zamek Książ - tajemnice III Rzeszy ...
Fujica 6x9
Widoczność zdjęcia
Zdjęcie jest widoczne dla wszystkich.
Udostępnianie w mediach społecznościowych
Autor zezwala na udostępnianie tego zdjęcia w mediach społecznościowych.
Komentarze 24
Chyba I Wołoszańskiego.
Zdjęcie ciekawe, z tą mgiełką Darek ma rację - nie przeszkadza jednak.
Skarby III Rzeszy ?
Chyba I Wołoszańskiego.
...
Oj nie. Znaczy pewnie nie złoto, czy inne precjoza ale rzeczy o wiele więcej warte. Być może dokumenty RSHA , być może plany tajnej broni Hitlera ..., nie wiadomo.
Pod zamkiem jest kilka pięter podziemi nigdy nie zbadanych, i na razie nie będą zbadane, bowiem PRLowskie wojsko przekazało podziemia PAN, która zainstalowała tam urządzenia do pomiarów ruchów/wstrząsów sejsmicznych
Niektórzy ludzie stracili już życie próbując coś wyjaśnić lub będąc w posiadaniu jakieś wiedzy (m.in. małżeństwo Jaroszewiczów).
rzeczy w Polsce, po okupacji niemieckiej.
Cały 2 front białoruski osiadł w Polsce po 1945 roku, sadowiąc się w 65 garnizonach.
Mieli 45 lat na rycie w kraju bez większej kontroli z naszej strony.
Trudno mi uwierzyć, że zachowały się jakieś istotne
rzeczy w Polsce, po okupacji niemieckiej.
Cały 2 front białoruski osiadł w Polsce po 1945 roku, sadowiąc się w 65 garnizonach.
Mieli 45 lat na rycie w kraju bez większej kontroli z naszej strony.
Kwestia istotności - to rzecz względna. Rozmaite różności poutykane tu i ówdzie - świadomie lub nie - nadal są odkrywane/odkopywane/odnajdywane na terenie Polski. Akurat Zamek Książ - wedle poważnych i tych mniej poważnych badaczy - wielu tajemnic nie kryje, ale np. taki Wałbrzych...
ps
ryli - i to solidnie, ale po - mniej więcej - 49 roku - na rycie poza garnizonami radzieckimi wielu szans nie mieli. Myśmy ryli na własny koszt. I ryjemy do dziś...
...
Kwestia istotności - to rzecz względna. ...
Akurat Zamek Książ - wedle poważnych i tych mniej poważnych badaczy - wielu tajemnic nie kryje....
...- na rycie poza garnizonami radzieckimi wielu szans nie mieli. Myśmy ryli na własny koszt. I ryjemy do dziś...
Ano ryli, ale schowków było dość dużo, zarówno ludności cywilnej jak i różnych urzędów i wojska. Nie zapominajmy, że Niemcy po wojnie mieli zamiar wrócić na Śląsk, tzn mieli nadzieję że on im przypadnie. Każdy też istotny schowek miał swoich "opiekunów", którzy pozostali na ziemiach polskich i dalej współpracowali z Niemcami.
Różne są teorie nt Książa , faktem jednak jest, że otacza go jakaś szczególna ochrona. Być może nie ma tu "istotnych tajemnic", ale jedna odkryta tajemnica może być kluczem do innej.
Ruscy natomiast ryli gdzie chcieli, kwestia garnizonów nie ma tu nic do rzeczy. W każdym urzędzie siedział NKWDZista i miał na wszystko baczenie. Wiele wywieźli do Rosji (np. z zamku Czocha - archiwum RSHA). Dokuemnty te pozwoliły później na różne rozgrywki polityczne i szantaże, stąd tak duża ich wartość.
Wiele starań Polaków o odnalezienie ukrytych rzeczy było torpedowane przez służby rosyjskie i niemieckie, które miały swoich ludzi w urzędach (np. Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich).
