Męczy mnie od wczoraj czysto akademicki problem. Otóż odkryłem sobie przypadkiem, że jeden z moich fleszy nie współpracuje z fotocelą. Nie są to żadne hitech wynalazki, ot zwykły niededykowany flesz aparatowy, prosty niczym cep, i najprostsza fotocela na jeden błysk. Ale po prostu nie wyzwala tego konkretnego flesza (na wszelki wypadek podłączałem go zarówno przez stopkę, jak i kabel, aby wykluczyć ewentualne niekontakty). Każdy inny flesz działa z tą fotocelą bez problemu, ba, nawet ten krnąbrny flesz podłączony do innej, równie prostej fotoceli też działa - tylko ta jedna konkretna para jakoś nie chce ze sobą współpracować.
I tak się zastanawiam - czysto zresztą teoretycznie - co jest przyczyną tego stanu? Albo inaczej, jakie warunki elektryczne muszą być spełnione, aby fotocela z daną lampą zadziałała? Czy może mieć na to wpływ napięcie wyzwalania lampy czy pojemność jej kondensatora?
Pzdr
Grzesiu
Gdy wicher się zrywa...