie było, no i trzeba z grubsza wiedzieć co i gdzie szukać, a przede wszystkim mieć chęć poszukiwań. Może wojsko nie miało wiedzy, woli i chęci poszukiwań albo nie chciało niczego znaleźć (z różnych względów).
Gdybym to ja decydował też bym tam nikogo nie wpuścił, chyba, że najpierw by mi podpisał papier o odpowiedzialności za uszkodzenie sprzętu i wniósł wadium w wysokości ceny nowego sejsmometru STS-2 wraz z okablowaniem i stacją sejsmiczną do przetwarzania danych jakie tam stoją.
Co do meritum to prace na powierzchni stanowią zakłócenie, tak jak i praca nieodległej fabryki fajansu. Natomiast krzątanie się grupy ludzi z różnymi sprzętami w pobliżu sejsmometru jest w trakcie jego pracy zabronione, bo się uszkodzi, czytaj należy go zanim się tam wejdzie odłączyć, a każde odłączenie i podłączenie generuje różne problemy związane z kalibracjami, restartem akwizycji danych oraz przerwami w strumieniu danych wysyłanym do serwera centralnego. Jak rozumiem z powyższej wypowiedzi lepiej niż ludzie z Obserwatorium w Książu wiesz jak działają i jak należy dbać o sejsmometry im powierzone?
PS. Zakładam, że gdyby za poszukiwaniami w podziemiach stała jakaś sensowna hipoteza naukowa i miałoby się to odbyć w ramach projektu naukowego, to szansa na ich udostępnienie byłaby większa. Natomiast motywacja poparta domysłami, brakiem wiarygodnych dokumentów i dowodów materialnych na to, że warto się tam pchać raczej nie ma co liczyć na aprobatę ze strony PAN.
Tak właśnie należy myśleć i rozumować jak wyżej napisano, po to pewnie postawiono tam te urządzenia i jak widać spełniają swoją rolę.
Skąd wiesz że, nie było sensownych hipotez? Może nawet hipotez naukowych w ramach jak to nazywasz projektów. Tylko że projekty takie często zależą od woli kogoś tam, który to ktoś zależy od kogoś innego i tak mamy do czynienia z ogólnie mówiąc wymaganą zgodą wyższych czynników, które jak widać woli nie mają. W skrócie rzecz ujmując decyzje takie należały , czy też należą do służb bezpieczeństwa.
Na zamku mieszka (jeśli jeszcze żyje) Pani Doris Stempowska leciwa dama, która mieszka tam „od zawsze”. Jej ojciec był koniuszym pracującym dla ostatnich właścicieli zamku. To u niej zatrzymuje się podczas wałbrzyskich wizyt zamieszkały w Monachium dziedzic tytułu, VI Książę von Pless, Bolko von Hochberg. Dziwnym zrządzeniem losu, Niemce udało się żyć w zgodzie z każdym administratorem zamku, bez względu na to, czy byli nimi nazistowscy budowniczy, radzieccy żołnierze, władze PRL czy dzisiejsza gmina Wałbrzych. Przy wejściu do mieszkania Doris Stempowskiej wisi tabliczka informująca o mieszczących się tam biurach PAN. Placówką Instytutu Geofizyki kieruje (pracuje tam) jej syn Leopold Stempowski, co oczywiście jest całkowitym i niezamierzonym zbiegiem okoliczności. Stempowski, każde opowieści o skarbach nazistów zbywa pobłażliwym uśmiechem. Darujmy więc sobie naukowe projekty.
Co zaś do woli naszego ludowego wojska to w latach 70-tych (i dłużej) było ono na usługach wojsk radzieckich (i układu warszawskiego), co samo przez się oznacza jego ubezwłasnowolnienie.
Znacie jakieś podziemia, które ludowe wojsko przekazało "naukowcom" na wyłączność? Ja nie znam, bowiem wojsko ludowe takimi rzeczami się nie zajmowało, a skoro jak widać coś takiego zrobiło tzn, że cel takiego działania był pseudonaukowy.
Tak właśnie należy myśleć i rozumować jak wyżej napisano, po to pewnie postawiono tam te urządzenia i jak widać spełniają swoją rolę.