Kolejne władze - od radzieckich z czasów bezpośrednio powojennych, przez polskie okresu przedgomułkowskiego, gomułkowskiego, gierkowskiego, pogierkowskiego - aż do współczesnych przejmowały/przejmują informacje - albo - uniemożliwiają działania wyjaśniające
W połowie lat 10-tych XXI wieku miałem okazję (wraz ze znajomymi speleologami) oglądać jedną z jaskiń (wykorzystywaną jako rozmaitego rodzaju schron) - na Morawach w Czechach, która była "przekazywana" cywilnej administracji. Byliśmy jednymi z pierwszych cywilów (i cudzoziemców), którzy do tej jaskini wchodzili. Wojsko urzędowało tam od czasów C.K. Austro-Węgier...
Nie zapominajmy, że Niemcy po wojnie mieli zamiar wrócić na Śląsk, tzn mieli nadzieję że on im przypadnie. Każdy też istotny schowek miał swoich 'opiekunów', którzy pozostali na ziemiach polskich i dalej współpracowali z Niemcami.
Fajna legenda
Różne są teorie nt Książa , faktem jednak jest, że otacza go jakaś szczególna ochrona. Być może nie ma tu 'istotnych tajemnic', ale jedna odkryta tajemnica może być kluczem do innej.
Jest sporo literatury na temat Książa. I to bardzo wyważonej, bez sensacji typu "zabili go i uciekł". Choćby książki i artykuły Jerzego Rostkowskiego. Zapewne znasz.
W jednej z ostatnich (z 2010) na zakończenie podał informacje o wykryciu niedostępnych pustek w Górze Parkowej w Wałbrzychu...
Oni tam nie siedzą li tylko dla skarbów i tajemnic III Rzeszy. Siedzą po różnych urzędach w różnych celach. A wszystkiego nie wywieźli, przykładem jest choćby bursztynowa komnata. Zresztą oficjalnych poszukiwań było tyle co kot napłakał. Wiele skarbów padło ofiarą zwykłych rabusiów, a część przejęła SB. Informacje o "tajemnicach" się pojawiają (chociaż nie są to gorące newsy dnia). Pewne badania prowadzi IPN - polecam choćby ostatni(?) numer "Uważam Rze". A stanowiska są niemal,że dziedziczne. Wyznaczeni przez Niemców opiekunowie skrytek przekazywali swoją funkcję dalej - swoim synom. Inne osoby wyznaczone przez Niemców miały zajmować wysokie stanowiska we władzach państwowych itd. Tak to wszystko się kręciło (i kręci).
Nie zapominajmy, że Niemcy po wojnie mieli zamiar wrócić na Śląsk, tzn mieli nadzieję że on im przypadnie. Każdy też istotny schowek miał swoich 'opiekunów', którzy pozostali na ziemiach polskich i dalej współpracowali z Niemcami.
Fajna legenda
...
Tija legenda ...
Nie zastanawiało Cię, że mniejszość niemiecka w Polsce (ile ona liczy, ze 100 tys. osób?) ma przedstawicieli w polskim parlamencie? Natomiast mniejszość polska (kilka mln) nie ma swojego przedstawicielstwa w parlamencie niemieckim? To też legenda?
Polecam książkę "Raport Wilczura" - Jacek Wilczur - członek Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich.
I jeszcze jedną książkę polecę:
"Tajemnicza działalność Przedsiębiorstwa Poszukiwań Terenowych w świetle zasobów Archiwum Państwowego we Wrocławiu" Marek Lubicz-Woyciechowski (niestety dość droga).
Nie zastanawiało Cię, że mniejszość niemiecka w Polsce (ile ona liczy, ze 100 tys. osób?) ma przedstawicieli w polskim parlamencie? Natomiast mniejszość polska (kilka mln) nie ma swojego przedstawicielstwa w parlamencie niemieckim?
To też legenda?
O ile się orientuję - to Niemcy pochodzenia polskiego, jak również Polacy (z obywatelstwem polskim) mieszkający w Niemczech - nie mają statusu "mniejszości" narodowej - i jako tacy raczej reprezentacji w parlamencie mieć nie mogą...
I raczej nie wiązałbym mniejszości niemieckiej w Polsce (uznanej oficjalnie - czyli mogącej posiadać przedstawicieli w Sejmie) - z dziedzicznymi (sic!) strażnikami hitlerowskich tajemnic.
Polecam książkę 'Raport Wilczura' - Jacek Wilczur - członek Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich.
