Najpierw kilka zdań wyjaśnienia. Nie wiedziałem, czy to co napisałem jest felietonem, prowokacją czy zwykłym „wątkiem”. W związku z tym publikuję to jako nowy „wątek” na forum. Zwłaszcza, że większość tekstu i warstwa ilustracyjna powstała przed moim zeszłotygodniowym wyjazdem i – oczywiście – przed „aferą” dotyczącą urazów jakich doznają niektórzy Użytkownicy natykając się na AT na moje fotografie,
W związku z tym nie jest to również próba „przemycenia” ponownie usuniętych fotografii, jak również nie jest to próba „przemycenia” na portalu fotograficznym zdjęć wykonanych aparatem cyfrowym.
Nie ukrywam jednak, że ostatnie dyskusje wpłynęły na ostateczny kształt materiału – jak również na tytuł.
Ale – do adremu…
-----------------------x-----------------------
Najlepiej uczyć (innych ale przede wszystkim: uczyć się) na własnych przykładach, błędach etc. Dlatego też proszę tych wszystkich, którzy przeczytają poniższy tekst, by zechcieli zastanowić się i – ewentualnie – napisać odpowiedź na moje pytanie.
Rzecz dotyczy fotografowania obiektów popularnych turystycznie. Dlaczego fotografie wykonane przy pomocy aparatu „tradycyjnego” są złe?

Oczywiście w przypadku pytań „technicznych” służę wszelkimi informacjami, zwłaszcza w stosunku do fotografii cyfrowych.
W kwestii wprowadzenia – wychodząc tego dnia w teren, zakładałem, że będę miał okazję fotografować różne ciekawe miejsca związane – generalnie – z tematem historii wodociągów zakopiańskich, Kuźnic. Przewidywałem możliwość fotografowania aparatem „tradycyjnym” w dosyć trudnych warunkach, dlatego do ulubionej Yashici miałem założony negatyw Ilforda FP4 Plus. I drugą rolkę – Kodaka TMY-2 w plecaku jako zapas. Pogoda – jak na tatrzańską jesień była mocno nieprzewidywalna – poprzedniego dnia mocno padało i było pełne zachmurzenie, w nocy deszcz zmienił się w śnieg. Wychodziłem stosunkowo rano – deszcz nie padał, ale było zimno (na szybach aut i w kałużach widniał lód).
Jak zwykle „temat dnia” narzucił się przypadkowo – idąc w kierunku Kuźnic po prostu popatrzyłem w bok…

pierwsze zdjęcie cyfrowe jakie zrobiłem po ochłonięciu i nacieszeniu się widokiem:
Obrazek
Mam oczywiście świadomość, że jest to klasyczny „samograj” tematyczny – ale czy wielu spośród fotografów amatorów potrafiłoby się oprzeć takiemu widokowi?
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
oczywiście zrobiłem jeszcze kilka – ale w sumie niezbyt wiele. Między innymi dlatego, że grupa z którą miałem wędrować oddalała się zdecydowanie.
Spróbowałem również wykonać kilka zdjęć przy pomocy aparatu „tradycyjnego”. Podobnie jak we Francji – mając świadomość wyjątkowej okazji – postanowiłem przy określaniu nastaw czasu i przysłony skorzystać z informacji podawanych przez światłomierz aparatu cyfrowego. W trakcie fotografowania okazało się, że negatyw założony w aparacie się był skończył, tak więc część zdjęć zrobionych została na Ilfordzie, część na Kodaku.

Po powrocie do Warszawy negatywy zostały oddane do wywołania, a następnie przefotografowałem je na podświetlarce. Parametry przyjęte przy digitalizacji: f8.0, ogniskowa obiektywu 17 mm. Oczywiście digitalizacja odbywała się w zaciemnionym pomieszczeniu, a negatyw umieszczony był na podświetlarce Kaiser Leuchtplatte (smile) o temperaturze światła ok. 5000 Kelvina (+/- 5%).
Pierwszy zestaw fotografii (A, B, C, D, E) – to cyfrowy obraz (zmniejszony i w postaci obrazu pozytywowego):
A
Obrazek
B
Obrazek
zdjęcia A i B – przypominam – zostały zrobione na negatywie Kodak TMY-2
C
Obrazek
D
Obrazek
E
Obrazek
zdjęcia C, D, E zostały wykonane na negatywie Ilford FP4-Plus
Wszystkie fotografie zostały zrobione aparatem Yashica Mat. Dla zainteresowanych mogę podać nastawy przysłony i czasu.
Powyższe pliki cyfrowe zostały opracowane w programie graficznym i zaprezentowane publicznie. Także na AT.
Oto przykłady:
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Obrazek
Obrazek
(te dwa najniżej prezentowane zdjęcia „obrobiłem” w trakcie przygotowywania tego tekstu)

I cały czas drążą mnie wątpliwości – co w tych zdjęciach jest koszmarnego, co powoduje, że specjaliści od fotografii „tradycyjnej” przeżywają udręki oglądając te fotografie, że są one dla nich „straszydłami”. Mam na myśli – oczywiście – obrazy jakie zaprezentowałem w internecie, czyli po opracowaniu.
Często pojawiała się – w stosunku do moich fotografii – opinia typu: „masakra obróbką cyfrową”. Ale nikt nie potrafił mi wytłumaczyć dlaczego mój sposób obrabiania cyfrowego obrazu zapisanego na negatywie jest „zły”, „gorszy” od obróbki stosowanej przez innych, zwłaszcza przez tych, którzy takie opinie głosili…

Wracam – na koniec – do początkowego pytania. Co jest „złego” w tych fotografiach. Mam na myśli te wykonane aparatem „tradycyjnym”.? Zdaję sobie sprawę, że zarówno podejście do kadrowania – jak i późniejsze do ostatecznej obróbki jest sprawą bardzo indywidualną. Ale – powtarzam to (choć po raz ostatni) – tak stanowczych zarzutów, dezawuujących zarówno mnie jako fotografa amatora, jak również osoby, które na moje zlecenie wywołują moje filmy – po prostu nie rozumiem. I dlatego proszę o wskazanie tych koszmarnych i rażących błędów…

pozdrawiam
Jaskiniar (Grzegorz Barczyk)
ps
więcej części nie będzie – proszę się nie obawiać, że „zaleję” szacowny portal swoimi fotografiami, swoimi dywagacjami, swoimi koszmarkami…



wszystko już było - ergo - nie panikuj :)