Spsuł się. Niby nic w tym dziwnego, bo nie traktowałem go ze szczególną atencją, ale... z dawien dawna pamiętałem, że utrwalacz, w odróżnieniu od wywoływacza, się generalnie nie psuje. Starzeje się itp., ale żeby nagle, zaczął okrtunie śmierdzieć siarkowodorem i zmętniał tworząc mlecznobiałą ciecz to mi się nigdy nie zdarzyło.
Do rzeczy. Miałem rozpuszczone 5 litrów (Fomy) w tanku. Z tegoż tanka odlewałem 800 ml do buteleczki do bieżącego użycia. Utrwalałem 10 filmów, wylewałem, wlewałem do nowej butelki kolejną porcję 800 ml... i tak było do niedzieli. Kiedy sięgnąłem po butelkę, w której był roboczy roztwór, w którym utrwaliłem 6 filmów (stawiam sobie kreseczki na butelce) okazało się, że jest tam opisany wcześniej mlecznobiały, mętny, śmierdzący roztwór z grubym osadem na dnie. Nie zmartwiłem się specjalnie, bo pamiętałem, że mam jeszcze literek w zapasie. No i jakież było moje zdziwienie, kiedy okazało się, że zapas zepsuł się w identyczny sposób w tym samym czasie. Macie jakieś pomysły czemu tak się stało? Z dawnych czasów, to pamiętam, że utrwalacz mógł stać i z rok w tanku, używany wcześniej i ew. nieco śmierdział, ale nigdy nie mętniał. Co ciekawe (bo sprawdziłem) ten roztwór działa. W czym rzecz???
Niemedialnie