I jeszcze jedną książkę polecę:
'Tajemnicza działalność Przedsiębiorstwa Poszukiwań Terenowych w świetle zasobów Archiwum Państwowego we Wrocławiu' Marek Lubicz-Woyciechowski (niestety dość droga).
"Raportu..." nie czytałem, książkę Woyciechowskiego znam...
Nie ma tam wprawdzie "tajnych podziemi", ale jest ogromna ilość nowych faktów, związanych choćby z 1945 r. i aspektem demontażu całych fabryk niemieckich, "ładowaniu" ich na wagony i wysyłaniu w głąb Rosji.
Pozdr.
Marcin
jac123 napisał(a):
Nie zastanawiało Cię, że mniejszość niemiecka w Polsce (ile ona liczy, ze 100 tys. osób?) ma przedstawicieli w polskim parlamencie? Natomiast mniejszość polska (kilka mln) nie ma swojego przedstawicielstwa w parlamencie niemieckim?
To też legenda?
O ile się orientuję - to Niemcy pochodzenia polskiego, jak również Polacy (z obywatelstwem polskim) mieszkający w Niemczech - nie mają statusu 'mniejszości' narodowej - i jako tacy raczej reprezentacji w parlamencie mieć nie mogą...
I raczej nie wiązałbym mniejszości niemieckiej w Polsce (uznanej oficjalnie - czyli mogącej posiadać przedstawicieli w Sejmie) - z dziedzicznymi (sic!) strażnikami hitlerowskich tajemnic.
jac123 napisał(a):
Chodzi mi o pewien kontekst polityczny, a nie o strażników. Niemcy nigdy nie zrezygnowali ze Śląska i nie zaakceptowali, że go im zabrano w wyniku podziału terytoriów. W tym temacie nic się do dzisiaj nie zmieniło.
Czy kilka mln Polaków w Niemczech to nie jest mniejszość narodowa? Owszem jest , ale z powodu przepisów nie moga być reprezentowani w ich parlamencie. Ale w drugą stronę to niestety nie działa.
Zatem pytanie, po co 100 tys. mniejszość niemiecka ma być reprezentowana w Polskim sejmie?
Pod zamkiem jest kilka pięter podziemi nigdy nie zbadanych, i na razie nie będą zbadane, bowiem PRLowskie wojsko przekazało podziemia PAN, która zainstalowała tam urządzenia do pomiarów ruchów/wstrząsów sejsmicznych
W podziemiach zamku Książ znajdują się sejsmometry należące do Polskiej Sieci Sejsmologicznej Insytutu Geofizyki PAN, ale o ile mi wiadomo ani podziemia ani teren zamku nie należą do PANu. Urządzenia są bardzo czułe i faktycznie nie powinno się w ich pobliżu walić młotem czy wiercić świdrami górniczymi, wiec gdyby ktoś tam chciał prowadzić jakąś eksplorację to opinia IGF PAN byłaby oczywiście negatywna, ale jak wyżej wspomniałem decyzję na takie działania są w gestii właściciela podziemi i zamku nie PAN. PRLowskie wojsko zanim przekazało te podziemia pewno je gruntownie obejrzało (mieli na to około 40-50 lat), więc szansa na to, że cokolwiek tam zostawili jest znikoma.
Pod zamkiem jest kilka pięter podziemi nigdy nie zbadanych, i na razie nie będą zbadane, bowiem PRLowskie wojsko przekazało podziemia PAN, która zainstalowała tam urządzenia do pomiarów ruchów/wstrząsów sejsmicznych
W podziemiach zamku Książ znajdują się sejsmometry należące do Polskiej Sieci Sejsmologicznej Insytutu Geofizyki PAN, ale o ile mi wiadomo ani podziemia ani teren zamku nie należą do PANu. Urządzenia są bardzo czułe i faktycznie nie powinno się w ich pobliżu walić młotem czy wiercić świdrami górniczymi, wiec gdyby ktoś tam chciał prowadzić jakąś eksplorację to opinia IGF PAN byłaby oczywiście negatywna, ale jak wyżej wspomniałem decyzję na takie działania są w gestii właściciela podziemi i zamku nie PAN. PRLowskie wojsko zanim przekazało te podziemia pewno je gruntownie obejrzało (mieli na to około 40-50 lat), więc szansa na to, że cokolwiek tam zostawili jest znikoma.
