Awatar janus

Jak pracuje laboludek?

janus 53

Dzien dobry. Odebralem wlasnie kororowe odbitki z Fuji Reali. Pytania:
1) Czemu przypisac slaba ostrosc zdjec?
2) Dlaczego odbitki maja - na moje oko - cyfrowy szlif?
3) No i w ogole, o co chodzi w zyciu?
Pozdrowienia od Jana z USA!

Odpowiedzi 53

Awatar ddww
ddww

Do Gata:
który to lab?

Awatar dre
dre

Kiedyś też dałem do laboludów fujifilm do zrobienia odbitek. Dostałem odbitki z dziwnymi nienaturalnymi kolorami. Wtedy dowiedziałem się że skanowali film sprzętem z (najwyraźniej) rozkalibrowanymi profilami i drukowali z plików na papierze cyfrowym, bo zgodnie z duchem czasu pozbyli się analogów. Coż, chyba nie najlepiej na tym wyszli, bo punkt został zamknięty. Może przez to że coraz więcej wiary kupuje sobie drukarki i ma fotki bezpośrednio z cyfry nie wychodząc z domu.



the man who wasn't there
Awatar fernando
fernando

Wszystko zależy od ludzi i od chęci ,jak dwa lata temu robiłem powiększenia 50 x 70 to gość ze studia sam wyskoczył z propozycją bym przyszedł jak będą to robić i doglądnął czy jest tak jak tego oczekuje i zasugerował ewentualne poprawki.Byłem mile zaskoczony



"Problemem fotoamatora jest to, że nie ma on powodów do robienia zdjęć"
Awatar orwo
orwo

słuchajcie, na prawdę nie ma sensu bawić się analogami po to aby do labów nosić, samemu lepiej, ciekawiej, o taniej nawet nie wspomnę.

Awatar Stachu
Stachu

Pół roku temu oddałem film w celu wykonania odbitki i skanu na konkurs z następującymi wskazówkami: "Proszę mi zrobić z klatki tej i tej odbitkę 20x30 i nagrać skan tej samej klatki na płytę w rozdzielczości 300 dpi."
Na drugi dzień odbieram odbitkę i płytę - wszystko ok. Ale... Coś mnie tknęło na tydzień przed terminem wysyłki i sprawdziłem rozdzielczość skanu (czego nie zrobiłem od razu). Co się okazało? Owszem 300dpi jest ale 10x15 .
Jak poszedłem z reklamacją to się tłumaczyli, że muszę podać dokładną rozdzielczość.
Wniosek: olali totalnie to o co prosiłem i machnęli z automatu tak jak dla 10x15. Ciekawe czy jakbym poprosił o jeszcze większą odbitkę, to pofatygowaliby się i zeskanowali w większej rozdzielczości...

Post był edytowany 2010-01-06 20:57:16

Awatar viper1986
viper1986

W moim mieście, gdy pojawię się w jakimkolwiek zakładzie foto z negatywem w dłoni traktowany jestem jak przybysz z odległej epoki... Nawet pewnego razu zanosząc rolkę małoobrazkowej superii, Pan stwierdził, że w kasetce był pasek negatywu zawierający tylko sześć klatek! Nie wytrzymałem: usłyszał wiązankę słów jaka nie wypada powtarzać na publicznym forum. Spiep.... coś i nie potrafili nawet przyznać się do błędu. Złość tym większa, że wcześniej uważałem ten zakład za jedyny któremu warto zaufać. Od tamtej pory minęło sporo czasu, a ja zrobiłem zaledwie jedna rolkę w kolorze. Nie chcę uogólniać, ale jak już ktoś powiedział: Gdy po wejściu do zakładu foto spotykasz osobę która to wszystko wie, na wszystkim się zna, obiecuje złote góry (typu rolka wywołana i zeskanowana do odbioru za 30min) lepiej okręcić się na bucie i jak najszybciej opuścić to miejsce. Temat dał mi do myślenia: planowałem za kilka dni kupić swój pierwszy średnioformatowy slajd, ale jak pomyślę że będę musiał oddać go do Rossmana (choć słyszałem dobre opinie) to strach mnie ogarnia...

