W ten właśnie świąteczny dzień chciałem podzielić się z Wami moimi pytaniami, wątpliwościami oraz ogólną indolencją w sprawie posługiwania się światłomierzem.
Tytułem usprawiedliwienia wyjaśniam, że dotąd czyli przez całe moje pozbawione większego sensu życie posługiwałem się światłomierzami wbudowanymi w aparat. Centralnie ważony pomiar TTL plus jakieś tam korekty wedle uważania na śnieg, czy że pod światło, czy coś tam. Teraz zacząłem też focić trochę TLR-kami i znanabyłem najprostszy światłomierz Sekonica TwinmateL-208.
Przejrzałem tematy z naszego forum i sieci, ale właściwie wszystko co związane jest ze światłomierzami dotyczy tego jaki światłomierz wybrać oraz o wyższości Swierdłowska na Leningradem itp. Instrukcje (dość lakoniczną) do mojego światłomierza też przeczytałem.
Wynika z niej, że robiąc landszafty powinienem mierzyć światło odbite, robiąc portrety padające i to właściwie wszystko. No i tak dochodzę do moich pytań:
1/ czy rzeczywiście postępujecie tak jak mówi instrukcja, czy mierzycie inaczej (np. zawsze odbite, albo zawsze padające). Jak to robicie?
2/ czy mierzycie światło odbijane przez jakieś szczególne elementy w kadrze (zbliżając do nich światłomierz) np. najjaśniejsze, najciemniejsze, główny motyw czy jeszcze jakieś inne? Ile dokonujecie takich pomiarów i jakie wyciągacie z nich wnioski?
3/ Czy zdarza się wam, że rezygnujecie z fotki kiedy nazwijmy to kontrast (choć pewnie to nie jest odpowiednie słowo) jest zbyt duży np. większy niż 5 Ev?
Wszelkie inne tipsy, tutki i kowhowy będą także entuzjastycznie witane! Porady również.
Dziękuję z góry, z dołu i zboku …