Bryczór.
Nie wiem, gdzie zasięgnąć języka - spytam klasycznie, Aparatów.
Otóż jakiś czas temu (dokładnie dwa miesiące) kupiłem od pewnego Greka na jebaju dwie paki papieru. Drogo nie było, zapłaciłem łącznie w przeliczeniu na złocisze jakieś 200pln za papiór i 100pln za przesyłkę tego (2 paczangi po 2,5-3kg; papiur dobry, ciężki). Otóż czekałem sobie cierpliwie co jakieś 3 tygodnie pisząc "Hallo, Nick, I'm still waiting...". Nick pisał "to nic, człowieku men, poczekaj jeszcze trochę - wysłałem w życiu ponad 100 paczek do różnych krajów Europy, wszystkie doszły!". No i tak czekałem do przedwczoraj. Nick nie mógł mi podać żadnych numerów nadania, bo wysłał paczangi najtańszą metodą, żebym nie zbankrutował na przesyłki z możliwością trackingu. Byłem po dwakroć w "moim" urzędzie pocztowym, który jest dokładnie 30m od "mojej" klatki schodowej. Panie rozkładały ręce "nie mamy żadnych numerów - nie mamy jak szukać!".
Wczoraj szanowny kontrahent przysłał mi wiadomość, że paczangi wróciły do niego spakowane razem z naklejkami... "nie podjął"!
Kurwica mnie strzeliła okrutna - sami rozumiecie, czekam jak jeleń dwa miechy na piękny baryton, latam do skrzynki dwa razy dziennie, dopytuje na poczcie... Poleciałem dziś do tego obszczanego urzędu, poprosiłem do tańca Panią Kontroler. Mówię "proszę pani, dwie paczki po 2,5kg, wysłane 11.02.11 z Grecji, wróciły tam z pieczątką tego urzędu, na której jest data 14.03.11, napis "nie podjął" i dwa kolejne numery - 238 i 239". Po półgodzinnej stójce przy okienku pani powiedziała "wie pan co, ja nigdzie nie mogę znaleźć informacji o takich przesyłkach" i zaczęła mnie wypytywać, co to mogą być za numery? A czy to jest data wysyłki powrotnej, czy odbioru przez urząd? Jakbym to JA MIAŁ WIEDZIEĆ... No i odesłała mnie do okienka z paczkami. Pani w okienku zadała mi te same pytania, po czym powiedziała, że "nic takiego w systemie nie widzi!", ale nie ma wglądu do archiwum, a jeżeli te paczki przyszły w lutym, to żeby jutro się zgłosić "z dokumentacją" i oni może zobaczą. I tak w kółko.
Kurwa blada mać, moi drodzy, powiedzcie mi, co ja mam teraz robić? Płacić chłopu kolejne 100pln za to, że odebrał te paczki (bo pewnie musiał za to zapłacić) i następne 100pln za powtórną przesyłkę?? Mam już serdecznie dość czekania na te papiery, a za moment będę miał serdecznie dość całej ciemni i całej fotografi. Bom porywczy.
Jak to jest możliwe, że na poczcie nie są w stanie sprawdzić, czy mieli dwie ciężkie jak armata paczki o wymiarach 35x45cm z orientalnej Hellady?? Chociaż te dwie wielkie i ciężkie paczki zajmowały im cenną przestrzeń biurową przez circa dwa tygodnie?? I jak to jest możliwe, że zasrańcy odesłali te paczki, a ja nie zobaczyłem nawet cienia pierwszego ni powtórnego awizo? Jak to jest możliwe, że praktycznie 24h jest ktoś w mieszkaniu, a nigdy nikt nie zadzwonił domofonem "panie, są paczki". Może to dlatego, że mieszkam na pechowym, 4. i ostatnim piętrze bez windy?

Przypomniało mi się właśnie, że kilka miesięcy temu poszedłem z prośbami o szukanie poleconego, który był wysłany kilka tygodni wcześniej. I patrzcie! Znalazł się, cudem, na dziesiątej półce. "Nie dostał pan awiza?? Ooooo, serdecznie pana przepraszamy, jak to się mogło stać??"

Kurwa, przepraszam, że tak się rozprzeklinałem, ale zaraz zwariuję od tego nadwiślańskiego dziadostwa. Może ktoś ma jakąś mądrą radę? Zakładać sprawę poczcie? W jaki sposób wyrwać od nich pieniądze i zmusić do opłacenia powtórnej przesyłki? Czy jest coś takiego, jak kopia awiza? Czy ja im będę w stanie udowodnić, że te przesyłki w ogóle nie były awizowane? I czy da się jakoś z tym zapoconym molochem sądzić? Albo szarpać w inny sposób? Jeżeli nic nie wskóram - przysięgam, kupię taką profesjonalną procę, pudełko śrutu i przewietrzę tę budę.



http://www.flickr.com/photos/peludito/