Właśnie dotarł do mnie prześliczny światłomierz w cudnym stanie pełnej sprawności, o taki właśnie: Ma też oryginalny skórzany pokrowiec i mosiężny łańcuszek
Post był edytowany 2010-10-04 23:18:38
opinia publiczna, a w tym czytelnicy, nie mają żadnego pożytku z wiadomości, które są prawdziwe
Kupiłem jasny zoom Revuenon 3.5 po całości 75-205 (ciekawe jak się zwie oryginał?) jest ogromny i ciężki (24cm z osłoną waga ponad 1000g, filtr 67mm) - lata '70. Gabaryty i światło przemawiają też za prof Tyle że nie mam pomysłu na zdjęcia...
DAAD napisał(a): Mam 500 i 1000 MTO ruskie, ciekawe jak z tego wygląda obrazek?
Trzeba będzie dopiero obadać. Sprawdziłem tylko, że współczesna wersja tej Sigmy, czyli z AF-em, kosztuje od 800 do 1400 w zależności od stanu i mocowania. Niedawno sprzedano też na Allegro wersję manualną do Nikona za 400 w stanie (tylko!) bardzo dobrym. Ta jest z mocowaniem FD, zatem tania, a ja mam akurat T90, co ładnie się składa do kupy. Kiedyś miałem ZM-5CA, czyli radziecką 500 z kijowskiego Arsenału. Ale nie byłem zachwycony i dlatego się pozbyłem.
Sigma APO 5,6/400 mm. Stan nowy, mocowanie Canon FD, cena wraz z dostawą 311 zł. Mój T90 z pewnością się ucieszy, a ja będę musiał zajrzeć do rury, by się przekonać, że nie jest pusta. Po co kupiłem? Bo nie potrafiłem się powstrzymać!
Gdyby Janeq zazdraszczał, to mogę mu pożyczyć.
***
Post był edytowany 2015-01-08 16:31:14 przez Fotomanek
To samo.Szybek brak.Zatem aparat będzie eksponatem głównie,chociaż czasem wyprowadzę go na spacer,bo migawka zdaje się działać poprawnie.Na szczęście starszy model,z meritarem,ma wszystko co trzeba i jak trzeba. Dziękuję. P.S.Taki nawyk.Chyba nieodwracalny. Najlepszego.
Post był edytowany 2015-01-07 23:37:01 przez olowek74
Prawdę mówiąc jeszcze nie widziałem aparatu w obudowie tego typu w którym 'fabrycznie' nie byłoby 'szybek' w celowniku. Dla pewności: jeśli obaj posiadamy ten sam model VEB BELCA Beltica, to z lewej strony celownika (patrząc 'od oka') powinien być symbol 'nieskończoności', z prawej natomiast '1,2m' - to oznaczenia od elementu celowniczego obracanego w zależności od odległości z jakiej fotografujemy. Jeśli masz tak samo, to niestety brakuje Ci 'szkiełek' z obu stron.
Szanowny Kolego Ołówek: do kogo pisałeś "szanowny kolego"? Nie wiem czy do mnie, a nie chce mi się przeglądać 206 stron tego wątku, w celu sprawdzenia, czy aby nie do jakiegoś innego posiadacza Belticy
Dostałem dziś Belticę identyczną jak Szanowny Kolega posiada.Czy wizjer/celownik aparatu jest wyposażony w jakieś szybki?W moim egzemplarzu nie ma żadnej,wzbudziło to we mnie niepokój,stąd pytanie.
Janeq-2010 napisał(a): Ano drogi Fotomanku, na tym polega cała zabawa! Inaczej i my focilibyśmy w stylu P&S na automacie. A gdzie namysł, kalkulacje stref, wybór rodzaju pomiaru, etc??? Właśnie cała magia jest w tych tabelkach, pokrętłach, nastawach, nie mówiąc o wszelkich dalszych tajemnicach wywoływania i produkcji odbitek. Automatyzacja, to nie dla nas - jesteśmy wyraźnie ponad to!
