Raczej nie zrozumiem zarzekania się, że "nigdy, przenigdy". W podtekście wyczuwam tutaj nutkę pogardy lub co najmniej wyższości nad wszelkiej maści przejawami kibicowania. A ja po prostu radzę spróbować. Tak jak nikt nie powie, że "nigdy, przenigdy" nie napiję się prawdziwego szampana lub nie skosztuję trufli - tak nikt nie powinien odmówić sobie obejrzenia meczu piłkarskiego. A nuż zasmakuje?
To jedyny sport, gdzie wspomina się mecz sprzed 32 laty, zakończony wynikiem 0:0, lub trwają spory, na którą bramkę (tę od zegara, czy od strony torów), strzelany był karny w półfinale PP w 1983. Pozdrawiam kibicujących, i tych niekibicujących też.
rasdwatszy napisał(a): Raczej nie zrozumiem zarzekania się, że 'nigdy, przenigdy'
a jak ktoś nie lubi sportu - tak jak ja ??? - tata z bratem oglądali mecze w telewizji a ja sklejałem modele w pokoju... - każdemu według potrzeb pole w kadrze
Ostatni mecz obejrzałem podczas minionych mistrzostw świata na wieczorze kawalerskim w knajpie. Polska - Niemcy. W drugiej minucie meczu rozbawiłem towarzystwo pytaniem którzy to nasi.
Po meczu (przegranym przez naszych, a jakże), miasto było pełne młodych, pijanych i wyrozumiałych; śpiewali: nic się nie stało, bla bla bla nic się nie stało...!
W pewnym momencie jeden z trzeźwiejszych młodzianków uruchomił myślenie i po odśpiewaniu przytoczonej pieśni, zapytał zdziwiony: jak to się kurwa nic nie stało?!!
Ja w przerwach pomiędzy sklejaniem modeli samolotów, czołgów i okrętów wojennych, graniem w szczelanki i oglądaniem w internecie gołych bab lubię sobie poszydełkować.
mack napisał: a jak ktoś nie lubi sportu - tak jak ja ??? - tata z bratem oglądali mecze w telewizji a ja sklejałem modele w pokoju... - każdemu według potrzeb
ja zrobiłem wyjątek w 1996 r. przeniosłem warsztat do salonu i kleiłem M3A1 "Stuart" oglądając półfinał Czechy-Francja. wygrały Czechy w karnych, tak piszą w Wikipedii.