Właśnie miałem mały potop chemiczny.
Zauważyłem w korytarzyku do kuchni plamę płynu. Byłem pewien, że to któryś z moich chorych kotów popuścił. Jakiś taki smrodliwy zapaszek mnie w tym utwierdził. Nie skojarzyłem tego z chemią w pobliskiej szafce. Plama się odrodziła, więc zacząłem szukać innej przyczyny niż futrzak. Najpierw sprawdziliśmy sąsiadów na górze, czy im nic nie cieknie i na dole, czy ich nie zalaliśmy. Nic.

Plama się odradzała powoli po każdym wytarciu. No i w pewnym momencie dotarło do mnie, że ja znam ten zapach, a konsystencja płynu jest dość specyficzna, gęstsza niż wody na ten przykład.

Wywojka do papierów. Ale jakim cudem!? Stoi w brązowym laboratoryjnym szkle, zamknięty w szafce, w której nic nie jest ruszane, jeśli nie wywołuję czegoś w ciemni. Sprawdziłem. Butla 2,5 l, której trzymam tę wywojkę przecieka. Dosłownie tak. Nie jest pęknięta, nie ma żadnych uszkodzeń, ale przecieka.

Wypłynął ponad litr chemii, a ja dam chyba na mszę, że córeczka nie weszła w to raczkując, albo któryś z kotów nie wbiegł w korytarzyk przede mną, jak to mają w zwyczaju. Wycieram to teraz na mokro.

Ale jak to możliwe??? Szkło jest naprawdę całe, a teraz obserwuję malowniczą żółtawą stróżkę płynącą od butelki do odpływu w wannie...

Co z bezpiecznych środków może tę chemię zneutralizować?

To była wywojka do papierów z czarno-biale:

http://www.czarno-biale.pl/sklep/product_info.php?cPath=133_43&products_id=846

Post był edytowany 2010-07-25 16:57:47