Sytuacja wygląda tak.
Nawijam film na szpulkę od koreksu. Nawijam z uśmiechem na twarzy aż tu nagle!
Ciach, ciach, zgrzrzrztryt. na jakieś 40-20cm przed końcem filmu, ten się zacina i nie płynnie wsuwać się dalej. Otwieram spiralkę, usuwam film, i zaczynam nawijanie od nowa. TO się powtarza, więc mnie szlag delikatnie mówiąc trafia. WKurzony biorę tę drugą szpulkę. Dzieje się to samo. Nawijam baaardzo powoli, baaardzo delikatnie aż do czasu gdy brat krzyczy że chce siku, (wówczas okupuję łazienkę) a mama straszy że jak zaraz nie wyjdę to zapali światło. (paradoksalnie jak siedzę za długo w wannie to straszy że je zgasi). Ja się pocę i stresuję, a określenie że zdenerwowany jak cholera jasna jest co najmniej niedopowiedzeniem. Mocno wkurzony ładuję nawinięty z wystającym 20-toma czy ileś centymetrami zamykam wołam. Nie mniej jednak, dużo przyjemniej jest obrabiać gdy cały film jest w szpulce i żaden pasek nie lata sobie wesoło pluskając w wywoływaczu. Dodam, że nawijam w rękawiczkach, aby 1) żadna kropelka potu nie wlazła w szczelinki perforacji czy w ogóle nie została na filmie 2) nie ma odcisków palców, które bosko wyglądają przy większych powiększeniach. Dementuję więc jakoby była to wilgoć.

Pozdrawiam
Gotkot.

P.S.
Za brak akapitów przepraszam, ale sesja mi się zaczyna w najbliższy poniedziałek a umiem trochę więcej niż nic, więc proszę uprzejmie o wyrozumiałość
P.s. Jak są literówki, to odpowiedź na nie taka jak powyżej
Pozdrawiam
Gotkot.



Lubię zapach świeżej kliszy...
http://negatywny.blogspot.com/