Awatar fernando
fernando

Ja też, ale tak pewnie się zdarza bez względu na wielkość miasta i ilość punktów



"Problemem fotoamatora jest to, że nie ma on powodów do robienia zdjęć"
Awatar Bruno
Bruno

A no w malym miasteczku to rzeczywiscie. Monopol to monpol. Ale w miescie 100 000+ nie potrafie sobie wyobraziec czegos podobnego.

Awatar fernando
fernando

sIc napisał(a):
To co napisales jest sprzeczne samo w sobie. Jak mozna robic na o***l sie i jeszcze na tym zarobic?

Można ,można : cyt. "jak się nie podoba to spierda..j do innego fotografa..." w sytuacji gdy przeciętny pstrykacz w mieścince mającej jeden punkt foto. słyszy taką ripostę na swoje niezadowolenie lub musi jechać kilkadziesiąt kilometrów do innego punktu i tak prędzej czy później odpuści ze względu na koszty i przyjdzie ponownie.Mam na myśli ludzi którzy nie wiedzą więcej niż co to jest ON/OFF w aparacie.A takich klientów jest większość.Sam nie raz obserwuje jaki kit cisną w punktach tym co nie mają bladego pojęcia o całym procederze.Biedakowi któremu rozjaśnili zdjęcia do max powiedzieli by sobie kupił osłonę przeciwsłoneczną to tak się nie będzie działo a gdy dokupi filtr polaryzacyjny to będzie robił zdjęcia jak zawodowiec,ja nie wytrzymałem i grzecznie poprosiłem by mi pokazał negatyw,okazało się że zdjęcia były naświetlone poprawnie.Oczywiście laboludek nabrał wody w usta i z pewnego siebie profesjonalisty zrobiła się "mała nic niewiedząca dziewczynka"



"Problemem fotoamatora jest to, że nie ma on powodów do robienia zdjęć"
Awatar Bruno
Bruno

ach, ladne studio to moj kompleks...

Awatar rstag
rstag

Byłem tam w początkowym okresie ich działalności, więc może byli jeszcze "zieloni", oprócz maszyny mają ładne studio, robią śluby, wydruki itp. itd... Z tego co widzę, to klisz tam nikt nie nosi, tylko gotowe pliki.

Awatar Bruno
Bruno

rstag napisał(a):

P.S. są miejsca w których liczy się kasa i nic więcej, tam wyłączają wszelkie autokorekty i skanują w najmniejszej możliwej rozdzielczości z największą możliwą kompresją: czas, czas, maszyna musi zarabiać, a może to tylko kwestia braku doświadczenia umiejętności technika?


To co napisales jest sprzeczne samo w sobie. Jak mozna robic na o***l sie i jeszcze na tym zarobic?
Poza tym w godzinach popoludniowych jest masa czasu na zabawe w skanowanie i inne takie sprawy [dlubanie ogolnie]. Nie licze wakacji i innych goracych okresow kiedy od switu do zmierzchu nei ma sie kiedy po tylku podrapac. I wtedy rzezcywiscie mozna cos przeoczyc albo cos spierdzielic. Ale to marginalne przypadlosci. W kazdym razie nei wyobrazam sobie, ze po takim roku odwalania fuszerki jeszcze ktos w takie miejsce trafi...

Awatar rstag
rstag

Tak, to przykłady ekstremalne z pro cyrowych lab z galerii w Rzeszy (z początku ich działalności). Co ciekawe jak im zaniesiesz gotowy plik cyfrowy wszystko jest ok. W innych miejscach z tej samej rolki dostajesz dobre skany/odbitki/cokolwiek, więc to raczej nie kwestia filmu.

P.S. są miejsca w których liczy się kasa i nic więcej, tam wyłączają wszelkie autokorekty i skanują w najmniejszej możliwej rozdzielczości z największą możliwą kompresją: czas, czas, maszyna musi zarabiać, a może to tylko kwestia braku doświadczenia umiejętności technika? Nie mam odwagi by sprawdzić.