Skąd wiesz że, nie było sensownych hipotez? Może nawet hipotez naukowych w ramach jak to nazywasz projektów. Tylko że projekty takie często zależą od woli kogoś tam, który to ktoś zależy od kogoś innego i tak mamy do czynienia z ogólnie mówiąc wymaganą zgodą wyższych czynników, które jak widać woli nie mają. W skrócie rzecz ujmując decyzje takie należały , czy też należą do służb bezpieczeństwa.
Na zamku mieszka (jeśli jeszcze żyje) Pani Doris Stempowska leciwa dama, która mieszka tam „od zawsze”. Jej ojciec był koniuszym pracującym dla ostatnich właścicieli zamku. To u niej zatrzymuje się podczas wałbrzyskich wizyt zamieszkały w Monachium dziedzic tytułu, VI Książę von Pless, Bolko von Hochberg. Dziwnym zrządzeniem losu, Niemce udało się żyć w zgodzie z każdym administratorem zamku, bez względu na to, czy byli nimi nazistowscy budowniczy, radzieccy żołnierze, władze PRL czy dzisiejsza gmina Wałbrzych. Przy wejściu do mieszkania Doris Stempowskiej wisi tabliczka informująca o mieszczących się tam biurach PAN. Placówką Instytutu Geofizyki kieruje (pracuje tam) jej syn Leopold Stempowski, co oczywiście jest całkowitym i niezamierzonym zbiegiem okoliczności. Stempowski, każde opowieści o skarbach nazistów zbywa pobłażliwym uśmiechem. Darujmy więc sobie naukowe projekty.
Jeżeli argumentacja do tych projektów była taka jak powyżej, czyli oparta na domysłach i insynuacjach to nie dziwne, że przepadły. Poziom Twoich argumentów jest żenujący. Koniec tematu z mojej strony.
Poczytaj trochę książek (literatura faktu) o poszukiwaniach niemieckich skrytek po zakończeniu wojny, udziale służb bezpieczeństwa w tych poszukiwaniach, a potem wypowiadaj się na temat "żenujących argumentów".
Jak zwykle wobec faktów, jedyne co masz do powiedzenia , że jest to ich zła interpretacja albo że są żenujące.
To nie moje argumenty, tylko fakty. Czy syn P. Stempowskiej nie jest jej synem? Nie pracuje w PAN? Jaką wartość mają pomiary nieustannie zakłócane przez prace remontowe (sam napisałeś)?
Poczytaj trochę książek (literatura faktu) o poszukiwaniach niemieckich skrytek po zakończeniu wojny, udziale służb bezpieczeństwa w tych poszukiwaniach, a potem wypowiadaj się na temat 'żenujących argumentów'.
Jak zwykle wobec faktów, jedyne co masz do powiedzenia , że jest to ich zła interpretacja albo że są żenujące.
Zauważ, że ww faktom nie przeczę, ale Ty za to je interpretujesz tak jak Ci wygodnie.
Wypowiadam się na temat, który znam - dotyczy Obserwatorium Sejsmologicznego i na tym przykładzie wykazałeś się nadinterpretacją faktów: Ja napisałem, że urządzenia rejestrują pewne zakłócenia, a Ty nie mając żadnej lub posiadając znikomą wiedzę z zakresu sejsmologii piszesz, że pomiary są nieustannie zakłócane przez prace remontowe, tak jakby remont na zamku trwał bez przerwy od początku powstania Obserwatorium i poddajesz w wątpliwość wartość tych rejestracji. Fakty są natomiast takie, że rejestracje z Książa są dobre korzystają z jego zapisów światowe centra sejsmologiczne: ISC czy EMSC. Natomiast znalezienie miejsca lepszego pod względem zakłóceń na Dolnym Śląsku, które byłoby nie za blisko i nie za daleko od LGOMu byłoby trudne. Gdyby rejestracje były słabe, to Obserwatorium zostałoby wyłączone z Polskiej Sieci Sejsmologicznej, podobnie jak stało się to w przypadku Obserwatoriów w Warszawie czy w Raciborzu. Swoją drogą to drugie to najstarsze obserwatorium sejsmologiczne na Ziemiach Polskich.
Co do lektury w wolnej chwili chętnie poczytam. Tyle w temacie.