Dobry wieczór

Mówi się, że fotografia analogowa jest jak nalóg, ma to 'coś', magię... różnie to nazywamy. Pół biedy jeśli dotyczy to wydłużonego oczekiwania odbitki czy negatyw i celebrujemy każdą chwilę spędzoną nad kadrem.

Trochę gorzej, gdy wkrada się element nieprzewidywalny, np. zawiedzie pomiar światła, zdrzemniemy się nad koreksem czy pomylimy utrwalacz z wywoływaczem. Na szczęście, jakkolwiek zaskakujący efekt uzyskamy, może on zostać w prosty sposób wytłumaczony (brak dokładności/senność/roztargnienie).

Jak zatem wyjaśnić fakt wywołania przeze mnie negatywu, na którym są miejsca i ludzie których nie pamiętam i których z pewnością nigdy nie widziałem na oczy? Jak uzasadnić, że zamiast oczekiwanych 10 klatek w formacie 6x7 dostałem piętnaście prostokątów 6x4.5 mimo iż nawet nie posiadam sprzętu który to umożliwia?

Magia.

Obrazek

Obrazek

Obrazek