Panuje powszechna opinia, że fotografia analogowa przewyższa cyfrową ze względu na jakość zdjęcia. Lepsza plastyka, doskonalsze odwzorowanie barw i oferowana przez kliszę rozdzielczość, jaką dopiero teraz - z trudem - zaczynają posiadać aparaty cyfrowe. Mamy tedy obiektywną(?) wyższość analogu nad cyfrą, wyższość przekładającą się na jakość obrazu. Mówiąc analog, mam na myśli 35mm, bo już różnica między małym obrazkiem a średnim to kolejny skok jakościowy. I znowu: lepsza plastyka doskonalsze odwzorowanie barw... etc. Zatem znowu: obiektywna wyższość średniego nad małym. Ale jest jeszcze duży format i tutaj mamy to samo: lepsze to, lepsze tamto (wiadomo). I w ten sposób stworzyła nam się hierarchia jakości, przyjmowana na AT jako oczywista: cyfra, mały, średni, duży.
Niby wszystko OK, ale powyższe oczywistości pozostają w sferze abstrakcji, dopóki nie są wyrażane w sposób konkretny, a więc na papierze. Bo doprawdy, jeżeli zdjęcie robi się po to, żeby powiesić je w internecie, to wymagania te spełni choćby komórka i nie ma sensu inwestować w inny sprzęt. Skądinąd wiadomo, że AT to użytkownicy przeróżnych formatów, w tym również niestandardowych. Powodowany niepohamowaną ciekawością kończę wreszcie ten nieco przydługi wstęp i zadaję nurtujące mnie pytanie: czy i jak często wykorzystujecie w pełni możliwości oferowane Wam przez Wasze instrumenty? Innymi słowy (być może w ten sposób zdradzam, że moja ciekawość jest cokolwiek niezdrowa), czy znajdujecie uzasadnienie dla korzystania z Waszych niekiedy wyrafinowanych zabawek?

Post był edytowany 2009-11-20 16:18:21



Wstęp do wątpienia