niech gra muzyka
Takie sobie zabawy z ekspozycją wielokrotną :)
Widoczność zdjęcia
Zdjęcie jest widoczne dla wszystkich.
Udostępnianie w mediach społecznościowych
Autor zezwala na udostępnianie tego zdjęcia w mediach społecznościowych.
Komentarze 26
Po pierwsze - nie mam i nie miałem zamiaru wywoływać wojen ani innych niesnasek, bo to nie o to chodzi.
Po drugie - być może zaszło jakieś niedomówienie w temacie - stąd pytałem się Sztojermana o co mu konkretnie chodzi z tymi etapami.
Po trzecie - studia dwuetapowe - oficjalnie nazywa się to dwustopniowe - zostały wprowadzone stosunkowo niedawno. Szkolnictwo wyższe z dwoma równoległymi stopniami - inżynierskim i magisterskim było realizowane do niedawna, acz być może są uczelnie, które takie zmiany wprowadziły wcześniej. Oczywiście po ukończeniu inżynierki można było kontynuować naukę na magistra - wchodząc w tok nauczania studiów magisterskich niejako od połowy.
Po czwarte - stopniem trzecim studiów jest doktorat - w systemie obecnym.
Po piąte - pod względem poziomu kształcenia licencjat odpowiada mniej więcej stopniowi inżyniera.
Inżynier teoretycznie umie budować mosty, a licencjat teoretycznie umie policzyć, że budowa tego mostu kosztowała 33 koma 4368557 razy więcej niż GoldenGejta we Frysko...
;-))
Po szóste - niestety - współcześnie wielu inżynierów rzeczywiście nie ma wystarczającej wiedzy do wielu działań, do których ten stopień powinien upoważniać - tutaj poruszamy głębszy problem degradacji stopni, ale to inna bajka...
Na ten stan rzeczy wpływa wiele czynników - nie same studia, nie same uczelnie i nie sami wykładowcy/prowadzący.
Niech za przykład posłuży, że wykładowcy wymagający od studentów zbyt wiele wysiłku są przez nich bardzo negatywnie oceniani, a to skutkuje nieprzyjemnościami...
Po siódme - jeśli ktoś z Was odbiera posiadanie tytułu naukowego dr-a (lub wyżej) jako brylowanie w towarzystwie, to wytłumaczcie mi czym-że w takim razie jest tytułowanie się w towarzystwie np. Prezesem (lub bardziej po "polsku" - President'em)??????
Po ósme - w "wyliczance" wpisałem "magister", zamiast "magister inżynier" - mea kupa...
1 - inżynier (odpowiednik licencjata)
No teraz to ja się przypierniczę. Zrównałeś licencjata z inżynierem. Dla mnie to nie do przyjęcia. Nie obrażając nikogo z obecnych (i nieobecnych też), ale jak można porównać kogoś, kto wie jak znaleźć w bibliotece książkę o tym jak się buduje mosty, z tym, który potrafi ten most wybudować?
Wybacz mu, bo nie wie co pisze
Licenjat to odpowiednik technika, nie inżyniera. Tak się tylko nazywa. Dowodnie świadczy o tym fakt, że licencjusz (obecny inżynier) może ubiegać się o uprawnienia do sprawowania samodzielnych funkcji w budownictwie w zakresie ograniczonym, to jest dokładnie takim, jak technik sprzed reformy studiów na dwuetapowe. Natomiast inżynier sprzed tej reformy może! (nadal) ubiegać się o uprawnienia bez ograniczeń to jest dokładnie takie, jak obecnie magister inżynier czy nawet doktor inżynier
A przy okazji. Co ty masz za natręctwo z tymi mostami?
1 - inżynier (odpowiednik licencjata)
No teraz to ja się przypierniczę. Zrównałeś licencjata z inżynierem. Dla mnie to nie do przyjęcia. Nie obrażając nikogo z obecnych (i nieobecnych też), ale jak można porównać kogoś, kto wie jak znaleźć w bibliotece książkę o tym jak się buduje mosty, z tym, który potrafi ten most wybudować?
No to właśnie teraz obowiązuje taki system - trzyetapowy.
1 - inżynier (odpowiednik licencjata)
2 - magister
3 - doktor inżynier.
Kiedyś bylo inaczej, bo nie bylo wymagane robienie pracy inżynierskiej na studiach magisterskich.
