Dzień słaby.

W dzisiejszym odcinku będziemy zadawać głupie pytania dotyczące wołania na stojaka. Usiądźcie wygodnie i przygotujcie jakąś lekką przekąskę...

...tak, perlicze jaja w miodzie też mogą być...

...no to zaczynamy.

Sprawa przedstawia się następująco: jak juz gdzieś na łamach forum nadmieniałem przymierzam sie do "stojącego" wołania małoobrazkowego RR 100 w zupie upichconej z jednostrzałowca Rolleia 1+100. Najczęstszym ze spotykanych przepisów takiej kombinacji jest jedna godzina w 20 stopniach celsjusza z merdaniem przez pierwszą minutę, względnie z merdaniem przez pierwszą minutę i dodatkowo wykonaniem kilku fikołków w 30 minucie, lub w 20-tej, a następnie 40-tej. I tu pojawia się pytanie: A jakby to wyglądało dla 24 stopni? Jak też już tu kiedyś wspominałem, taka temperatura utrzymuje mi się permanentnie w łazience i łatwiej będzie mi bazowac na niej, niż robić akrobacje, żeby przez godzinę utrzymywac temperaturę roztworu na poziomie 20 stopni. Niby mogę sobie przemnożyć ten czas przez współczynnik dla 24 stopni podawany przez Ilforda i otrzymam wówczas nie godzinkę, a 40 minut, ale z drugiej strony, czytałem na korexie (a może nawet i tu), że ktoś przez zapomnienie przeciągnął takie wołanie do kilku godzin i też dramatu nie było. Jak to jest z tym stojącym wołaniem? Czy ilfordowe wspólczynniki poprawki na czas znajdują tu w ogóle zastosowanie? Czy przy takim rozcieńczeniu ewentualne przeciągnięcie wołania o 20 minut może doprowadzic do jakis dramatycznych rezultatów, czy raczej się tym nie przejmować? Podopowiadajcie! Doradzajcie! Pomagajcie!