Witam.

Tym razem chciałem napisać słowo o cyfrze. Chodzi o - nie wiem - zjawisko, lub coś. Dlaczego nowe cyfrówki potrafią robić gorsze zdjęcia od starych?

Swego czasu, kilka lat temu kupiliśmy pierwszą cyfrą - Fuji S5700, dość popularny kopakcik stylizowany na cyfrzankę. Do teraz "skanuję" nim cz-b negatywy (więc historia ma swój analogowy wątek). Jak na kompakt, ma myślę przyzwoitą funkcjonalność, z ręcznym nastawem ostrości włącznie (swoją drogą, że jest to niewygodne, ale jest). 7 MPx, 10x przyblizenia.

Jednak czas jakiś temu aparat wypadł komuś z rąk, dziś objawia sie to problemem/niemożliwością powoli zamkniecia klapki od akumulatorków, trzeba się posiłkować taśmą izolacyjną - i działa nadal.

Tymczasem niedawno nabyliśmy nową cyfrę - można rzec, że nową wersję popzredniego - Fuji S3200. Niepotrzebne 14MPx, 24x przybliżenia. No, ale nowy. Więc oczekiwałem że razem z podbiciem parametrów, które pewnie jest po to, by przyciągnąć chętnych do kupna pójdzie i skok jakiś jakościowy.

Sam aparacik jest gabarytowo większy, "poważniejszy", ale chyba na tym się konczy. A, nie tylko. Produkcja z Indonezji zmieniła się na Chiny .

Po zrobieniu troszku zdjęć chciałbym się zapytać... co to ma być? Zdjęcia to jedna kaszana. Mameja, bez ostrości, mocne kolory... Poprzednik bije jakosciowo ten nowy na łeb na szyję! Brzegi kadru rozmyte, jakbym uzywał nie wiem jak słabego obiektywu.
Funkcjonalność? W trybie "ręcznym", oczywiście ręcznie ostrości już nie ustawimy, ale to nie dziwi chyba. Nie można nawet precyzyjnie ustawić... przysłony. Można co najwyżej "zasugerować" aparatowi, aby robił raczej na pełnej dziurze lub przy maks. zamkniętej.
Ciekawe jest także to, że S3200 ma duze problemy z ustawieniem ostrości, gdy chcemy np: zrobic krajobraz na szerokim kącie...

I tak dalej.


Ku czemu to idzie?
To ma być rozwój jakości?