Zakaz to psikus. Wiecie ile kosztuje amatorski "fotopass" pozwalający na robienie zdjęć w malborskich salach?
FI
FILIP
30-06-2010 10:15
Biorąc pod uwagę długość kolejek do kas w sezonie - zapewne majątek.
Krzysiek
RO
romek
30-06-2010 10:22
Pet napisał(a):
Zakaz to psikus. Wiecie ile kosztuje amatorski 'fotopass' pozwalający na robienie zdjęć w malborskich salach?
W fajniejszych muzeach to kosztuje 10-20pln, podobnie lub ciut taniej niż kupić przewodnik ze zdjęciami. Dodam, że chodzi o pozwolenie na fotografowanie 'pamiątkowe' tj z ręki bez dodatkowego sprzętu typu światełka. Co kto lubi.
PE
Pet
30-06-2010 10:23
Filip napisał(a): Biorąc pod uwagę długość kolejek do kas w sezonie - zapewne majątek.
Normalny bilet w sezonie kosztuje ok. 35, zaś "odpłatność za umożliwienie wykonywania fotografii pamiątkowych aparatem bez statywu, lampy błyskowej i dodatkowego oświetlenia lub amatorską kamerą video bez prawa publikacji i rozpowszechniania" wynosi 15 zł.
EDIT: O właśnie. Romek mnie uprzedził.
Post był edytowany 2010-06-30 10:24:48
BO
bolas
30-06-2010 10:26
Ciekawi mnie jak to będzie wyglądało w praktyce... chyba może to oznaczać tylko ew. głupawą pyskówkę z pracownikiem muzeum i licytację na paragrafy. Poza tym przecież, jeżeli np. eksponowane są prywatne kolekcje to ich własciciel sam może nie życzyć sobie fotografowania szczegółowego swoich zbiorów.
W niedzielę spacerowałem z aparatem po lubelskiej giełdzie staroci. Jeden z handlarzy, widząc, że przykładam aparat do oka zerwał się ze stołka, podbiegł do mnie i zapytał, czy mam pozwolenie na fotografowanie. Mogłem teatralnie odegrać zdziwienie, a potem jak ostatni cham odpowiedzieć, że przecież nie muszę mieć pozwolenia na fotografowanie w miejscu publicznym. Że nawet nie muszę mieć pozwolenia na fotografowanie jego oburzonej fizjognomii. Ale po co?
Było oczywistym, że pan sobie nie życzył być fotografowany i chociaż nie mógł mi tego de iure zabronić, zwykle szanuję tę wolę. Jednak w przypadku instytucji, które bezprawnie zabraniają fotografowania (lub czegokolwiek innego) myślę, że warto się licytować na paragrafy.
No tak Jacku, ale owe instytucje nie zawsze prezentują swoje zbiory, czasami są też kolekcje prywatne i tu jestem w stanie zrozumieć zakaz. Co innego kolekcja "państwowa" uzbierana z darowizn, czy zakupów finansowanych przez państwo. Powinna być dostępna bez ograniczeń (z zachowaniem oczywiście ochorny przedmiotu - np. gdy flesz może go uszkodzić). Jednak gdy kolekcja jest prywatna, to mimo eksponowania w publicznej placówce raczej szanowałbym wolę właściciela.
jzl napisał(a): W niedzielę spacerowałem z aparatem po lubelskiej giełdzie staroci. Jeden z handlarzy, widząc, że przykładam aparat do oka zerwał się ze stołka, podbiegł do mnie i zapytał, czy mam pozwolenie na fotografowanie. Mogłem teatralnie odegrać zdziwienie, a potem jak ostatni cham odpowiedzieć, że przecież nie muszę mieć pozwolenia na fotografowanie w miejscu publicznym. Że nawet nie muszę mieć pozwolenia na fotografowanie jego oburzonej fizjognomii. Ale po co?
Było oczywistym, że pan sobie nie życzył być fotografowany i chociaż nie mógł mi tego de iure zabronić, zwykle szanuję tę wolę.
[offtop mode=on] Generalnie jak łapie mnie wiosenny zew, żeby poharcować po mieście bawiąc się w "strit foto", to oczywiście walę z partyzanta, licząc na łut szcześcia i zabieganie przechodniów, którym nie będzie się chciało sztorcować mnie, że bez ich pozwolenia zrobiłem im zdjęcie. Czasem jednak jest taka sytuacja, że napotykam przechodniów, których twarz, aż prosi się o portret i szkoda ryzykować, żeby w ostatniej chwili zrobili jakąś głupią/oburzoną/niewyjściowa minę, albo zostali zasłonięci przez innego przechodnia. W takich przypadkach po prostu podchodzę i zagajam: "Przepraszam, czy szanowny Pan/Pani pozwoli, że zdejmę mu/jej portrecik. Na życzenie wysyłam odbitkę w dowolnym formacie". Ludziska sa tak zaskoczeni faktem, że jakiś podejrzany typ chce im zrobić zdjęcie, ze przeważnie z automatu się zgadzają (oczywiście z odbitki rezygnują - co czyni me życie jeszcze piękniejszym). Ostatnio zdarzyła mi się zaś następująca sytuacja. Poleciałem z Zenitem zrobić reportażyk z odbywającego się w Wa-wie Zombie Walk'a (dla niezorientowanych: banda wariatów przebiera się za żywe trupy w różnym stanie rozkładu i tak wychodzi na miasto domagając sie mięsa i mózgów). Leciałem razem z tym pochodem cykając im od czasu, do czasu jakąś fotkę, aż na Krakowskim Przedmieściu zauważyłem jakiegoś prawosławnego (chyba) duchownego (nie piszę "popa", bo to ponoć obraźliwe określenie). Nietypowa sutanna, broda po pas i twarz, aż proszaca się o sportretowanie. Dobiegam więc do niego zdyszany i pytam, czy mógłbym mu zrobić zdjęcie. Widzę, że się zmarszczył, brew nastroszył... myślę "nic z tego", a on nagle spojrzał na mój aparat, rozpromienił się i mówi "Da". No to jak "da", to ja cyk, powiedziałem "spasiba" i pogoniłem dalej fotografowac nieboszczyków.