No cóż. Trochę inaczej na to patrzymy, drogi Janku. Ja już dość się nafotografowałem aparatami całkowicie manualnymi i takimiż lampami. Pamiętam, jak jeszcze w liceum biegałem za co atrakcyjniejszymi dziewczynami z tatową Werrą i lampą, którą trzeba było podłączyć do gniazdka po każdym strzale. Zenit TTL był moim pierwszym aparatem z wewnętrznym pomiarem światła, kupionym nadto dopiero w 1982 roku. Pierwszym i jedynym średnim formatem, dopóki 2 lata temu nie zdecydowałem się kupić pięknie zachowanego Praktisixa, był Start 66S, który dobrze mi służył również w latach 80-tych. Pomimo nowych, rynkowych czasów, praktycznie całą dekadę lat 90-tych, nadal fotografowałem swoimi starymi aparatami, w tym także Zorką i małoobrazkowym Kievem czy Fedem. Gdybym się zawziął, to pewnie kupiłbym wtedy jakiegoś Pentaxa 5, czy nawet 3, lub choćby jakiegoś Ricoha lub Cosinę, jednak wydawanie sumy pieniędzy pozostającej w nijakim stosunku do moich zarobków i potrzeb (!) zawsze wydawało mi się skrajnie nierozsądne, tym bardziej, że potrzeby fotograficzne udawało mi się jako tako zaspokajać. Swoją pierwszą lustrzankę japońską, czyli zabytkowego już wtedy Pentaxa ESII, sprawiłem sobie dopiero na początku XXI wieku i to był mój pierwszy aparat z automatyką. Automatyką doboru czasów, żeby już być dokładnym. I co? Zaprzyjaźniłem się z nią niemal automatycznie, nomen omen. Od zawsze bowiem, preferowałem starannie poukładany kadr a w nim przemyślaną strefę ostrości. Zatem wstępny dobór przysłony i jedynie kontrola czasu, który aparat do niej dopasował, znakomicie ułatwiało mi życie a przede wszystkim nieporównanie zwiększało sprawność fotografowania i szybkostrzelność. Cóż w tym nagannego? Dziś, gdybyś dokonał inspekcji wszystkich moich aparatów, to na ekraniku każdego z nich zobaczyłbyś pięć razy powtórzone A. Cóż jest bowiem ważniejsze od A?? Nic, jak śmiem twierdzić! "A" decyduje o strefie ostrości w kadrze ale i o rozdzielczości obrazu, winietowaniu - zatem o jakości całego zdjęcia. Bywa, zwłaszcza gdy fotografuję F801, że posługuję się programem. Ale zawsze z fleksją, czyli praktycznie tym samym ułatwieniem jakim jest A i tylko dlatego, że w trybie A nie mogę sterować przysłoną z poziomu aparatu. Jeżeli automatyka mi przeszkadza, to tylko w całkowicie automatycznych kompaktach, które zabieram ze sobą na spacery z psem. W każdym innym przypadku cieszę się, że ją mam. I wcale mi to nie przeszkadza, by załadować mojego staruszka Praktisixa jakąś błoną (NIE kliszą!) i podreptać w upatrzone wcześniej miejsce by zdjąć ze dwa, lub trzy umyślone uprzednio kadry. Ale nawet wtedy z ramienia zwisa mi także np. F100, by superdokładnie zmierzyć światło. Zatem, automatyka jest także i dla mnie i wcale nie jestem ponad.
***
Post był edytowany 2015-01-05 11:40:05 przez Fotomanek
Fotomanek napisał(a): Taka Czajka, wyposażona w futerał/nosidełko zasilające na dwie płaskie baterie, była kiedyś wielce poszukiwanym sprzętem. Pewnie (?) wszystkie egzemplarze tej lampy pochodziły z prywatnego importu, bo nie przypominam sobie aby oferowały ją sklepy Fotooptyki.
Jak dziś pamiętam metodę fotografowania, którą sobie wtedy wypracowałem. Otóż, w zależności od fotografowanej sceny/imprezy/wydarzenia ustawiałem sobie według tabelki odpowiedni zasięg lampy, zatem jednocześnie przysłonę i potrzebną czułość filmu. Potem montowałem do Zorki lub Zenita obiektyw 35 mm. i ustawiałem go na odległość hiperfokalną, by zakres głębi ostrości przy wyznaczonej przysłonie pokrywał się z zasięgiem lampy. A potem, nie dotykając już żadnych ustawień, wykonywałem kolejne zdjęcia bacząc jedynie na kadr oraz aby ktoś lub coś nie podlazło mi bliżej do aparatu niż wynikało to z zakresu ostrości obiektywu i jednocześnie z zasięgu pracy lampy.
Jednym słowem, wychodziła z tego pełna automatyka!
*** PS: tak sobie myślę, jaka wielka przepaść dzieli taki sposób fotografowania z lampą od tego, który wraz z SB28 umożliwia mi mój F100. Palnik na sufit i już. Mogę zająć się wyłącznie kadrowaniem.
Ano drogi Fotomanku, na tym polega cała zabawa! Inaczej i my focilibyśmy w stylu P&S na automacie. A gdzie namysł, kalkulacje stref, wybór rodzaju pomiaru, etc??? Właśnie cała magia jest w tych tabelkach, pokrętłach, nastawach, nie mówiąc o wszelkich dalszych tajemnicach wywoływania i produkcji odbitek. Automatyzacja, to nie dla nas - jesteśmy wyraźnie ponad to! Tradycyjnie znaczy ciekawiej!
Fotomanek napisał(a): A ciuś ciuś!! Zaślepkę zgubiłeś! U mnie to niedopuszczalne.
***
Zaslepke wzialem z tego i sprzedalem z poprzednim F100, zeby poszedl jako 'mint'
Niestety miniaturyzacja nie zawsze robi dobrze... Czesto uzywam wezyka i lepiej sie sprawia kawalek tasmy izolacyjnej, ostatnia musiala odpasc... Simple Money Planner
Osobiście wolałabym inny kolor, ale tylko ten kosztował mało. Wyrwałam używkę za drobne. Nowe i w normalnych kolorach są w jakichś niedorzecznych cenach Zawsze mogę wkręcać ludziom, że mam taki patriotyczny aparat...
Czasem długo siedzę w nocy. Czasem noc długo siedzi we mnie.