Witam,
Od pewnego czasu zastanawiam się nad sensem ścisłego trzymania parametrów wywoływania filmów.
Z technicznego punktu widzenia liczy się pojemność tonalna, czyli w skrócie to ile szczegółów można uzyskać w światłach i cieniach obrazu, do tego liczy się (zazwyczaj) małe ziarno, które w większości przypadków jest zdecydowanie ważniejsze niż ostrość konturowa (wiadomo, coś kosztem czegoś). Ponieważ najczęściej używa się papierów wielogradacyjnych, to podczas wywoływania liczy się to co wyżej napisałem, czyli miękkie wołanie (ilość szegółów) a tonacja nadawana jest pod powiększalnikiem.
Reasumując. Ważne jest, żeby film po wywołaniu był jak najbardziej "miękki". W takim razie, czemu zazwyczaj w podpisach pod zdjęciami podawana jest kombinacja filmu i wywoływacza, dla mnie zdecydowanie ważniejsza jest informacja o tonalności.
Kiedy używano papierów stałogradacyjnych ważne były parametry wywoływania, ale teraz powtarzalne efekty można uzyskać pod powiększalnikiem, lub (jak kto woli) w Photoshopie.
Co wy o tym myślicie?
wywoływanie? po co?
KA
kapiszon
• 15-01-2009 20:37
Komentarze
HE
Henry
15-01-2009 21:27
KA
kapiszon
15-01-2009 21:32
RB
rbit9n
15-01-2009 21:56
SL
slawoj
15-01-2009 22:14
KA
kapiszon
15-01-2009 22:15
SA
sadowski25
15-01-2009 22:23