Dobry wieczór
Mówi się, że fotografia analogowa jest jak nalóg, ma to 'coś', magię... różnie to nazywamy. Pół biedy jeśli dotyczy to wydłużonego oczekiwania odbitki czy negatyw i celebrujemy każdą chwilę spędzoną nad kadrem.
Trochę gorzej, gdy wkrada się element nieprzewidywalny, np. zawiedzie pomiar światła, zdrzemniemy się nad koreksem czy pomylimy utrwalacz z wywoływaczem. Na szczęście, jakkolwiek zaskakujący efekt uzyskamy, może on zostać w prosty sposób wytłumaczony (brak dokładności/senność/roztargnienie).
Jak zatem wyjaśnić fakt wywołania przeze mnie negatywu, na którym są miejsca i ludzie których nie pamiętam i których z pewnością nigdy nie widziałem na oczy? Jak uzasadnić, że zamiast oczekiwanych 10 klatek w formacie 6x7 dostałem piętnaście prostokątów 6x4.5 mimo iż nawet nie posiadam sprzętu który to umożliwia?
Magia.

Luźne przemyślenia
ZI
zieloo
• 18-11-2010 00:03
Komentarze
BO
bolas
18-11-2010 00:33
JA
jac123
18-11-2010 00:34
AL
aleksyb
18-11-2010 00:35
ZI
zieloo
18-11-2010 00:47
AL
aleksyb
18-11-2010 00:51
RO
romek
18-11-2010 01:01
ZI
zieloo
18-11-2010 01:06
IM
implicite
18-11-2010 01:24
TA
taeda
18-11-2010 01:32
ZI
zieloo
18-11-2010 01:51
RO
romek
18-11-2010 01:55
ZI
zieloo
18-11-2010 02:20
RO
romek
18-11-2010 02:32
ZI
zieloo
18-11-2010 02:41
NO
nord
18-11-2010 07:38
AN
analogowiec
18-11-2010 08:19
RA
radekone
18-11-2010 08:28
IM
implicite
18-11-2010 09:02
HO
hobbes
18-11-2010 09:12
ER
eRJot
18-11-2010 09:36