Awatar implicite

Fotografia a myślenie

implicite 21

Oczywistość to sens przyklejony do rzeczy. A rzeczy-oczywistość definiowana przez miłośników fotografii analogowej jest taka: fotografia analogowa zmusza do myślenia, podczas gdy fotografia cyfrowa zwalnia z tego obowiązku. Spróbujmy wszelako sproblematyzować ów „przymus” – naprawdę fotografia analogowa zmusza do myślenia? A może raczej skłania, zachęca lub sprawia, że jej miłośnik myśli bez nijakiego przymusu? Każda z możliwych odpowiedzi i tak stawia fotografię analogową w sytuacji uprzywilejowanej, właśnie ze względu na explicite i implicite zawarty w niej pierwiastek myślenia, który w fotografii cyfrowej owszem, jest możliwy, ale niekonieczny – czyżby? Fotografia cyfrowa zwalnia z myślenia, ponieważ większość czynności manualnych, jakie jest zmuszony podjąć fotograf przy wykonywaniu zdjęcia, można powierzyć procesorom. Mówiąc inaczej, w fotografii cyfrowej technikę wykonywania fotografii można zdać na technologię, fotografowi pozostawiając wyłącznie obowiązek, a może i przyjemność, techniki komponowania kadru. Patrząc na to okiem nieuprzedzonym, zobaczymy w tym ewidentną wyższość fotografii cyfrowej: fotograf może być już tylko artystą, bo nie musi już być przy tym technikiem. Odpadają wszystkie żmudne czynności związane z obsługą aparatu, doborem materiału, jego przetworzeniem w ciemni, etc. Nie ma już potrzeby absorbować myślenia tego rodzaju drugorzędnymi problemami. Fotograf może się wreszcie skupić na efekcie artystycznym, ponieważ wszystkie zbędne z punktu widzenia tego efektu procesy może powierzyć zaawansowanej technologii. Bo, wciąż patrząc na to okiem nieuprzedzonym, myślenie jest istotne właśnie podczas aranżowania kadru, a to, że w fotografii analogowej musi fotograf jeszcze myśleć o technice, wynika wyłącznie z jej – techniki – niedoskonałości. Niedoskonałości przezwyciężonej na gruncie fotografii cyfrowej. Skoro tak, to – patrząc już okiem uprzedzonym – fakt, że fotografia analogowa tak bardzo potrzebuje myślenia, przestaje być jej zaletą, a upieranie się przy tym zostaje pozbawione racjonalnych podstaw. Czy zatem w świetle powyższych rozważań (lub swoich własnych) jesteście skłonni dopuścić do siebie tę straszną i zarazem heretycką myśl, że rzeczona przewaga fotografii analogowej jest iluzoryczna? Że konieczność angażowania tak duże porcji myślenia w fotografię analogową świadczy o ułomności tej techniki, nie zaś o jej wyższości?

Problematyzując tę oczywistość, mam naturalnie świadomość wyższości wielu materiałów światłoczułych nad matrycą, ale jako że prawdopodobnie najdalej za dwieście lat problem zniknie, nie uznałem za stosowne uwzględniać tego przy rozważaniu swoich wątpliwości z racji historycznie zmiennego i akcydentalnego charakteru tego problemu. Istotna jest dla mnie uniwersalna zasada myślenia odniesiona do dwóch typów techniki fotografowania.

Nie pragnę też deprecjonować myślenia jako takiego, lecz tylko poddać pod rozwagę, czy obecność tak dużej porcji myślenia w fotografii analogowej nie świadczy przypadkiem na jej niekorzyść, a więc czy fotografia analogowa nie próbuje swoich niedostatków legitymizować, podpierając się autorytetem myślenia.



Wstęp do wątpienia

Odpowiedzi 21

Awatar Pietrek
Pietrek

Dywaguję sobie często na ten temat. Jestem nieprzychylny jakiejkolwiek ortodoksji, ważny jest efekt końcowy. Zaczynałem w latach siedemdziesiątych analogowo, bo inaczej się nie dało. Temat trwał wiele lat, gdzieś do 88. Wówczas był trzeci rok studiów, rodzina, dziecko, szkoła, brak czasu.Przerwa trwała dość długo. Przed pięcioma laty pojawiła się chęć powrotu do fotografii, troszkę czasu. Kupiłem cyfraka, bądź syfraka, jak kto woli.Poprodukowałem troszkę gniotów, ale chęć zgłębiania tajników wszelakich była duża. Dochodziły szkła, znudził się jpg, przyszła kolej na RAW.Zgłębianie tajników podążało swoją drogą.
Pewnego razu artystyczne dziecię moje wygrzebało staruszka zenita i... okazało się , że nie należy mówić na pewno.Stwierdzenia, że nie mam ochoty męczyć oczu przy czerwonym światełku, że nie chcę bólu głowy od smrodu odczynników poszły w kąt. Odczynniki już nie śmierdzą, czerwone światełko czasem się zapala. Na dzień dzisiejszy zdecydowanie wolę fotografię analogową, głównie ze względu na jej namacalność, emocje, jakich dostarcza.
Knoty i gnioty są z jednej i drugiej strony barykady. Dzieciaki często sięgają po kliszę, bo to lans. Tempo cyfrowe i nieokiełznanie oraz darmocha tworzenia obrazu cyfrowego powodują, że złe negatywy traktować zaczynają jako dzieło sztuki.Wszystko jest celowe i zamierzone, ale bazy brak . Ci, którzy przetrwają na sto procent doszlifują warsztat i zdobędą wiedzę, zaś inni znajdą sobie inne kółko zainteresowań.

Zaloguj się, aby odpowiedzieć w wątku.