to cytat z watku weesee o redukcji sprzętu:
po obejrzeniu zdjęć z zenka ((np. tego) postanowiłam nawinąć fomę, która mi się gdzieś ostała i porobić zdjęcia, bo siedzę w domu i mi się nudzi (dzisiaj miałam ostatni poważny egzamin) i co? oczywiście musiało się coś stać! po jakimś czasie klisza przestała się przesuwać... w sumie to i dobrze pomyślałam, po co miałam tracić klatki na jakieś bzdety, skoro mogę wykorzystać je jutro na spacerze.
a dalsza cześć opowieści jest taka:
pogoda pod psem, wiec zostałam na chacie. usiadłam znów do zenka, popchałam klisze dalej i się przesuwało, zrobiłam ze 2 zdjęcia i znów stanęła wiec się wkurzyłam i postanowiłam wywołać to co było (zrobiłam z jakieś 15 klatek z kliszy 36klatkowej) i co dalej? no już poznałam przyczynę problemów z przesuwaniem się kliszy - była postrzępiona, naderwana a wreszcie rozerwana prawie na pół! pomyślałam sobie, że kogoś w tej fomie chyba popierdoliło!
wywołałam i co? i nagle mam jakiegoś pana na ławce! i portret w parku chyba! te 4 czy 5 zdjęć są przy końcu kliszy, tam gdzie naderwane i gdzie już nie naświetlałam bo rzecz jasna tam gdzie robiłam zdjęcia to pusto mam.
kliszę kupiłam od kogoś albo z AT albo z korexu, przyznam, że nie pamiętam, ale spróbuję dojść do tego (przewertuje pocztę). zeskanuje mu i wyśle o ile reflektuje. w zamian zapytam czy resztę klisz, które kupiłam mam od razu wołać czy mogę porobić na nich zdjęcia.
zdarzyła wam się taka historia czy to tylko ja mam pecha? :>
2.8 nie robi na mnie wrażenia.