Witam,
Od pewnego czasu zastanawiam się nad sensem ścisłego trzymania parametrów wywoływania filmów.
Z technicznego punktu widzenia liczy się pojemność tonalna, czyli w skrócie to ile szczegółów można uzyskać w światłach i cieniach obrazu, do tego liczy się (zazwyczaj) małe ziarno, które w większości przypadków jest zdecydowanie ważniejsze niż ostrość konturowa (wiadomo, coś kosztem czegoś). Ponieważ najczęściej używa się papierów wielogradacyjnych, to podczas wywoływania liczy się to co wyżej napisałem, czyli miękkie wołanie (ilość szegółów) a tonacja nadawana jest pod powiększalnikiem.
Reasumując. Ważne jest, żeby film po wywołaniu był jak najbardziej "miękki". W takim razie, czemu zazwyczaj w podpisach pod zdjęciami podawana jest kombinacja filmu i wywoływacza, dla mnie zdecydowanie ważniejsza jest informacja o tonalności.
Kiedy używano papierów stałogradacyjnych ważne były parametry wywoływania, ale teraz powtarzalne efekty można uzyskać pod powiększalnikiem, lub (jak kto woli) w Photoshopie.
Co wy o tym myślicie?