Gupi jestem. A im więcej myślę, tym bardziej jestem gupi. Po prawie roku powróciłem do wykonywania odbitek. Jednak ze smutkiem stwierdziłem, że jeden z brzegów obrazka jest słabiej naświetlony. Defekt okazał się powtarzalny. Upewniłem się tedy, że urządzenie jest umieszczone pionowo. Że negatyw ściśle przylega do szybki. Że jest prawidłowo naświetlony. Że nic nie rzuca cienia. Zmierzyłem punktowo światło rzucane przez powiększalnik na papier. Różnica pomiędzy centrum a brzegami wynosi 0,1 EV. Pomyślałem, że ta znikoma z pozoru różnica ulega spotęgowaniu wskutek długotrwałego naświetlania papieru (70 sekund - papier z ubiegłego stulecia). Ale wtenczas wszystkie brzegi byłyby niedoświetlone. A jest tylko jeden. Ciągle ten sam. Ki czort? Rok temu powiększalnik się sprawował jak ta lala. Powiększalnik to Krokus 69S z głowicą filtracyjną, więc nawet na złą żarówkę nie można zrzucić winy. Więc na co? Albo na kogo?
Zapytane o problem Google pokazały mi Czaję.. Ale po przeczytaniu dyskusji wciąż nic nie czaję. Gupi normalnie...
Wstęp do wątpienia