Witam kolegów.
Mam pewien problem... ze sobą raczej. Otóż pozbyłem się praktycznie całego sprzętu analogowego - nie mam żadnego średniego formatu, z małego został mi tylko ukochany FED 2. Sprzedałem wszystko bo: a to w tym body mi coś nie pasowało, a to w tamtym było za mało tego czegoś, a bo tamte szkła są be! to musze cały system upchnąć, a to nie wiem sam po co mam bo nie używam... Wszystko poszło, nie żałuje.
Problem mam teraz jednak taki, że (teoretycznie) nie mam czym robić zdjęć - filmu pod dostatkiem, ciemnia jest ale zdjęć brak. Doszło do tego, że siedzę większość czasu na allegro wertując strony z aukcjami i na nic nie mogę się zdecydować. Zamiast kupić cokolwiek i zacząć robić w końcu te zdjęcia, wywołać, porobić dobitki, być szczęśliwym to ja siedzę przed cholernym komputerem i humor mi jakoś opada z dnia na dzień. Poza tym czuję, że jak już coś kupię to za chwilę znajdę powód żeby to sprzedać. Stwierdzam wtedy, że nie ma sensu więc zawracać sobie tym głowy... i tak czas leci. Ostatnio napaliłem się na Leice (lub chociaż jakąś Bessę) na którą mnie nie stać. Założę się, że gdybym ją kupił sprzedałbym po max pół roku i stwierdził, że to jednak nie to.
Chyba zbłądziłem
- Moje fotografowanie zmieniło się w kupowanie. Beznadzieja. Musiałem się wyżalić i w sumie nawet nie wiem o co Was pytać - O polecenie jakiegoś sprzętu na świeży start czy o poradę psychologiczną?
. Wybaczcie za mini tasiemca.
Post był edytowany 2011-12-06 19:16:16