Wziąłem dzieci na spacer. Zabrałem ze sobą Zenka z Ilfordem Panem 400. Pomyślałem, że pokażę małoletniej dziatwie jak to fajnie samemu ustawić aparat, zrobić "pstryk" a później własnymi ręcami wywołać zdjęcia. Dziatwa ustawiła, zrobiła "pstryk" i film wylądował w koreksie. Zalałem to to hydrofenem 1+1, ale niestety nie pamiętałem dokładnie ile to to trza moczyć. Z tabelki na pudełku Ilforda wynikało, że w D76 1+1 moczy się 13 minut. Tak też uczyniłem mocząc w Hydrofenie 1+1 bo ponoć to dość podobne wołacze są. Później była woda z octem i Fomafix dla utrwalenia. I wreszcie wyjąłem negatyw który okazał się nieskalany jakimkolwiek obrazem. Zupełnie NIC! I to nie tylko nie było żadnych zdjęć, ale nie było numeracji klatek, ani O ZGROZO zaczernionej końcówki filmu która fabrycznie wystaje z kasety i siłą rzeczy jest naświetlona jak jasna cholera. Po wywołaniu negatyw stał się nieskazitelnie czysty. DLACZEGOOOOOO????? Ktoś wie?
FED - niemiecka precyzja, radziecki temperament!