Zwierzanie się jest teraz w modzie, więc żeby być na topie nie wystarczy się dostosować, ale wręcz trzeba tędy i owędy wytyczać nowe trendy. Dlatego pozwalam sobie założyć kolejny konfesyjny wątek. Wiemy już co właśnie czytamy, znamy swoje pierwsze komputery oraz pokazujemy sobie nasze ulubione zdjęcia. Teraz czas się przyznać kiedy po raz pierwszy mieliśmy kontakt z aparatem fotograficznym.

W moim przypadku to była Smiena, a ja miałem lat mniej, niż 6. Ile dokładnie tego nie pamiętam, wiem jednak dobrze, że wtenczas jeszcze nie chodziłem do szkoły. Doskonale zachowałem w pamięci niedzielne rytuały fotograficzne: ojciec zakładał film pod kocem (dlaczego?), a następnie szliśmy do ogrodu robić sobie rodzinne zdjęcia. Z tamtej perspektywy Smiena wydawała mi się aparatem ultratrudnym w obsłudze (dwa pokrętła!). Mnie też się trafiło fotografować rodzinę. Ojciec nakazał mi się ustawić w określonym miejscu i zrobić zdjęcie. W celowniku wszystko było dobrze widać za wyjątkiem części głowy ojca, ale wzdragałem się cofnąć o krok. Autorytet.

Post był edytowany 2012-12-27 10:30:04



Wstęp do wątpienia