Noc dobra.
Piszę, gdyż spać nie mogę. Wybiegłem dzisiaj łapać ostatnie podmuchy słońca. Wyprowadziłem na spacer dwuokiego, założyłem doń fomapana 200. Pomyślałem sobie, że takie ładne, mientkie i letkie światło - nadałoby się jakieś fajne auto, choćby garbus... Pięć minut później zapiąłem Rolleinara trzeciego i klęczałem obok Rollsa Silver Shadow II - jak z taśmy fabrycznej. Następne pięć minut później pojawił się przemiły właściciel. A to że samochód z ostatniego roku produkcji, a to że ładujemy pieniądze w hobby, a to i tamto... Zrobiłem w sumie 6 czy 7 klatek, wymieniliśmy się mailami, obiecałem panu odbitki (jak coś wyjdzie oczywiście), umówiliśmy się na sesję bliżej wiosny i cześć.
Jako że jestem fotoamatorem pracowitym, a niezbyt cierpliwym dwie godziny później taśma grzecznie schła na trzonku od szczotki zręcznie zarzuconym na ścianki kabiny prysznicowej.
Poskanowałem to-to. Drżałem w podudziach, bo nie nabawiłem się dotychczas paska do Rolleicorda, więc jadę z ręki i mi niewygodnie. A było nawet 1/50 - takie czasy...
Otóż co następuje: wszystko jest ostre i ładne, o na przykład takie:
ale... coś się stało z emulsją:
Miejscami uszkodzenia przybierają formę przecinków, owsiki jakieś cholerrrrne. Zaznaczam, że podnoszę larum uzasadnione. Chemia świeża, nie trzęsę koreksem jak barman shakerem. Co prawda pracuję w kranovicie, ale nigdy wcześniej na żadnym innym materiale nie pojawiały mi się takie kwiatki. Właśnie, na żadnym innym... Dokładnie w lutym ubiegłego roku przestrzeliłem właśnie fomapana 200 (nie pamiętam już, w czym bełtałem; też kranovit, ale w innym mieszkaniu). Nie dość, że emulsję zżarła retikulacja, to również miałem podobne śmieci.
O co tu chodzi? Czy to jest naprawdę taki kaszaniasty materiał? Czy po prostu przeznaczony do laboratoryjnej obróbki w destylatach i bezpyłowych pomieszczeniach?
Post był edytowany 2011-02-07 02:42:28
http://www.flickr.com/photos/peludito/