Witam Panie i Panowie.
Ostatnimi czasami będąc na spacerze fotograficznym nagle "zgłupiałem". Gdy miałem tylko 1 obiektyw w nikonie patrzyłem na otaczający mnie świat z perspektywy tych 80mm, zawsze wiedziałem co wejdzie w kadr co nie, moje oko było "automatycznie skalibrowane" na te 80mm, później gdy zamieniłem się z kolegą obiektywami chodziłem "skalibrowany" na 28mm, nic więcej, nie mniej. Długo to trwało i muszę przyznać że bardzo mi to odpowiadało. Gdy ekwipunek zaczął się rozrastać patrzenie stało się niemożliwe bo miałem za duży wybór. I tu jest właśnie pies pogrzebany, więcej czasu tracę na kręcenie obiektywami niż na rozglądanie się za ciekawymi kadrami. Zoomów nie lubię i nie toleruje więc postanowiłem wybrać raz a dobrze. Jakiś czas temu znajomy dał mi się pobawić voigtlanderem r3m, moje zakochanie przebiło sufit, dach i pewnie do tej pory leci gdzieś w kierunku gwiazd. Miałem kiedyś yashice 35 electro, fajny był sprzęt, podobało mi się ostrzenie na dalmierzu, chciałbym się w to pobawić znowu tylko tym razem voigtlanderem. Myślałem o r4m bo w nim można ustawić ramkę dla skopara 25mm. I tu się pojawia moje pytanie, czy warto? Czy mi się to szybko nie zepsuje? Wygląda na solidny sprzęt ale wolę zapytać ponieważ w tym temacie jestem kompletnym lajkonikiem. Czytałem że zeiss ikon jest trwalszy ale to już inna półka cenowa.