około 15-tej. Jedziemy suchą szosą, napaleni trochę na rozlewiska anonsowane w telewidienije, owsem, są jakieś kałuże, ale przereklamowane... Nagle coś się zaczyna dziać... droga idzie lekko pod górkę, po lewej dolinka, zalana, jak szwagier na weselu, Ania łup po heblach! o!, po lewej polna dróżka, jeszcze bardziej pod górkę, wjeżdżamy, a tu patelnia widokowa! Jak okiem sięgnąć, woda, woda, woda... w niej krzaczki i drzewka, pod słońce, więc sreberko igra na zmarszczkach, lekkie zachmurzenie, spływa Łaska Pańska, a powyżej nachodzi czarny wałek chmur...

Ech, byłbym lepszy niż M. Kenna i Yoonson razem wzięci, gdybym zdążył wyciągnąć aparat!



Kup książkę. Lepszych zdjęc robił nie będziesz, ale przynajmniej dasz zarobić.