Chciałbym założyć wątek dla wszystkich którzy chcieli by opowiedzieć jakieś ciekawe zdarzenia, które mieli podczas fotografowania.
Ja miałem dwa, dosyć mocne. Parę tygodni temu postanowiłem zajrzeć na takie bardzo ładne podwórko w Krakowie przy ulicy Starowiślnej 12. Podwórko to jest całe w zieleni, wygląda jak oranżeria. Fotografowałem je już wcześniej ale nie było wtedy ciekawego światła. W ten dzień było piękne słoneczne popołudnie i pomyślałem sobie, że może parę promyków jeszcze tam zagląda. Wszedłem, zobaczyłem, że na końcu podwórka ładnie świeci po starych schodkach Po drodze minąłem notariusza, który tam urzęduje. W czasie gdy zastanawiałem się nad kadrem kątem oka dostrzegłem dwie osoby , które wyszły od notariusza a potem opuściły podwórko. Zrobiłem zdjęcie i udałem się do bramy wyjściowej. Patrzę i oczom nie wierzę. Brama, to znaczy taka krata od góry do dołu, zamknięta na głucho. Na ulice wyjść się nie da. Jeszcze bardzo się tym nie zmartwiłem. Zawsze można zadzwonić domofonem do jednego z mieszkań żeby otworzyli. Wróciłem się z powrotem i zacząłem szukać drzwi do kamienicy z żeby wejść albo zadzwonić. A tu żonk. Okazało się że na całym tym podwórku, całkiem sporym zresztą, nikt nie mieszka, jedynie tylko ten notariusz urzęduję. Był akurat piątek po południu i perspektywa spędzenia tam całego weekendu aż do poniedziałku nie bardzo mi się uśmiechała. Próbowałem jeszcze obadać zamek w tej bramie czy coś nie da się wykombinować ale on był wielkości połowy moich drzwi w domu. W końcu zadzwoniłem po straż miejską. Po odpowiedzi, że to nie ich broszka wykonałem telefon do policji. Trochę mi zajęło wytłumaczenie o co chodzi. Radiowóz przyjechał po jakiś 20 minutach i panowie zaczęli poszukiwania właściciela, którą się okazała pani notariusz. Całe podwórko i otaczające go kamienice było jej. Spędziłem tam potem ponad dwie godziny zanim nie przyjechał jej pracownik i nie otworzył nieszczęsnej bramy. Na dodatek okazało się, ze wcześniej okradziono tego notariusz dwa razy. Panowie policjanci zanim mnie puścili to przeszukali dokładnie moją torbę foto i moje kieszenie a pracownik sprawdził dokładnie czy nic nie zginęło mimo że miał drzwi zamknięte na klucz.
Drugie zdarzenie było ponad rok temu. Też związane z podwórkiem. Szwendając się po mieście zobaczyłem wielką bramę, nawet nie zanotowałem że do niej wszedłem. W środku było ślicznie. Ładne światło, ogród i na jego końcu pracująca stara zakonnica zakonnica. Ucieszyłem się bardzo, bo z motywami tego dnia coś kiepsko było. Zrobiłem zdjęcie ( jest w galerii) i usłyszałem szelest zamykanej automatycznie bramy. Rozglądnąłem się trochę, zobaczyłem jakieś drzwi i nacisnąłem klamkę. Były otwarte więc zaprosiłem się do środka. Ujrzałem bardzo długi korytarz, na końcu którego myły podłogę dwie młode zakonnice. Podniosły głowę, krzyknęły na mój widok i dały drapaka. Już wiedziałem, że się w coś niedobrego znowu wpakowałem. Po niespełna minucie pojawiły się z powrotem w towarzystwie jeszcze dwóch starszych zakonnic. Doszła do mnie straszna prawda, że jestem w żeńskim zakonie. Pani zdaje się to przeorysza była zaczęła głośno krzyczeć na mnie i pytać co tutaj robie. Jak odpowiedziałem , że zdjęcia to dolałem jeszcze oliwy do ognia. Parę naście minut zeszło mi na wytłumaczenie sprawy. Chciały już wzywać policję. Zakończyło się na szczęście tym że pokazałem im dowód osobisty i udało mi się wydostać do znanego mi świata.
Przygody podczas fotografowania
JA
januszM
• 07-09-2011 15:50