edytowałem, bo jakoś nie po Polsku było napisane

Post był edytowany 2010-01-06 19:14:07

Awatar Bruno
Bruno

rstag - z calym szacunkiem, ale podales jakies przyklady z innej planety. Zeby cos takiego klientom robic to juz nie olewactwo, ale zlosliwosc. I to taka na ktora sie trzeba solidnie wysilic. Osobiscie sie z takim czyms nigdy nie spotkalem. Prawde mowiac to w kazdym skanerze masz autokorekte jakas ktora z kazdej dominanty zejdzie, chyba, ze slajd/film jest jakis felerny do granic mozliwosci.
ale ja moze zycia nei znam. ani powodu.
Ostatnio skanowalem Orwoszczaki, ktore chyba byly dretwo wolane 30 lat temu, bo prawie nic na nich nie bylo widac, a jak juz cos bylo - to niebieskie. autokorekta wrocila jako-tako kolorystycznie a po paru poprawkach po auto-exposure byly jak wczoraj zrobione prawie.
Dlatego mowie, ze to nei jest heroiczny wyczyn zrobic cos dobrze, ale spartolic jak to opisujesz to juz na order szczerbatego usmiechu zasluguje.

Hehe, przypomnialo mi sie jak Filet opowiadal jak kiedys gdzies w Gdyni oddal cz-b negatyw do zeskanowania i zeskanowali mu to jak kolor... hehe, blazny jedne.

Post był edytowany 2010-01-06 19:03:25

Awatar rstag
rstag

Podałem taki: "przypadek ekstremalny" ale pewnie zwykle skanują w rozdzielczości i z kompresją ustawioną z jakimś tam kompromisem czas/jakość. Do tego pewnie niechce im się korygować maski negatywu i później opowiadają historyjki o tym, że filmy X mają taką dominantę a Y inną oddając totalnie zaniebieszczone papierki itp. itd...

Awatar janus
janus

Nie, az tak zle nie jest. Poza wspomnianym niedoostrzeniem (i powtarzalnymi plamami brudu, ktorych na negatywie nie ma), wszystko jest ok. Mowiac powaznie, test moj dotyczyl czego innego i jako taki powiodl sie. Reszte zrobie na wlasna reke. Teraz przynajmniej wiem, czego moge oczekiwac, a czego nie.

Awatar rstag
rstag

Istnieje jeszcze możliwość, że wywołali z "prescanu" raz mi się zdarzyło odebrać odbitki składające się z kilkunastu prostokątów, ale za to w ekspresowym tempie (od przyjęcia filmu do odbioru wraz z płytą niewiele ponad 5min). Więcej mnie już nie widzieli

Awatar Bruno
Bruno

ja tam codziennie puszczam stripa. Tylko u nas sporo negatywow, srednio 2/dzien. Wydaje mi sie ze przy naswietlaniu cyfrowych odbitek chodzi o logiczne rozmieszczenie pikseli. Znaczy - jak zeskanujesz dobrze slajd czy negatyw to ziarno/plamka jest dodatkowo dzielone na piksele co przy naswietlaniu dodatkowo generuje szum i inne niespodzianki. ale to taka moja prywatna teoria.
Gata - sam wywolywalem te odbitke i robilem, wierz mi, kilka ladnych podejsc do tematu. Myslalem nawet czy nie zrobic fotokopii slajdu cyfrowka. I chyba tak bedzie najlepiej. Jak sprawdze dam znac.

Post był edytowany 2010-01-06 16:56:17

Awatar orwo
orwo

a ja już nie pamiętam kiedy do labu coś dawałem, no nie, jedną superię we wakacje, bo mi "na wczoraj" skany były potrzebne. film skopany totalnie, poprawiali ale i tak wielkie g. musiałem drugi raz załadować się we woza, pojechać i strzelić ponownie. kupujta chemię, wołajta same filmy i róbta odbitki.
jest jeszcze kwestia wywołania filmu. kiedyś wołarki pracowały w sposób ciągły, chemia była non stop regenerowana i wyniki były powtarzalne. teraz filmów mało co, chemia ma przestoje, a o ile zużycie w prosty sposób da sie zregenerować, to aby zniwelować zestarzenie cię chemii to już trzeba pokombinować i powołać trochę stripów. konia z rzędem temu labowi który się w to bawi. lecą na oko, bo i tak pojdzie do skanera i fotoszop wypierze

Awatar Gata
Gata

może by nie było straty, gdyby ktoś to robił ręcznie, niestety wszędzie w ruch idą automaty

Zaloguj się, aby odpowiedzieć w wątku.