Właśnie dotarł do mnie prześliczny światłomierz w cudnym stanie pełnej sprawności, o taki właśnie: Ma też oryginalny skórzany pokrowiec i mosiężny łańcuszek
Post był edytowany 2010-10-04 23:18:38
opinia publiczna, a w tym czytelnicy, nie mają żadnego pożytku z wiadomości, które są prawdziwe
O raju ... Brakuje tylko tekstu, że w Łodzi mówi się po rosyjsku, zażywa pawulon, a dzieci trzyma w beczkach.
Poraziliście mnie takimi stwierdzeniami, że ręce opadają. Nie ma uczelni ? Łódź to jedno z największych miast akademickich w Polsce ... pańswtowe, w większości istniejące od 1945 roku: Uniwersytet Łódzki, Politechnika Łódzka, WAM, Uniwesrytet Medyczny, ASP, PWSFTViT, Akademia Muzyczna. Do tego jakieś circa 20 szkół wyższych prywatnych i cała masa jakichś cudnych "pomaturalnych". W Łodzi studiuje około 122 tysięcy studentów, co zdaje się w tym momencie jest czwartym wynikiem w PL (po Wawie z 200tys i Poznaniu z Wrockiem na poziomie po circa 140 tys). To nie jest miasto, które ma tradycje akademickie sięgające Jagiellonów. Boom gospodarczy i szalony rozwój to końcówka XIX wieku i przełom XIX/XX. Frustracja ? Nie sądzę, żeby różniła się czymkolwiek od tej spotykanej w innych częściach naszego kraju. Bliskość stolicy to wielka zaleta, na pewno nie wada - wielkie ilości ludzi krążą w obie strony codziennie. Czy wysysa ? Jakiś procent na pewno, ale większość młodych i wykształconych Łodzian pracuje u siebie, ewentualnie "worldwide". Do stolicy nie opłaca się uciekać - jest drożej, a wiele osób woli zarobione środki przywieźć i wydać u siebie. W sektorze nowoczesnym Łódź jest b. mocno spięta z Wa-wą biznesowo. To raptem 1,5 godziny drogi koleją, czy nawet godzina autostradą. Często przez samo miasto ciężej się przebić. Także bliskość stolicy to tylko same plusy. Wydaje mi się, że stolica na stałe raczej przyciąga ludzi z mniejszych miejscowości, którzy tęsknią za wielkim miastem i zmianą świata.
Generalnie miałem na myśli, że nóż to zabójcze narzędzie - a noszenie go jest b. złudne i nie daje najmniejszej przewagi. Raczej wyjęcie go może być śmiertelnie niebezpieczne - zarówno dla tego co myśli, że się nim obroni jak i tego przeciw komu go wyjmuje. Absolutnie bez sensu, bo to narzędzie ma b. wysoki skuteczność uśmiercania. Nawet jedno cięcie czy pchnięcie. I nie ma tu nic do rzeczy, kto Ci ten cios zada. Zaś temacie Łodzi, jej oblicza i historii - lepiej poczytać nieco, przyjechać, zobaczyć - miast powtarzać jakieś pierdy totalne ...
No z tym przyzwoleniem na picie to tak raczej różnie jest, zależy gdzie ucho przyłożyć. Ale na chodzenie po ulicach z nożami/siekierami to przyzwolenia chyba nie ma (społecznego).
marian, jaskiniar, czarek, janeq, epoxy1 - we remember ...
janykiel napisał(a): WoWa, jest jednak istotna różnica pomiędzy wypadkiem samochodowym, czyli niezamierzonym przebiegiem zdarzeń, a zadźganiem kogoś nożem noszonym właśnie w tym celu. To drugie nie było wypadkiem. Skąd Ci przyszło do głowy, że jest jakaś analogia?
Ps. A w kwestii siekiereczek, toporeczków i innego złomu, to pewnie jakaś pokojowa demonstracja uciśnionych się szykuje:P
Istotnych różnic jest sporo, ale są również pewne podobieństwa. Ot, np. fakt, że co tydzień, ze szczególnym uwzględnieniem długich weekendów i świąt z powodu jeżdżenia po gorzale ginie bądź trafia do szpitali całe mnóstwo ludzi. W skali roku liczy się ofiary w dziesiątki tysięcy (zabici + ranni). To cholernie niebezpieczne dla wszystkich, a jednak niewiele osób widzi coś złego w siadaniu za kierownicę po alkoholu. Istnieje na to tzw. przyzwolenie społeczne. Stąd właśnie przyszła mi do głowy analogia: ile tysięcy ludzi ma jeszcze zginąć zanim potencjalni mordercy nie będą zagrażać innym. I jest mi wszystko jedno, czy narzędziem potencjalnego mordercy jest nóż, sztacheta, czy auto (motocykl, rower lub inny pojazd) połączone z gorzałą (lub narkotykiem). Ot, tak - po prostu nie przepadam za zagrożeniami.
