Chcac ostatnio skalibrowac film, zmuszony bylem do strzelania pomiedzy przyslonami. Dylemat, czy tak w ogole mozna postepowac, rozwial niegdys Czarek, wiec ja hyc - elegancko wskoczylem pomiedzy wartosci na skali.

Wyjalem dzis z koreksu rzeczony film i coz widza me nawykle do zdziwienia wlasnymi tworami oczeta? Na negatywie praktycznie nie ma roznicy pomiedzy tymi cyknietymi polowkami. Aparat to stary Rolleiflex z 1939 roku, ktory dopiero badam, ale raczej wykluczam, zeby kielbasil czasy w tak bezczelny sposob.

"Przypadkiem" natknalem sie przed chwila w sieci na takie zdanie, piora czlowieka wielce godnego zaufania w sprawach sprzetu fotograficznego: "Poniewaz do fotografowania przyslona ustawiana jest na pelnych wartosciach (nie pomiedzy) (...)" Twierdzenie to przydaje calej sytuacji smaczku, a mnie przyprawia o lekki zawrot glowy.

No i co Panowie oraz mile Panie na to?