Właśnie dotarł do mnie prześliczny światłomierz w cudnym stanie pełnej sprawności, o taki właśnie: Ma też oryginalny skórzany pokrowiec i mosiężny łańcuszek
Post był edytowany 2010-10-04 23:18:38
opinia publiczna, a w tym czytelnicy, nie mają żadnego pożytku z wiadomości, które są prawdziwe
brylek napisał(a):Tak grzałka jest na 220v dość długo szukałem pokazują się czasem w USA z wysyłką do europy ale właśnie 110 v .Obie prasy maja 220v.
Ja do "amerykanckiej" wersji musiałem dokupić transformator separacyjny za 1000 zł. Potem okazało się że w tym modelu można wymienić grzałkę. Do sprawdzenia termostatu użyłem miernika uniwersalnego z termoparą typu K. Cena 60zł. W wolnym czasie zestaw służył jako prasowalnica i do wypiekania gofrów! co robią dorosłe dzieci bez kontroli
brylek napisał(a): Dziś kurier dostarczył mi paczkę a w niej seal 210 M
Porządny sprzęt, czy grzałka jest na nasze napięcie?
Tak grzałka jest na 220v dość długo szukałem pokazują się czasem w USA z wysyłką do europy ale właśnie 110 v .Obie prasy maja 220v . Może w sobotę już będzie gotowa . To pokażę więcej fotek . https://www.facebook.com/pages/Przemyslaw-Zorylo-Photography/103356886508906?fref=ts
bavarsky napisał(a):Jeżeli jesteś zainteresowany technicznymi meandrami połączeń i hierarchicznością systemu połączeń w US od lat 30 do 60 to polecam ten tekst - mam go w pdf'ie podobnie jak resztę numerów Bella [ok. 40 GB].
Dzięki, po wakacjach chętnie zapoznałbym się z ówczesnymi ciekawostkami. Informacje o tym docierały do nas wtedy za pomocą periodyków ptt "Ameryka" i "Brytania". To cholerstwo kosztowało wtedy krocie ale nie było wyjścia, kupowało się i czytało od deski do deski. Telekomunikacją interesuję się pobocznie. Mój skromny wkład w rozwój nowoczesności telekomunikacyjnej to wykorzystanie magnetofonu MK122 do zdalnego odsłuchu sekretarki telefonicznej. Urządzenie nieświadomie posiadło też umiejętność odsłuchiwania wszystkich sekretarek, które wabiły się modulacją tonową. Wystarczyło znać numer abonenta. Magnetofon ten w ręku specjalisty potrafił również "wykręcać numery" ścigane z litery prawa. co robią dorosłe dzieci bez kontroli
bavarsky napisał(a): Autor dość wartko traktuje skomplikowaną materię połączeń telefonicznych lat 50., 60., 70.'tych.
W tamtych latach nasza WAT prowadziła podobne badania, potem uznano je za bezcelowe i całą tajemnicę opublikował w kilku numerach Młody Technik.
W październiku 1960 r. w miesięczniku The Bell System Technical Journal, ukazał się 64 stronicowy artykuł pt. Signaling Systems for Control of Telephone Switching, autorstwa C. Breena oraz C.A. Dahlboma.
Jeżeli jesteś zainteresowany technicznymi meandrami połączeń i hierarchicznością systemu połączeń w US od lat 30 do 60 to polecam ten tekst - mam go w pdf'ie podobnie jak resztę numerów Bella [ok. 40 GB].
bavarsky napisał(a): Autor dość wartko traktuje skomplikowaną materię połączeń telefonicznych lat 50., 60., 70.'tych.
