pochwaliłem sie kilka dni temu, ze kupiłem nową zabawkę - canona t70. ot, tak mnie naszła chęć na coś co potrzebuje baterii, żeby funkcjonować. guziki, programy, przełączniki... wow! no, z tym sobie jakoś poradziłem. panika zaczęła się w momencie kiedy zorientowałem się, że nie mam co do niego włożyć! ostatniej rolki slajdu swiętej pamięci kodak nie poświęce. pogrzebałem w kartonie ze starociami, znalazłem nawijarkę z czymś w środku i jakieś stare rozbieralne kasetki. i teraz zaczyna sie jazda - w końcu po wiekszej ilości qrw, pół flaszki miodu, jednej zepsutej na amen kasetce i 'trochę' zmarnowanego filmu; udało mi się nawinąć, zamknąć i załadować do aparatu. naświetliłem to na 100iso, wywołałem (tu już poszło bez problemu bo slajdy w małym wywołuję więc sobie i z bw poradziłem) w pmk i nie powiem, ładnie wyszło. teraz zabieram się za nawijanie kolejnej rolki, miód otwarty, rodzina ostrzeżona, ze bedą latać cieżkie wyrażenia. pozdrawiam wszystkich bojowników nawijających kasetki własnoręcznie.

p.