[offtop mode=off]
Post był edytowany 2010-06-30 11:02:32
BO
bolas
30-06-2010 11:22
Na ulicy nie ma się co chyba spinać ... to miejsce publiczne, fotografujesz przestrzeń ogólnie dostępną nikogo do niczego nie zmuszając. Co innego portrety, czy fotki konkretnych osób, tak mi się przynajmniej wydaje. Jak komuś nie pasuje ... mógł nie wychodzić na ulicę, którą śledzą setki kamer, aparatów itp ...
"Pop" jest faktycznie obraźliwe, coś jak nasze "klechta", zwykle mówię per "batiuszka", ew. po prostu ksiądz.
broda do pasa? o kurczę, z mojej parafii! cóż, ja tam jak wyjdę na ulice z "Zenitem", to ludzie są dużo bardziej przychylni fotografowaniu niż przy "soniaczu"- a jak z prakticą, to się wypytują, co to za aparat apropos zdjęć w muzeum, to jeszcze takowych nie robiłem, ale jeśli nie mogą mi tego zabronić... to warto się policytować na paragrafy...
Przypomina mi się sytuacja, kiedy chodziliśmy z modelką po toruńskiej starówce w poszukiwaniu odpowiedniego miejsca do zrobienia zdjęcia. Trafiliśmy na jakieś podwórko (tabliczek zakazujących wstępu nie było, brama otwarta od ulicy, nic o terenie prywatnym, więc pozwoliliśmy sobie wejść). Syf, kiła, mogiła, na środku WIELKA kupa jakiegoś bliżej niezidentyfikowanego stworzenia (specjalnie nie chciałem wnikać czyje to skarby, co w tej sytuacji nie wydaje się zbytnio dziwne, nieprawdaż?). Chcieliśmy stamtąd jak najprędzej czmychać, ale stwierdziłem, że zrobię modelce jedno szybkie zdjęcie, bo w sumie ściana za nią była na tyle fotogeniczna by spróbować (chyba jedyna fotogeniczna rzecz w tym miejscu). Ledwie przykładam aparat do oka a z okna wychyla się dama o aparycji będącej wynikiem skrzyżowania typowej matki Polki i matki z Sensu Życia według Monty Pythona (kto oglądał, ten wie). I drze ry... znaczy podniesionym głosem domaga się od nas informacji, czy aby posiadamy zezwolenie właściciela budynku na fotografowanie w tym jakże zacnym przybytku. Coś tam pomamrotaliśmy, że nie i czym prędzej zrejterowaliśmy na z góry upatrzone pozycje, bo rozjuszone oczka pani się błyszczały niebezpiecznie.
No owszem, pani ta miała prawo nam zwrócić uwagę, ale biorąc pod uwagę sposób, w jaki to zrobiła jak i wystrój miejsca wydało mi się to dość śmieszne. I szczerze mówiąc: mało życzliwe
Regulaminy muzeów to tylko prawo wewnętrzne i nie obowiązuje powszechnie. Tak, że teoretycznie nie musimy się do niego stosować. W praktyce, wiadomo, raczej nie będziemy się szarpać ze smutną panią stojącą na straży eksponatów.
WI
wienczyslaw5
30-06-2010 13:41
Licytować się na paragrafy można __- tylko trzeba mieć przy sobie odpowiedni akt prawny __- przecież nie można powołać się na artykuł w internecie . Miałem taką historię __- pamiętacie jak zlikwidowano na skrzyżowaniach blaszane strzałki pozwalające na warunkowy skręt w prawo i zastąpiono je podświetlanymi __- w " Gazecie Współczesnej " pojawił się artykuł iż skręcać w prawo można tylko i wyłącznie kiedy pali się zielona strzałka a nie można kiedy mamy zielone światło __- zastosowałem się do tego { mając " zielone " stałem i czekałem na zapalenie się strzałki } i ... dostałem mandat za blokowanie ruchu . Na moje słowa __- przecież w gazecie tak napisali __- policjant wzruszył ramionami i odpowiedział __- nie wiem skąd dziennikarze wzięli takie informacje . Po interwencji w redakcji gazeta zamieściła sprostowanie ale mandatu nie udało się już odkręcić .
RB
rbit9n
30-06-2010 17:39
sorry Batory, ale zwykły krawężnik nie jest żadną wykładnią prawa. można skręcać tylko wtedy, kiedy jest nadawany sygnał S-2 w postaci zielonej strzałki. to tak jakby ktoś twierdził, że na sygnale czerwonym można wjechać, bo tam na dole jest przecież sygnał zielony, tylko tymczasowo się nie świeci.
oto poszlaka. (tu co prawda chodzi o co innego, ale zasada, że skręcamy kiedy się świeci S-2 ma zastosowanie).