Sorry, nie obraź się na to, co napiszę. Nie wiem. skąd czerpiesz wiedzę, którą się z nami podzieliłeś. Jeżeli jesteś studentem politechniki czy też studentem (?) - uczestnikiem studiów doktoranckich, to pokazujesz, że macie na swojej uczelni taki poziom, że nawet nie odróżniacie stopni zawodowych od naukowych. To jest problem Twojej uczelni i zmian systemu, o których mówiłem.
Studia wyższe kończy się uzyskując tytuł magistra inżyniera danej specjalności. Ten tytuł umożliwia ubieganie się o wszelkie uprawnienia zawodowe (nie stanowiska), przynajmniej w zawodach inżynierskich, które znam. Tytuł doktora jest inżynierowi potrzebny wyłącznie (co napisał wcześniej DAAD) po to, by realizować karierę naukową, a w szczególności by móc ubiegać się o habilitację (warunek konieczny w sensie logiki formalnej). I jeszcze żeby brylować w towarzystwie (warunek niekonieczny, wystarczający
Podzielam całkowicie opinię DAADa o poziomie studiów wyższych po reformie. Może dlatego, że też pamiętam politechniki bez wydziałów ekonomii, socjologii i politologii, ale za to z silnymi katedrami matematyki i fizyki.
P.S. I nie pisz co było dawniej. Bo były dwa toki studiów,równoległe. Magisterski i inżynierski, obydwa zakończone pisaniem pracy dyplomowej, odpowiednio magisterskiej i inżynierskiej. Ostatni nabór w tym systemie miał miejsce w roku 1971.
Kiedyś było zupełnie inaczej, ktoś z dyplomem inżyniera naprawdę był inżynierem, analogicznie sprawa wyglądała z maturą.
Dzisiaj poza nielicznymi uczelniami to zakrawa na jakąś farsę :p
Spotykam inżynierów elektryków nie rozumiejących prawa Ohma, dawniej nie ukończyliby nawet technikum.
Tytuł magistra jest pierwszym tytułem naukowym i był potrzebny do dalszej pracy naukowej.
Omega może i tak, ale Crimsoni z fantastycznymi instrumentalistami są przy Omedze jak Bach przy Rubiku
Hjehje - trafne porównanie...
Acz Omegę mimo tego też bardzo lubię...
:-))
Mam na myśli licencjat + magisterium. W/g mnie to dwa etapy, ale zawsze byłem lichy w matematyce
W moich czasach robiło się to jednym łykiem.
No to właśnie teraz obowiązuje taki system - trzyetapowy.
1 - inżynier (odpowiednik licencjata)
2 - magister
3 - doktor inżynier.
Kiedyś bylo inaczej, bo nie bylo wymagane robienie pracy inżynierskiej na studiach magisterskich.
Sztojerman, o jakich dwuetapowych studiach mówisz? W odniesieniu do trzyetapowych?
Mam na myśli licencjat + magisterium. W/g mnie to dwa etapy, ale zawsze byłem lichy w matematyce
W moich czasach robiło się to jednym łykiem.
Za godzinę we Krakowie i radiowej dwójce Buxtehude, do którego do Lubeki pielgrzymował pobierać nauki sam imć J.S. Bach.
I za to z roboty wyleciał
Czemu akurat King Crimson, oni tak jak Omega jechali na jednym temacie do upadku
idę se włączyć.
Jakieś kolejne genialne posunięcie będzie po wprowadzeniu gimnazjów i dwuetapowych studiów wyższych. Bodaj już tylko tutaj można jeszcze nabałaganić, jeśli chodzi o edukację.
Sztojerman, o jakich dwuetapowych studiach mówisz? W odniesieniu do trzyetapowych?
Z jednym ale: mi osobiście się ten obraz kojarzy raczej z Coltranem (np. Impressions), niż z Czają...
:-))
Na to wygląda. Nie wiem o co chodzi. Może ktoś ma ciśnienie, żeby koniecznie jak najszybciej 6-latki znalazły się w I klasach (co wg mnie jest totalnym nieporozumieniem).
Jakieś kolejne genialne posunięcie będzie po wprowadzeniu gimnazjów i dwuetapowych studiów wyższych. Bodaj już tylko tutaj można jeszcze nabałaganić, jeśli chodzi o edukację.
A kilka dni temu się dowiedziałem, że nauczyciele w zerówce, pod groźbą utraty premii lub nawet pracy, nie mają prawa uczyć dzieci literek i liczb.
Wśród rodziców krąży ta przerażająca wieść. A jakoś żaden nauczyciel, z którym o tym rozmawiałam (a jestem akurat w temacie) nic o wspomnianych rozporządzeniach nie słyszał. Psychoza jakaś...