PS Jeśli będziesz znał konkrety - powiadom kogo trzeba. Ja nie cierpię demonstracji, ostentacji i innych -acji. Mnie nic nie ciśnie. No, może czasem krawat na gumce...
implicite napisał: Mam w Łodzi znajomych , którzy donoszą, że to mocno sfrustrowane miasto (przepraszam za uogólnienie). Paradoksalnie, jego nieszczęściem jest bliskość Warszawy.
W-wy bym w to nie mieszał. Prawda jest taka (nikomu nie ubliżając), że Łódź to stare robotnicze miasto, nigdy nie był to jakiś szczególny ośrodek kulturowy (brak wyższych uczelni itp). Stąd ogół młodzieży i mieszkańców reprezentuje pewne zachowania, które z dziada pradziada nabyła. A że w kraju jest jak jest, to i przyczyny do frustracji coraz większe.
Wydaje się, że Łódź jest "załatwiona" przez sąsiedztwo ze stolicą, ponieważ ta wysysa najbardziej - przepraszam za brzydkie słowo - produktywnych mieszkańców, pozostawiając w tym miejscu społeczną wyrwę. Poza tym przykład stolicy każe budować centra biznesowo-handlowe, nikomu niepotrzebne, ponieważ potencjalni odbiorcy są akurat w stolicy. Zaniedbuje przy tym regiony będące pozostałością po produkcyjnej tradycji Łodzi, pogłębiając tym samym rozwarstwienie społeczne.
Ale to spojrzenie z zewnątrz, być może chybione. Ciekawym opinii kogoś, kto zna Łódź - przepraszam za kolejne brzydkie słowo - z autopsji. Wstęp do wątpienia
DAAD ja miałem na myśli takie "prawdziwe" wyższe uczelnie, a nie jakieś wydziały zamiejscowe wydziałów zamiejscowych. Jedyną uczelnią którą kojarzę to łódzka filmówka, i tyle. Po której zresztą ludzie się rozjeżdżali i tyle ich w Łodzi widziano. Pierwsze uczelnie powstały dopiero po wojnie (częściowo na potrzeby przemysłu tkackiego). Przestudiuj historię Łodzi, strukturę ludności (w większości napływowej), poziom wykształcenia itd, a znajdziesz odpowiedź.
Post był edytowany 2013-02-21 22:40:44
marian, jaskiniar, czarek, janeq, epoxy1 - we remember ...
implicite napisał(a): Mam w Łodzi znajomych , którzy donoszą, że to mocno sfrustrowane miasto (przepraszam za uogólnienie). Paradoksalnie, jego nieszczęściem jest bliskość Warszawy.
W-wy bym w to nie mieszał. Prawda jest taka (nikomu nie ubliżając), że Łódź to stare robotnicze miasto, nigdy nie był to jakiś szczególny ośrodek kulturowy (brak wyższych uczelni itp). Stąd ogół młodzieży i mieszkańców reprezentuje pewne zachowania, które z dziada pradziada nabyła. A że w kraju jest jak jest, to i przyczyny do frustracji coraz większe. marian, jaskiniar, czarek, janeq, epoxy1 - we remember ...
WoWa, jest jednak istotna różnica pomiędzy wypadkiem samochodowym, czyli niezamierzonym przebiegiem zdarzeń, a zadźganiem kogoś nożem noszonym właśnie w tym celu. To drugie nie było wypadkiem. Skąd Ci przyszło do głowy, że jest jakaś analogia?
Ps. A w kwestii siekiereczek, toporeczków i innego złomu, to pewnie jakaś pokojowa demonstracja uciśnionych się szykuje:P
Mam w Łodzi znajomych , którzy donoszą, że to mocno sfrustrowane miasto (przepraszam za uogólnienie). Paradoksalnie, jego nieszczęściem jest bliskość Warszawy.
Noże są ostatnio na topie ... , masakra ... lepiej w ogóle nie posiadać. Sobotnia noc, chwila utraty kontroli, 50 sekund "akcji" ... 11 ciosów, z których conajmniej 7 śmiertelnych. Efekt - jeden 20 latek zabity na miejscu, drugi zgnije w pierdlu ...