W tamtych latach nasza WAT prowadziła podobne badania, potem uznano je za bezcelowe i całą tajemnicę opublikował w kilku numerach Młody Technik. Dzisiaj centrale telefoniczne zdają się być martwe, dawniej dźwięki wybieraków i szukaczy czyniły pomieszczenie wiecznie żywym. Do tego dochodziły jeszcze zawodzenia maszynek sygnałowych i syreny alarmów. Teraz tylko cichy szum wentylatorów. Dawniej jak nie podłączyło się do przewodu nie można było podsłuchać rozmowy a dzisiaj wystarczy zalogować się do centrali i masz wszystko, łącznie z pensją szefa centrali. co robią dorosłe dzieci bez kontroli
marek1953 napisał(a): Jak już to ogarniesz, napisz kilka zdań o co chodzi autorom opracowania. Ja z tamtych czasów zapamiętałem komutację przekaźnikową i telefony komórkowe działające tylko w pobliżu autostrad albo dużych centr bankowych. Ówczesne 'komórki' miały oczywiście połączenia typu: dzwonisz na pocztę, podajesz numer i telefonistka ręcznie dokonuje połączenia. Na aparaty przenośne wielkości 1/4 stołu knajpianego mówiło się 'Filips', podobnie jak na śrubokręty z końcem krzyżakowym.
Świetna książka. Przeczytałem w dwa dni. Autor dość wartko traktuje skomplikowaną materię połączeń telefonicznych lat 50., 60., 70.'tych.
Całość tyczy prób odkrywania sieci telefonicznej, jej możliwości i ukrytych funkcji. Magia generowania odpowiednich tonów, bawienia się buforem 2600 Hz na liniach długodystansowych, robienia pętli międzystanowych itp.
Nad całością widnieje mistyczny "Blue Box".
Pokolenie kapitana Cruncha z którym miałem zaszczyt czas temu zamienienia kilku zdań - po stokroć niech żyje!
bavarsky napisał(a):Książka skupia się na okresie lat 50., 60. i 70. XX wieku i tyczy rozpracowywania połączeń telefonicznych obsługiwanych przez ówczesną potęgę telekomunikacyjną AT&T.
Jak już to ogarniesz, napisz kilka zdań o co chodzi autorom opracowania. Ja z tamtych czasów zapamiętałem komutację przekaźnikową i telefony komórkowe działające tylko w pobliżu autostrad albo dużych centr bankowych. Ówczesne "komórki" miały oczywiście połączenia typu: dzwonisz na pocztę, podajesz numer i telefonistka ręcznie dokonuje połączenia. Na aparaty przenośne wielkości 1/4 stołu knajpianego mówiło się "Filips", podobnie jak na śrubokręty z końcem krzyżakowym. co robią dorosłe dzieci bez kontroli
Kupiłem sobie ostatnio na Amazonie e-booka, Exploding the Phone. The Untold Story of The Teenagers and Outlaws who hacked ma Bell. Autor Phil Lapsley - który zresztą na swojej stronie podaje sporo interesujących dokumentów... http://explodingthephone.com/docs.php
W sumie wspomnianą książkę polecił mi czas temu na ircnecie @grima, niemniej ostatecznie przekonał mnie materiał z konferencji, który zjutubował ktoś życzliwy: https://www.youtube.com/watch?v=15q4m6YO1v8
Książka skupia się na okresie lat 50., 60. i 70. XX wieku i tyczy rozpracowywania połączeń telefonicznych obsługiwanych przez ówczesną potęgę telekomunikacyjną AT&T.
W podstawówce miałem kolorofon pisany przez 'c' trzybarwny - z kolegą dyskoteki robiliśmy w szkole on miał WS-503, ja brałem swój dwukasetowy deck Fisher..
Daj mi spokój z kolorofonami! Ostatnio nad rozszyfrowaniem kabla sygnałowego do C-23B spędziłem dobre pół godziny. W dodatku kuzyn kupił sprawny kolorofon, który okazał się nie działać, więc spędziłem trochę czasu z lutownicą. Ale w efekcie działa (ktoś wywalił włącznik, ominął bezpieczniki, więc przewód szedł bezpośrednio do płytki, udało mi się przywrócić stan początkowy - na szczęście nie było uszkodzeń na płytce).