Stan "faktyczny" jest taki że podziemiami dysponuje i udostępnia wyłącznie PAN, i praktycznie nikogo tam nie wpuszcza. Ponoć z uwagi na te sejsmometry, które są tak czułe że odbierają wstrząsy z antypodów. No ale przecież na zamku prowadzony jest remont, kują i wiercą aż miło i to sejsmografom nie przeszkadza.
Podziemia zostały przekazane w latach 70-tych. Poszukiwania w takich podziemiach to nie jest łatwa sprawa. Obecnie technika poszła do przodu, są urządzenia których w latach 70-tych nie było, no i trzeba z grubsza wiedzieć co i gdzie szukać, a przede wszystkim mieć chęć poszukiwań. Może wojsko nie miało wiedzy, woli i chęci poszukiwań albo nie chciało niczego znaleźć (z różnych względów).
Stan 'faktyczny' jest taki że podziemiami dysponuje i udostępnia wyłącznie PAN, i praktycznie nikogo tam nie wpuszcza. Ponoć z uwagi na te sejsmometry, które są tak czułe że odbierają wstrząsy z antypodów. No ale przecież na zamku prowadzony jest remont, kują i wiercą aż miło i to sejsmografom nie przeszkadza.
Podziemia zostały przekazane w latach 70-tych. Poszukiwania w takich podziemiach to nie jest łatwa sprawa. Obecnie technika poszła do przodu, są urządzenia których w latach 70-tych nie było, no i trzeba z grubsza wiedzieć co i gdzie szukać, a przede wszystkim mieć chęć poszukiwań. Może wojsko nie miało wiedzy, woli i chęci poszukiwań albo nie chciało niczego znaleźć (z różnych względów).
Gdybym to ja decydował też bym tam nikogo nie wpuścił, chyba, że najpierw by mi podpisał papier o odpowiedzialności za uszkodzenie sprzętu i wniósł wadium w wysokości ceny nowego sejsmometru STS-2 wraz z okablowaniem i stacją sejsmiczną do przetwarzania danych jakie tam stoją.
Co do meritum to prace na powierzchni stanowią zakłócenie, tak jak i praca nieodległej fabryki fajansu. Natomiast krzątanie się grupy ludzi z różnymi sprzętami w pobliżu sejsmometru jest w trakcie jego pracy zabronione, bo się uszkodzi, czytaj należy go zanim się tam wejdzie odłączyć, a każde odłączenie i podłączenie generuje różne problemy związane z kalibracjami, restartem akwizycji danych oraz przerwami w strumieniu danych wysyłanym do serwera centralnego. Jak rozumiem z powyższej wypowiedzi lepiej niż ludzie z Obserwatorium w Książu wiesz jak działają i jak należy dbać o sejsmometry im powierzone?
PS. Zakładam, że gdyby za poszukiwaniami w podziemiach stała jakaś sensowna hipoteza naukowa i miałoby się to odbyć w ramach projektu naukowego, to szansa na ich udostępnienie byłaby większa. Natomiast motywacja poparta domysłami, brakiem wiarygodnych dokumentów i dowodów materialnych na to, że warto się tam pchać raczej nie ma co liczyć na aprobatę ze strony PAN.
Gdybym to ja decydował też bym tam nikogo nie wpuścił, chyba, że najpierw by mi podpisał papier o odpowiedzialności za uszkodzenie sprzętu i wniósł wadium w wysokości ceny nowego sejsmometru STS-2 wraz z okablowaniem i stacją sejsmiczną do przetwarzania danych jakie tam stoją. ...[-]...
Słusznie prawi - wódki Mu nalać... Pamiętam jak odwiedzaliśmy stację geofizyczną na Jurze... A przecież (chyba) ona jest nieco niższej rangi niż ta w Książu...
Nie odbieraj wojsku wiedzy, woli i chęci.
Sprzęt mieli również na wysokim poziomie - trotyl się nazywał.
W rękach specjalisty, trotyl jest precyzyjnym narzędziem.