Wczoraj miałem ciekawe zdarzenie. Wracałem z rodzinką z małego pleneru. Ustrzelone kilka fotek, torba na ramieniu, pełen relaks. Patrzymy a na wieżowcu po zewnętrznej stronie stoi jakiś człowiek. Początkowo myśleliśmy że może coś przykręca ale po dokładniejszym przyjrzeniu się stwierdziliśmy wspólnie że to raczej nie jest żaden monter. Dzwonimy na 112 i po wielu próbach (wszystkie linie są zajęte spróbuj ponownie)udało nam się zadzwonić. Po jakimś czasie przyjechała straż pożarna i policja, później pogotowie. Policjant wyszedł do tego człowieka i dość długo z nim rozmawiał. W międzyczasie zebrała się duża liczba widzów i oczywiście poszły w ruch cyfrówki, telefony co kto miał.
No i tu mam dylemat. Nie wyjąłem aparatu choć w torbie był obiektyw o słusznej ogniskowej 200mm. Stwierdziłem że nie będę fotografował dramatu człowieka, czy też może jego ostatnich chwil życia bo po prostu nie wypada.
Co wy byście zrobili będąc na moim miejscu?

Dodam tylko, że wszystko skończyło się szczęśliwie. Człowiek po drugiej stronie barierki sprawiał wrażenie pijanego lub będącego pod wpływem innych środków.