Cześć.

Temat dla majsterkowiczów znających się trochę na Olympusie OM-2.

Podczas wyprawy do lasu złapała mnie burza tak intensywna i długotrwała, że nie tylko popsuła wycieczkę ale także mojego Olympusa OM-2. Aparat był opakowany na tyle, że woda nie lała się do środka, ale złapał dość dużo wilgoci w plecaku.
Kiedy już udało mi się wysuszyć, dotrzeć do domu i dojść do siebie (razem dwie doby) zabrałem się za renowację aparatu. Zdemontowałem dekielek górny i dolny, poczekałem dobę aż wszystko ładnie wyschnie, wyczyściłem spirytusikiem, poskładałem i zabrałem się za testy.

Teraz sedno sprawy:
Nie działa tryb automatyczny. Reaguje na ustawienie przysłony i pokazuje czas, jakiego ma zamiar użyć, ale rzeczywisty czas ekspozycji jest znacznie dłuższy niż powinien. Dla krótkich czasów (poniżej 60) wygląda, że "na oko" jest mniej więcej ok, dla czasów 8-30 wydaje się, że jest 2-4 razy za długo, dla dłuższych niż 4 nie mogę się doczekać zamknięcia migawki. Jeżeli w trakcie ekspozycji przekadruję na jaśniejszy obiekt migawka się zamyka.
Gdzie szukać przyczyny problemu? Jak zapewnie wiecie OM-2 ma dwa układy mierzące ekspozycję - jeden steruje strzałką w wizjerze i tu wszystko wydaje się być ok. Drugi układ mierzy światło odbite od filmu w trakcie ekspozycji i zamyka migawkę, gdy uzna że już wystarczy. Objaw jest taki jakby ten drugi układ dostawał za mało światła (jakby działał tylko jeden z dwóch elementów światłoczułych?).
Migawka w manualu działa prawidłowo.

Drugie drobne pytanie:
Pierścieć czasów połączony jest drucikiem z układem sterującym wskazówką w wizjerze oraz przez przekładnię zębatą z migawką. To drugie połaczenie po rozkręcaniu aparatu ustawiam trochę "na oko" - odnajduję czas "B" na zębatce od migawki i ustawiam odpowienio pierścień. Czy jest jakaś bardziej naukowa metoda?

pozdrawiam serdecznie
Michał Wróbel.

Post był edytowany 2012-07-01 18:57:07