Właśnie dotarł do mnie prześliczny światłomierz w cudnym stanie pełnej sprawności, o taki właśnie: Ma też oryginalny skórzany pokrowiec i mosiężny łańcuszek
Post był edytowany 2010-10-04 23:18:38
opinia publiczna, a w tym czytelnicy, nie mają żadnego pożytku z wiadomości, które są prawdziwe
Fotomanek napisał(a): ... Niewiedzieć czemu, znakomita większość fotoknociarzy uważa, że obiektyw w aparacie musi być najwyższej jakości, a ten w powiększalniku może zastąpić dno od butelki.
Słusznie prawisz. Swoją drogą usłyszałem też mit ciemniowy, że powiększać należy tym obiektywem, którym się robiło zdjęcia. Ciekawe, czy prawda.
W zestawie dostałem jeszcze zegar Viponela, trzy anarety, (80, 80 i 105, z czego 105tka w idealnym stanie).
Co prawda przyzwyczajony jestem przy 35mm do jakości el Nikkorrrrrra 40/4, więc pewnie zapoluję na coś półkę wyżej od anareta.
figureliusz napisał(a): ... Swoją drogą usłyszałem też mit ciemniowy, że powiększać należy tym obiektywem, którym się robiło zdjęcia. Ciekawe, czy prawda.
Święta prawda, ponoć fotografowie przyrody powiększają swoje ptaszki obiektywami 500mm
figureliusz napisał(a): Słusznie prawisz. Swoją drogą usłyszałem też mit ciemniowy, że powiększać należy tym obiektywem, którym się robiło zdjęcia. Ciekawe, czy prawda.
Prawda, no nie sawsiem, jak mawiają niektórzy Rosjanie o przemówieniach Putina.
Kiedyś rozmyślałem o tym problemie i doszedłem do wniosku, że użycie obiektywu zdjęciowego w powiększalniku teoretycznie pozwalałoby otrzymać obraz doskonały. Doskonały dlatego, że nawet najdrobniejsze wady obiektywu powinny się niwelować po powtórnym przejściu światła przez ten sam obiektyw ale w przeciwnym kierunku.
Teoretycznie zaś dlatego, że obiektyw należałoby umieścić w powiększalniku dokładnie w tej samej pozycji w jakiej był on zamontowany w aparacie, co raczej możliwe nie jest.
Jest też jedno przeciwwskazanie. Otóż obiektywy zdjęciowe składają się na ogół z soczewek posklejanych w grupy. W przypadku ich użycia w powiększalnikach, czyli poddaniu działaniu wysokiej temperatury, mogłyby ulec rozklejeniu, czytaj: zniszczeniu!
***
Post był edytowany 2015-01-28 15:14:16 przez Fotomanek
Fotomanek napisał(a): Kiedyś rozmyślałem o tym problemie i doszedłem do wniosku, że użycie obiektywu zdjęciowego w powiększalniku teoretycznie pozwalałoby otrzymać obraz doskonały. Doskonały dlatego, że nawet najdrobniejsze wady obiektywu powinny się niwelować po powtórnym przejściu światła przez ten sam obiektyw ale w przeciwnym kierunku.
Ano błąd. Wady będą wzrastały wykładniczo. "Fotografia jest jak seks. Jak nie ma uczucia, to nawet najlepsza technika nie pomoże".
Fotomanek napisał(a): ... Jest też jedno przeciwwskazanie. Otóż obiektywy zdjęciowe składają się na ogół z soczewek posklejanych w grupy. W przypadku ich użycia w powiększalnikach, czyli poddaniu działaniu wysokiej temperatury, mogłyby ulec rozklejeniu, czytaj: zniszczeniu!
A to też nie do końca prawdą jest. Czy Ty powiększasz zdjęcia w piekarniku? Jaką moc żarówki masz na myśli i ile minut trzeba naświetlać żeby rozkleił się taki obiektyw? Jeśli się z tym nie przesadza, to nic takiego nie grozi. Przez dłuższy czas używałem Heliosa i pewnie znów do tego wrócę.
analogowiec napisał(a): A to też nie do końca prawdą jest. Czy Ty powiększasz zdjęcia w piekarniku? Jaką moc żarówki masz na myśli i ile minut trzeba naświetlać żeby rozkleił się taki obiektyw? Jeśli się z tym nie przesadza, to nic takiego nie grozi. Przez dłuższy czas używałem Heliosa i pewnie znów do tego wrócę.
Mam za to przypadłość ustawiania ostrości na gramy i przez lupę. Do tego trzeba dodać próbki paskowe do ważnych powiększeń i repety w przypadku jakiegoś błędu. Na dodatek, jak już rozłożę kram, to te 150 W. w powiększalniku pracuje całą noc.
Heliosa też używałem, ale Takumara już nie bo miałem cykorię.
***
Post był edytowany 2015-01-28 16:04:34 przez Fotomanek
Pewnie że nic się nie rozklei - najwyżej klepki w głowie
Stosowanie jednego obiektywu do fotografowania i powiększania to stara szkoła i mało kto już tak robi, ale ogólnie pierwsze seryjne aparaty miechowe służyły do jednego i drugiego. Powiększalniki z aparatów podróżnych z podwójnym wyciągiem to całkiem dobry sposób na powiększalnik LF - nowsze są bardzo drogie, a stare ogromnie nie poręczne.
Ja sam korzystam czasem z Euktara do powiększeń (obiektyw ze Starta B) - bo ładnie rysuje i mam na niego duto (które też czasem zakładam fotografując) - i nic się nie rozkleja - w tym jak wykorzystasz posiadane środki do osiągnięcia celu ogranicza Cię tylko wyobraźnia i dysfunkcja funkcjonalna.
RagnarokIII napisał(a): Pewnie że nic się nie rozklei - najwyżej klepki w głowie Ja sam korzystam czasem z Euktara do powiększeń (obiektyw ze Starta B) - bo ładnie rysuje i mam na niego duto (które też czasem zakładam fotografując) - i nic się nie rozkleja
Euktar zbudowany jest z trzech wolnostojących soczewek, zatem faktycznie, tylko klepki w głowie mogą się rozkleić.
RagnarokIII napisał(a): No i dziadek wpadł w pułapkę ...
Ano posłuchaj no synku! Żebyś nie wiem jak obracał tego kota w miechu, to i tak nie dorobisz Euktarowi choćby jednej grupy sklejonych ze sobą soczewek!
I pomyśleć, że taki wsioznajka z Częstochowy i nie zna budowy Euktara!
A na cholerę mi znajomość budowy czegokolwiek materialnego? - Ja Artysta Jestem. Zresztą to przeoczenie bo niedawno pisałem o trypletach cooke'a...
Ale i to nie zmieni faktu że nie rozkleisz obiektywu ile byś nie świecił światłem z powiększalnika - no ale praktyka to już dawno za tobą, zostały ci ino jakieś mętne wspomnienia...
Post był edytowany 2015-01-28 18:08:56 przez RagnarokIII
Czarek niedawno zwracał uwagę, że światło, zanim dotrze do powiększalnika, przechodzi przez kondensor albo komorę mieszającą, karetkę z negatywem i dopiero dociera do obiektywu. No i czy komuś sfajczył się negatyw od światła żarówki?
Swoją drogą, czy ktoś wie, jakie tam panują temperatury?