cześć,

Problem mam. Sparło mnie ostatnio na mini studio, nabawiłem się już oczu spawacza pstrykając zdjęcia robalom cyfranką, przyszedł czas na błonę. Poległem na pierwszym zakręcie, bo oczywiście zachciało mi się LFa. Ustawiłem "modela" (dziecku zabawkę zabrałem), wykadrowałem, wyostrzyłem. Podłączyłem lampy pod światłomierz (3 lampy, jedna podłączona kablem, dwie pozostałe uruchamiane fotocelą), błysnąłem - mam pomiar - zmierzona przysłona xxx dla iso yyy dla czasu zzz. Rzut oka na miech - ze względu na wyciąg muszę wprowadzić korektę - wydłużyć czas dwukrotnie (tak robiłem w świetle zastanym - czy ewentualnie gmerając w przysłonie). Dla pewności skorygowałem czas na światłomierzu (zzz*2), błysnąłem raz jeszcze i... Przysłona na wyświetlaczu światłomierza - xxx (!) Dokładnie taka sama jak dla dwukrotnie krótszego czasu naświetlania. Tknięty złym przeczuciem pogoniłem w górę w drabince czasu - dla czasu rzędu 1 sekunda (a zacząłem od 1/200) dokładnie te same wartości przysłony. W dół - do 1/1000 - tak samo. Identyczne dane pokazują mi dwa światłomierze (Minolta Spotmeter F i Kenko KFM-2100). Zmienia się dopiero w okolicach kilkunastu sekund, gdzie Kenko łaskawie informuje mnie o stopniowym zwiększaniu ilości światła zastanego w stosunku do flasha.

Pytanie brzmi - Jak to jest z korektą wyciągu miecha przy świetle błyskowym? Zabawy cyfrą w makro w warunkach studyjnych pokazują mi czarno na białym, że długość ma znaczenie (im dłuższy miech, tym ciemniej - radziłem sobie wydłużając czas). Tu raczej nie może być inaczej. Który czas mam uznać za bazowy? I w stosunku do niego wprowadzać poprawki?

Czy też może po prostu robię gdzieś jakiś durny błąd?

Rafał