Cześć Szanowemu Gronu!
Jako początkujący patałach zapewne szukam dziury w całym, ale skoro coś mi "nie bangla" muszę zapytać, choćby nie wiem co
Dużo czytałem o właściwej temperaturze wywoływacza i o jej wpływie na czas i intensywność wywoływania. Ostatnio wołając deltę 400 w ilfotecu hc przygotowałem wywoływacz idealnie o tem. 20 stopni (jak każe ilford) Wywołtwałem też książkowo 7,5 minuty. Na zakończenie wywoływania zamiast chlusnąć wywoływaczem do zlewu zlałem go do pojemnika i wkładając doń termometr odczytałem ze zdziwieniem że mam 22 stopnie.
Mój koleżka fotograf mówi, że jestem dupkiem i mam tak robić żeby temperatura wywoływacza przed i po miała tyle samo - w tym przypadku 20 stopni.
Tylko jak to wykonać? Zaczynam się zastanawiać czy wzrost temperatury nie jest spowodowany reakcjami chemicznymi zachodzącymi w koreksie i nie został on uwzględniony przez producenta w tabelach czasów wywoływania. No bo jeżeli ten wzrost jest spowodowany różnicą temperatury wywoływacza a powietrzem w pomieszczeniu to pytam (chyba sensownie) dlaczego nie można kupić koreksu zbudowanego na zasadzie termosu, z jakąś warstwą izolacyjną?
No i jeszcze jedno. Moim zdaniem, gdyby ten wzrost temperatury nie był uwzględniony przez Ilforda, to na przestrzeni 7,5 minuty wzrost o dwa stopnie spowodowałby przewołanie filmu, a jak twierzi wspomniany wyżej koleżka fotograf (z dużym stażem) film jest wywołany praktycznie idealnie.
Może mi ktoś wyjaśnić o co kaman w tym wszystkim?
Dzięki i pozdrówka